MONOGRAM, czyli jak gadać o modzie

Wiele osób stawia ją na drugi plan, jednak jest to najlepsza forma ekspresji siebie. Ewoluuje od wielu lat i nie ma w niej żadnych zasad. Co skrywa w sobie moda? O swoim podcaście Monogram, jak i pasji do niej opowiadają Weronika Wojda i Matylda Terlecka.

Tekst: Michalina Kobus

MAGIEL: Jaką rolę w waszym życiu odgrywa moda?

Weronika Wojda: Właśnie pisałam o tym pracę licencjacką, ponieważ zamierzam aplikować na studia do Amsterdamu. W swojej pracy przede wszystkim uwzględniłam, jak to było z modą, kiedy byłam młodsza – lubiłam się przebierać, przywiązywałam dużą wagę do swoich outfitów. To wszystko mnie bardzo fascynowało od najmłodszych lat. W dużej mierze była to forma wyrażania siebie i mojej kreatywności. Jako dorastająca nastolatka miałam kompleksy, nie lubiłam siebie, nie podobałam się sobie. Dlatego zawsze mogłam polegać na tym, że będę świetnie ubrana. Gdy mówiłam sobie: No dobra, nie jestem może jakoś super szczupła albo jakaś tam, to zawsze stylizację miałam idealną.

Matylda Terlecka: Dla mnie moda zawsze była najważniejszą formą ekspresji. Poza tym, wiązało się to dużo z tym, że moja mama zawsze była superubrana, dodatkowo słuchałam dużo muzyki czarnoskórych artystów – zaczęłam od Chicago i Chiefa Keefa, a oni w swoich teledyskach zawsze nosili modne rzeczy – jakieś jordany, czy inne, ciekawe marki. To wiązało się również z tym, że moja mama zawsze lubiła luksusowe marki, na przykład Hermès, a mój ulubiony raper w swoim klipie nosił pasek od nich. To jakoś we mnie urosło, taka ekspresja, związanego z rapem bogactwa, ale ogólnie taka forma ekspresyjna tego, jak wyglądasz, jak się czujesz. W ogóle mam wrażenie, że dużo ludzi, którzy są pewni siebie, lubią to podkreślać ubraniami. Lubię to, że ubrania dodatkowo wyrażają moją osobę. Mam wrażenie, że każdy outfit jakoś wiąże się z moją cechą charakteru i z tym, jak siebie przedstawiam. Zawsze wyglądam różnie. To nie jest tak, że jestem tylko boho chic albo dziewczyną w jordanach. Wyglądam zawsze inaczej! To jest największa zabawa w ubieraniu się – możesz zmieniać swoją osobowość.

A skąd się wzięła nazwa Monogram?

W.W.: Nasza pierwsza audycja dotyczyła monogramu. Dużo rozmawiałyśmy na temat tego, jak był on połączony z latami 90-tymi, jak to wszystko teraz jest przetwarzaniem starych trendów, jak to wiąże się z czarnoskórą kulturą, no i te wszystkie takie power-balances wokół tego. Później nazwałyśmy  pierwszy odcinek  Monogram, a gdy następnie nas spytali, jak chcemy nazwać audycję, to po prostu się przyjęło. Dodatkowo, to był taki okres, że wiele marek – Louis Vittuon, Dior – wszystkie rzeczy od nich były w ich logo. Wydaje mi się, że to był moment powrotu motywu monogramu do świata mody.

Jak byście opisały swoją współpracę z newonce.radio? To w końcu w tym radiu narodził się Monogram! Same wyszłyście z inicjatywą audycji czy dostałyście propozycje?

M.T.: To był mój pomysł. Szukałam pracy, znałam się z ludźmi z newonce radio, a oni właśnie startowali z ramówką. Wtedy sobie pomyślałam – ramówka, podcasty – czy ktoś w Polsce rozmawia o modzie? Przyszłam do nich, umówiłam się na spotkanie i powiedziałam, że mam taki zarys pomysłu na audycję i wydaje mi się, że wiem, kogo chcę zaangażować. Napisałam też od razu do Wero, czy jest w ogóle chętna. Obie uwielbiamy modę i super się dogadujemy.

W.W.: Znamy się od urodzenia i zawsze jak się spotykałyśmy, to miałyśmy długie rozmowy na temat mody. To była cudowna możliwość, że możemy je przenieść w taki ustrukturyzowany sposób do newonce.radio, a teraz już niezależnie. Newonce było przez długi okres świetną platformą do tworzenia Monogramu, jednak po roku zakończyliśmy współpracę. Szefowie byli superpracodawcami, zmienili po prostu kierunki audycji. Ale atmosfera była bardzo dobra, rodzinna.

Dzięki newonce powstał Monogram! Czy oprócz podcastu robicie coś związanego z modą?

M.T.: Jeśli chodzi o inne rzeczy, to Wero często występuje w jakichś różnych przedsięwzięciach jako modelka, bo jest superlaską (śmiech), ja czasem coś projektuję, czasem jestem modelką, no różnie, to zależy od zlecenia. Na przykład ostatnio ja robiłam kampanię bielizny, razem robiłyśmy kampanię marki Draus. Zawsze ten temat mody dookoła nas krąży.

W.W.: Ja teraz pracuje w firmie modowej, NAGO, które jest fajną, polską marką. Swoją drogą mam wrażenie, że jeżeli utrzymujemy  zaangażowanie modą jako zainteresowanie to jest w tym dużo zabawy. Robimy projekty, które nas naprawdę interesują: dla znajomych albo razem z nimi, czy nawet same dla siebie i wspólnie. Ta branża jest mocno specyficzna. O ile się pracuje ze znajomymi, z osobami, które się lubi, ufa i robi się takie projekty, jakie się chce robić – to jest to super.

Gdzie szukacie inspiracji? Co lub kto nią jest?

M.T.: Życie i doświadczenie! Obie z Werą miałyśmy jednak mocną inspirację od naszych mam, jeśli chodzi o zagraniczne magazyny kupowane zawsze, poza tym bardzo dobre torby, buty. W ogóle zaangażowanie w wygląd. Nasze mamy się kiedyś przyjaźniły i one po prostu też wzajemnie się wymieniały różnymi rzeczami, mają też dużą historię jeśli chodzi w ogóle o rzeczy materialne, bardzo je lubiły. To po prostu przeszło na nas, mam wrażenie, że to są rzeczy, które przychodzą nam zupełnie naturalnie.

To cudowne, że wasze mamy dały wam taki „pierwiastek” mody.

W.W.: Ja mam wrażenie, że odziedziczyłyśmy to po nich. Byłyśmy otoczone takimi rzeczami. Nasze mamy mają dobry gust i po prostu ich rzeczy tak na nas wpłynęły. Moja mama kolekcjonuje zagraniczne magazyny – Vogue, Harper’s Bazaar – zawsze coś związanego z modą było wokół nas.

Ostatnio popularne są takie tematy jak: zero waste, stop konsumpcjonizmowi itp. Czy faktycznie da się być w stu procentach fair wobec środowiska, kiedy interesujesz się modą?

W.W.: Absolutnie się nie da, zresztą jak ze wszystkim. Życie w stu procentach zero waste to jest tyle wyrzeczeń. Chyba łatwiej zrezygnować z pewnych rzeczy kosztem innych, zachować jakiś balans. Jeśli chodzi o tematy zero waste’owe, trzeba uważać w modzie na greenwashing – ekologiczna marka może mieć trzy bluzki, które są w 60 procentach zrobione z recyklingowanego poliestru, a cała reszta jest z normalnego poliestru. Podstawowe kwestie dla kogoś, kto chce być eko w modzie, to na przykład niekupowanie w sieciówkach albo kupowanie używanych ubrań.

M.T.: Ja na przykład nie kupuję rzeczy w sieciówkach, bardzo rzadko mi się to zdarza i pewnie się tym w jakiś sposób przyczyniam do tego wszystkiego. Warto naprawić jakąś małą rzecz w swoim życiu, bo każda mała rzecz coś zmieni.

A jak to się dzieje, że muzyka ma taki wpływ na modę? Czy to wszystko jest takim jednym elementem sztuki?

M.T.: To jest chyba naturalne, że często ludzie, którzy są zdolni kreatywnie przenoszą to na wiele aspektów, nie tylko muzycznych. Ale zdarzają się też takie śmieszne przypadki, jak na przykład projektanci, którzy się sami nie ubierają! Jeśli chodzi o muzykę, to jest coś takiego jak stage presence, naturalna kolej rzeczy, że chyba każdy artysta zawsze przywiązuje wagę do stylu, żeby się stać bardziej charakterystycznym.

W.W.: Ja też myślę, że często muzycy urastają do rangi idoli, celebrytów i to już nie tylko chodzi o muzykę, ale bardziej całym sobą stają się ikoną.

Kto według was jest ikoną mody i jaki element szafy będzie zawsze kultowy?

M.T.: Lil’ Kim. Dla mnie jest ikoną, która zainspirowała pokolenia, również białej młodzieży, która prawdopodobnie nie jest tego świadoma. To jest pierwsza osoba, o której pomyślałam. Figura modowa, bardzo damska, taka już popkulturowo modowa, o której bardzo mało się mówi i zapomina o jej wpływie na te wszystkie fryzury, stylówy, jak i podejście do bycia pewną siebie kobietą – bo teraz ,,modnym” jest bycie pewnym siebie. Cudowne jest to, że kobiety żyją już w tym przeświadczeniu, że mogą być pewne siebie i mają się tego nie bać! To wychodzi z tego środowiska, o czym się często nie mówi, bo najwidoczniej nawet w dzisiejszych czasach niewygodnie się mówi o czarnoskórych ludziach, którzy inspirują nasze pokolenia i daje im się za mało uwagi.

W.W.: Nie wiem, czy jest jakiś element szafy, ale myślę, że Birkin Bag. Ale jeśli chodzi o projektantów, którzy „ zawsze lądują na cztery łapy”, to ja bym powiedziała, że Galiano i Prada. Myślę, że są elastyczni, w tym sensie, że tak naprawdę mogą się odnaleźć w każdej sytuacji, bo na przykład ubrania Alexandra McQueena to bardzo konkretny typ ubrania. Mogłabym mieć ich rzeczy i nie ubierać się w żadne inne.

M.T.: Dla mnie najbardziej byłby to Tom Ford i Gucci. Mogłabym się ubierać w tego typu garnitury i garsonki.

Moda jako sztuka. Jak według was odznacza się ona w pewnych kręgach, w społeczeństwie?

W.W.: Pisałam o tym licencjat, to bardzo głęboki temat. Najprościej ujmując, moda to najłatwiejszy sposób na wyrażanie siebie. Nie potrzebujesz mieć do tego żadnego talentu, jedyne, co musisz zrobić, to zdecydować, co ci się podoba i po prostu to założyć. Nie potrzebujesz też dużego nakładu finansowego, chociaż też z tym różnie bywa – zależy, jaki masz gust. Poza tym moda odtwarza relacje społeczne, tożsamości, wszystkie tego typu rzeczy. Tak naprawdę odtwarza też wszystko, co dzieje się w społeczeństwie, bo jest narzędziem politycznym. Analizując modę możemy tyle dowiedzieć się o ciele, o pięknie, o wszystkich tego typu rzeczach. Mam wrażenie, że jest to takie niedoceniane lustro społeczne.

M.T.: Przede wszystkim moda pełniła dużą funkcje jako określanie swojego stanowiska w życiu. Kiedyś można było poznać po tym, jak ktoś wygląda, do jakiej warstwy społecznej należał. To jest niesamowite jak jakąś małą rzeczą, jakimś kolorem, możesz wyrazić swoje uczucia czy stanowisko wobec czegoś i zrobić to małym kosztem.

W.W.: To jest taka bardzo trudna forma komunikacji, w tym sensie, że w modzie nie ma tak naprawdę żadnych ustalonych zasad. Jednocześnie tyle się czyta o odczytywaniu i postrzeganiu ludzi z ubrania, to jest taka pierwsza bariera pomiędzy Tobą a drugim człowiekiem.

M.T.: Ja osobiście mam taki problem, że potrafię z początku pomyśleć o kimś, że może być nieciekawy, bo nie ma żadnej formy ekspresji w sobie, jeśli chodzi o ubiór. Może to okropne z mojej strony, ale nie rozumiem, jak można nie mieć minimalnego poczucia estetyki, żeby nawet nie chcieć wyglądać schludnie. To też jest moim zdaniem istotne. Często w jakimś miejscu, gdzie jest dużo ludzi, nie wyobrażam sobie nawiązać nawet kontaktu z daną osobą, bo niczym mnie nie zainteresowała ze względu na swój ubiór. Po prostu nie przykuła mojej uwagi.

W.W.: Ja też tak uważam. Za mało się korzysta z mody. Nie docenia się jej jako przekaźnika tożsamości, ekspresji i przede wszystkim jako czystej zabawy. To jest właśnie zabawa w przebieranie się, przybieranie jakichś własnych wizji na siebie. To nie jest w żaden sposób zobowiązujące. Jak założysz czerwone buty, to jak ci się nie spodobają, możesz je za chwilę zdjąć!

Zauważyłam, że wiele osób stawia modę na drugi plan i nie eksperymentują z nią.

W.W.: Mam wrażenie, że ludziom często wydaje się, że trzeba wyglądać dobrze. Prawda jest taka, że tu nie chodzi o to, żeby do końca wyglądać dobrze, tylko tak, jak tobie się podoba i wtedy właśnie jest świetny efekt. Jeżeli ma się pewność siebie w tym, co się nosi, to zawsze wyjdzie to dobrze.

A jak się odnosicie do stereotypu, że powinniśmy ubierać się stosowanie do sylwetki?

M.T.: To jest tak głupie! Można nosić, co się chce, aczkolwiek czasem powinno dobierać się rzeczy do swojej sylwetki, nie uważam, żeby było w tym coś złego. Ja uwielbiam dobrze dopasowane ubrania i powinno się mieć świadomość swojego ciała i wiedzieć, że niektóre rzeczy mogą nas oszpecać. To zależy po prostu od tego czy to jest dla kogoś ważne. Jeżeli komuś zależy na prezencji, to ubiera się głównie pod to. Ja też uważam, że nie ma co robić takiej policji modowej w stylu „niskie osoby muszą za wszelką cenę starać się wyglądać na osoby wysokie”.

Na koniec wróćmy jeszcze do podcastów – intryguje mnie, jak to jest z odcinkami. Czy macie odgórny plan, przygotowujecie się do nich czy wychodzi to wszystko spontanicznie?

W.W.: Przygotowujemy się wcześniej, nie mamy aż takiej wiedzy w głowie, żeby robić to bez przygotowania. Robimy research, chcemy, żeby to było jak najbardziej merytoryczne. Zawsze parę dni przed ustalamy sobie temat, ale mamy też kilka tematów w zanadrzu, gdybyśmy nie miały akurat pomysłu. Są to jednak takie w miarę aktualne i interesujące nas tematy. Audycje są raczej spontaniczne, z resztą chyba słychać, że są dosyć luźne!

M.T.: Jednak dużą wagę ma to, jak blisko jesteśmy ze sobą i jak długo obie się znamy. Myślę, że to wszystko nie miałoby takiej esencji gdyby nie to, że jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami!

 

Matylda Terlecka – Artystyczną duszę przejawia w wielu dziedzinach: interesuje się sztuką, modą i biżuterią. Kocha robić rzeczy kreatywne i właśnie w tym kierunku chce się rozwijać. Rysuje i projektuje grafiki, zamierza robić plakaty, komiksy, a nawet animacje.

Weronika Wojda – Aktualnie przygotowuje się do obrony licencjatu z filozofii, zamierza wyjechać na magisterkę do Amsterdamu. Zajmuje się influencer marketingiem w polskiej marce ubraniowej NAGO. W wolnym czasie zaszywa się w książkach, ćwiczy pilates i jogę.