Tu działa się historia

Uniwersytet Warszawski to nie tylko miejsce, w którym studenci od lat zdobywali wiedzę, rozwijali swoje pasje i zawierali przyjaźnie. W jego murach działa się historia. Jednym z najbardziej burzliwych wydarzeń, jakie miały miejsce na jego terenie, było rozpoczęcie protestów w marcu 1968 r.

 

Tekst: Maria Jaworska

53 lata temu, 8 marca o godzinie 12.00 na dziedzińcu głównym UW rozpoczęła się demonstracja studentów, którym nie podobał się kierunek, w jakim zmierzała władza ludowa. Iskrą, która rozpaliła pożar, było zdjęcia z afisza Teatru Narodowego spektaklu Dziady w reżyserii Kazimierza Dejmka oraz skreślenie z listy studentów Uczelni Adama Michnika i Henryka Szlajfera. Protesty zostały brutalnie stłumione przez policję, a ich następstwa przyniosły wiele reperkusji nie tylko dla społeczeństwa, ale również dla kultury i przede wszystkim nauki.

Pamięć ciągle żywa 

Z okazji rocznicy tych wydarzeń 8 marca w południe, na kampusie głównym UW, odbyła się kameralna uroczystość mająca na celu ich upamiętnienie.

Uczestnicy wydarzeń Marca 1968 przypomnieli, co jest ważne w życiu akademickim i społecznym: solidarność, tolerancja, wsparcie drugiego człowieka. To oni wtedy walczyli o to, żebyśmy się mogli spotykać. To po nich przyszła „Solidarność”. To dzięki nim jesteśmy tutaj – powiedział w trakcie uroczystości Rektor UW, prof. Alojzy Nowak. Tradycyjnie złożono kwiaty pod tablicą upamiętniającą Marzec ‘68, która na kampusie wisi od 1981 r. Jak opisuje na łamach Pisma Uczelni Zbigniew Janas, przewodniczący “Solidarności” w ZM Ursus, w dzień odsłonięcia owej tablicy na dziedzińcu zgromadziło się mnóstwo ludzi, a atmosfera była niezwykle podniosła. Wtedy rok 1968 to nie były odległe czasy. Pamięć o wydarzeniach z marca i studentach była ciągle żywa – wspomina działacz.

Podczas tegorocznych uroczystości o tablicy mówił również dr Julian Srebrny, który przypomniał, że znalazła się w tym miejscu dzięki wspólnym staraniom Komisji Zakładowej „Solidarność” UW oraz Ursusa.

Czara goryczy

Wracając do wydarzeń sprzed 53, lat warto zaznaczyć, że powodem strajków nie było pojedyncze wydarzenie, a cały ich ciąg. Od prawie 12 lat I sekretarzem KC PZPR był wówczas Władysław Gomułka, który jako typowy przedstawiciel partyjnego »betonu«, zdążył już popaść w konflikty nie tylko z wieloma grupami w społeczeństwie, ale także w środowisku partyjnym. W kręgach władzy wytwarzały się nieoficjalne frakcje, niektóre o znacznych wpływach. Jedna z nich, określająca się jako »partyzanci«, skupiona była wokół Mieczysława Moczara i wyznawała idee etosu kombatanckiego. Moczarowcy nie kryli się z nacjonalizmem i antysemityzmem, a wpływy tych postaw miały potwierdzić późniejsze czystki w partii. Tymczasem ze Wschodu napływały wiadomości o wojnie Izraela z państwami arabskimi. Zgodnie z linią partii oraz wsparciem, jakie ZSRR udzielał państwom arabskim, oficjalne stanowisko władz trzymało ich stronę. Jednak szala sympatii społeczeństwa często przechylała się na stronę Izraela.

Fot. PAP/T. Zagoździński/źródło: dzieje.pl

Gomułce nie po drodze było nie tylko z tymi, którzy popierali zachodni imperializm, czy z Kościołem, ale również z artystami, dla których coraz bardziej uciążliwa była cenzura. Jej praktykowaniu sprzeciwiało się wielu twórców, literatów i naukowców. Coraz więcej młodych ludzi, nawet tych w jakimś stopniu podzielających idee socjalizmu, zaczęło dostrzegać ograniczenia, jakie nakładał na nich system. Nastroje wśród młodzieży oddaje wiersz Ryszarda Krynickiego, jednego z poetów Nowej Fali, których młodość przypadła na czasy Marca ‘68 i Grudnia ‘70: Może byliśmy dziećmi, nie mieliśmy doświadczenia/wiedzieliśmy tylko, że zmusza się nas do wiary w kłamstwo/i naprawdę nie wiedzieliśmy, czego więcej chcemy/oprócz poszanowania ludzkich praw i prawd.

Wielka Improwizacja narodu 

Kierownictwu partii nie podobała się ani liberalna kultura, ani ta nieco bardziej klasyczna wersja sztuki, jak arcydzieło polskiego romantyzmu wystawione pod koniec 1967 r. na deskach Teatru Narodowego. Przedstawienie z Gustawem Holoubkiem w roli głównej wywołało emocje po obu stronach – wzniosłe i patriotyczne u odbiorców, a pełne niepokoju u władzy. Najpierw za wykreowanie tak antyrosyjskiej i antyradzieckiej sztuki dostało się samemu reżyserowi. Niedługo potem, na początku roku 1968, Teatr otrzymał przykaz od Ministerstwa Kultury i Sztuki: spektakl należy zdjąć.

Ostatni występ odbył się 30 stycznia, a zaraz po nim miała miejsce demonstracja. Ludzie przeszli spod teatru do pomnika Mickiewicza na Krakowskim Przedmieściu, domagając się wolności w sztuce i zaprzestania cenzury. Protesty szybko stłumiono, 35 osób zostało aresztowanych. Zachód mógł dowiedzieć się o tym, co działo się za żelazną kurtyną dzięki dwóm studentom – Adamowi Michnikowi i Henrykowi Szlajferowi, którzy poinformowali o przebiegu zdarzeń korespondenta francuskiego dziennika „Le Monde”. Konsekwencją, jaką ponieśli, było skreślenie z listy studentów Wydziału Historycznego.

Tymczasem środowiska inteligenckie próbowały przeciwstawić się postępującej cenzurze. Warszawscy studenci zbierali podpisy pod petycją przeciwko decyzji Ministerstwa Kultury. Stołeczny oddział Związku Literatów Polskich otwarcie potępił politykę kulturalną towarzysza Wiesława. Sprzeciwiali się jej znani intelektualiści, tacy jak Antoni Słonimski, Leszek Kołakowski, Paweł Jasienica i Stefan Kisielewski.

Fot.: materiały Teatru Narodowego

Gestapo! brzmiało zza okien Gestapo! 

Wobec coraz głębiej postępującej cenzury i ograniczania swobód obywatelskich, młodzież akademicka wzięła sprawy w swoje ręce. Domagano się m.in. zniesienia cenzury, wolności słowa, swobody zrzeszania się i poszanowania podstawowych praw obywatelskich. Represjonowanie studentów, którzy protestowali przeciwko haniebnej decyzji zakazującej wystawienia „Dziadów” w Teatrze Narodowym, stanowi jawne pogwałcenie art. 71 Konstytucji. Nie pozwolimy odebrać sobie prawa do obrony demokratycznych i niepodległościowych tradycji Narodu Polskiego. Nie umilkniemy wobec represji – brzmiał tekst rezolucji przyjętej przez studentów warszawskich uczelni. Wyrażono poparcie dla stanowiska literatów oraz solidarność z aresztowanymi i wydalonymi z uczelni studentami. Po zakończeniu zebrania rozchodzący się tłum został zaatakowany przez ZOMO, które niezwykle brutalnie obeszło się ze studentami. Według relacji świadków tłum na Krakowskim Przedmieściu, obserwując zajścia, krzyczał w stronę milicji: Gestapo! Tego samego dnia doszło do aresztowań najbardziej aktywnych działaczy, takich jak Jacek Kuroń, Adam Michnik czy Karol Modzelewski.

Poparcie dla studentów biorących udział w wiecu wyraziła Politechnika Warszawska, a w ślad za nią poszły inne uczelnie w całej Polsce. W manifestacjach w wielu miastach naszego kraju, najczęściej brutalnie rozpędzanych przez milicję, brali udział nie tylko studenci, ale często również uczniowie szkół średnich. Zachowały się nagrania udokumentowane przez bezpiekę. Widoczne na nich tłumy młodzieży, zgromadzone na ulicach Warszawy i uniwersyteckich kampusach, robią wrażenie. Młodzi ludzie nie zrażali się brutalnym traktowaniem przez milicję i kontynuowali protesty. Wiece na UW trwały do końca marca. Jednak zamiast spełnienia studenckich postulatów, doczekano się zamknięcia kilku kierunków i kolejnych osób skreślonych z listy studentów.

Wydarzenia marcowe nie odbiły się w społeczeństwie tak szerokim echem, na jaki zapewne liczyli ich uczestnicy. Z daleka ludzie cisi, przestraszeni/Patrzyli, jak się patrzy na ognisko/Z tą fascynacją szaleństwem płomieni/Do których lepiej nie podchodzić blisko – opisze po latach całe zajście Jacek Kaczmarski, co można traktować jako metaforę stosunku ludzi do wydarzeń marcowych. Większe zaangażowanie wykazały środowiska inteligenckie. W obronie studentów i ich postulatów wystąpili także m.in. przedstawiciele koła poselskiego Znak, a także Konferencja Episkopatu Polski.

Ci odlatują, ci zostają… 

Komunistyczna propaganda jak zwykle manipulowała opinią publiczną, ukazując studentów jako grupkę awanturników, wywodzącą się z kręgów bananowej młodzieży, której obce są troski materialne, prawdziwe warunki życia i potrzeby naszego społeczeństwa. 19 marca Gomułka wygłosił płomienne przemówienie. Niemała część młodzieży studenckiej w Warszawie, a także w innych ośrodkach akademickich w kraju, została oszukana i sprowadzona przez wrogie socjalizmowi siły na fałszywą drogę. Siły te zasiały wśród studentów ziarna awanturniczej anarchii, łamania prawa. Posługując się metodą prowokacji, wzburzyły umysły części młodzieży, parły do wywoływania starć ulicznych, do rozlewu krwi – akcentował ze swą nienaganną dykcją towarzysz Wiesław. W propagandzie obrano nowy kierunek represji – przeciwko osobom pochodzenia żydowskiego. Wskazywano na wrogi państwu element syjonistyczny, który miał być uosobieniem imperializmu i wspomagać wrogie naszemu krajowi państwo Izrael. Oczyszczanie państwa rozpoczęto od partii, z której wydalono kilka tysięcy członków ze względu na ich pochodzenie. Efektem nagonki było również przymuszenie wielu Polaków pochodzenia żydowskiego do opuszczenia kraju. Szacuje się, że do 1969 r. liczba tych osób wyniosła ok. 15 tys. Oprócz zaangażowanych politycznie, emigracja objęła również osoby, które z tym, co działo się w społeczeństwie miały niewiele wspólnego. Wśród nich było wielu przedstawicieli inteligencji, naukowców, artystów i literatów.

Według danych Generalnej Prokuratury podczas protestów zatrzymano ponad 2700 osób, w tym 359 studentów. Niektórzy dostali wyroki po kilka miesięcy czy nawet lat więzienia, inni zgodzili się na emigrację. Kilka tysięcy studentów zostało wyrzuconych z uczelni lub zawieszonych w prawach studenckich.

Fot. Krzysztof Wojciewski/źródło: Wyborcza.pl

Głos studenta

Wydarzenia tamtych dni, mimo że tragiczne w skutkach, zasiały ziarno w sercach wielu młodych ludzi i położyły podwaliny pod przyszłe ruchy społeczne, w tym Solidarność. Trzy lata temu, z okazji półwiecza Marca ‘68, Senat UW przyjął specjalną uchwałę mającą uczcić pamięć dramatycznych zdarzeń, które – jak w niej czytamy – obok Czerwca ’56, Grudnia ’70, Czerwca ’76, Sierpnia ’80 i czasu stanu wojennego, były manifestacją społecznego oporu i jednym z kroków do wolnej Rzeczypospolitej. Dalej czytamy w niej o potrzebie przypominania o haniebnych wydarzeniach, niezgodnych z etosem akademickim, tak aby pozostawały one lekcją na przyszłość, aby wolność słowa, wolność badań naukowych, prawo do dyskusji o historii naszego kraju, szacunek dla każdego człowieka wykluczający jakąkolwiek formę dyskryminacji były – jako stanowiące podstawowe wartości demokratycznego państwa – zawsze w pełni respektowane. To wynikające z doświadczeń przeszłości zobowiązanie zawsze będzie dla naszej społeczności aktualne. Warto pamiętać o prawdziwości tych słów i o tym, że głos studenta w ważnych sprawach społecznych ma znaczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *