Sejmowy szklany sufit

Kobiety, nie przeszkadzajcie nam, my walczymy o Polskę – głosić miał napis wymalowany na murze strajkującej Stoczni Gdańskiej. Od tamtych wydarzeń minęło trzydzieści lat, a Polki stanowią kolejno 28,7 proc. Sejmu i 24 proc. Senatu. Jeszcze mniej jest ich w najpopularniejszych mediach – udział ekspertek w studio telewizyjnym czy radiowym rzadko kiedy przekracza 20 proc. Wreszcie, na „jedynkach” list wyborczych nie pojawiają się prawie nigdy. O szklanym suficie w polityce, który od lat nie pęka, opowiada nam Nadia Oleszczuk z Rady Konsultacyjnej Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

Tekst: Kacper Badura 

Zdjęcie: Jędrzej Nowicki

Sztuka i polityka

Był rok 1839, gdy znana na całym kontynencie francuska pisarka i feministka (w Polsce kojarzona jako kochanka Fryderyka Chopina) George Sand napisała w dramacie Gabriel takie oto zdanie: Zaiste, byłam kobietą; albowiem moje skrzydła opadły, eter okalał moją głowę jak nieprzenikliwe kryształowe sklepienie i upadłam.

Ów kryształowe sklepienie powróciło sto lat później pod postacią szklanego sufitu. Termin przypisuje się amerykańskiej doradczyni finansowej, Marylin Loden. Użyła go w przemówieniu w roku 1978 podczas nowojorskiego panelu poświęconemu kobietom w biznesie. Wyrażenie szybko przeniknęło do amerykańskiej prasy, a  stamtąd do słowników, stając się w pełni funkcjonującym pojęciem, również w Polsce.

Czym jest szklany sufit?

Szklany sufit to metafora niewidzialnych, choć istniejących, barier związanych z awansem i zajmowaniem kierowniczych stanowisk, głównie przez kobiety (czasem także przez osoby z niepełnosprawnościami,  mniejszości narodowe czy też etniczne). Choć w Unii Europejskiej kobiety stanowią 60 proc. absolwentów studiów wyższych, to jednak w radach nadzorczych spółek notowanych na europejskich giełdach papierów wartościowych piastują zaledwie 17,8 proc. stanowisk.

W radach spółek wchodzących w skład polskiego indeksu WIG20, kobiety jest jeszcze mniej, bo tylko 11,8 proc. stanowisk. Kobieta widzi fotel prezesa, wszak sufit jest przezroczysty. Najczęściej nie może go jednak dotknąć, choć nie warunkuje tego żaden przepis prawny ani paragraf w umowie. Podobnie jest w polityce.

Bajki o męskim świecie

Zważywszy na fakt, iż kobiety stanowią około połowę populacji, ich udział w ciałach ustawodawczych i wykonawczych w idealnym świecie powinien odzwierciedlać ich reprezentację w społeczeństwie. Zgodnie z danymi Unii Międzyparlamentarnej, według stanu na 1 lipca 2019 r., kobiety stanowiły 24,2 proc. wszystkich członków parlamentów narodowych. Parytet 50 proc. osiągnęły jedynie… cztery kraje na świecie – Rwanda, Kuba, Boliwia i Andora.

Polski Sejm uplasował się w tym zestawieniu na 54. miejscu, z udziałem na poziomie 28,7 proc. Polki do Sejmu i Senatu dostają się coraz częściej – w wyborach 1991 stanowiły ledwo ponad 9 proc. parlamentarzystek. Sytuacja ulega poprawie, choć powoli i nie w każdej dziedzinie życia politycznego.

Szklany sufit tajemnicą poliszynela

Ciekawych obserwacji dostarcza pionierskie badanie zespołu dr Bogusławy Budrowskiej z 2004 r. Badacze przeprowadzili serię wywiadów z radnymi (wybranymi w powszechnych wyborach samorządowych na różnych szczeblach), menedżerkami i menedżerami. Choć termin szklany sufit nie padał w odpowiedziach wprost, respondentki i respondenci mówili o wszystkim tym, co się nań składa.

Mężczyźni zajmują najwyższe stanowiska nawet w sfeminizowanym sektorze oświaty, a spotkania elit biznesu, to – jak przyznaje jedna z menedżerek – męski świat, męskie wartości i męskie komunikaty. Również mężczyźni, najczęściej jako partyjni liderzy, układają listy wyborcze, gdzie im wyżej jest nazwisko, tym większe ma ono szanse na polityczny awans. Jeden z respondentów (wysoko postawiony menedżer) odparł nawet, że pytanie o szklany sufit w biznesie nie jest najmądrzejsze, bo musielibyśmy rozmawiać o kulturze, o społeczeństwie, o historii i jest to zbyt skomplikowany temat. Tak jest i koniec.

Skąd takie myślenie?

Powodów takiej sytuacji dr Budrowska upatruje w sformułowanych przez nią trzech stopniach barier. Jak podkreśla – te trzy rodzaje uwarunkowań łączą się, przeplatają i nawzajem na siebie oddziałują.

Pierwszy z nich określa barierami wewnętrznymi. Chodzi o odczuwany przez wiele kobiet brak wiary w siebie, brak wiary w swoje siły, umiejętności i możliwości, a wizja awansu rodzi u nich obawy – czy nie za wcześnie, czy to nie zbyt wielka odpowiedzialność, czy może trzeba jeszcze się podszkolić? Tymczasem, jak wynika z wywiadów, mężczyźni zajmujący stanowiska publiczne znacznie częściej sądzą, że są do nich predestynowani. Szybki awans w młodym wieku oznacza u nich nic innego jak zasłużony sukces. Mężczyźni zakładają, że sobie poradzą. Kobiety są tą wizją przestraszone. Częściej podpierają się fakultetami – mówi jedna z badanych.

Wątek ten poruszyła trzykrotna kandydatka na RPO, mecenas Zuzanna Rudzińska-Bluszcz. W wywiadzie dla Karola Paciorka przyznała, że poważnie wahała się, czy aby 38 lat to nie zbyt młody wiek na zgłaszanie kandydatury na tak poważny urząd. Szybko jednak zorientowała się, że dokładnie w tym samym wieku był dr hab. Adam Bodnar, gdy stanowisko Rzecznika obejmował. Wątpliwości odeszły.

Matka Polka

Nawet gdy uda się kobiecie pokonać wewnętrzne słabości, pozostaje ona cały czas uwikłana w przypisywane jej tradycyjne role. To dr Budrowska określa drugim stopniem bariery. Większość respondentów przyznawała, że kobiet w polityce jest mniej, gdyż karierę godzić muszą często z  przypisywaną im rolą matki i z domowymi obowiązkami. W świat polityki wchodzą też w późniejszym wieku, gdyż najpierw należy odchować dzieci. Jak stwierdza badaczka – z powodu tego dodatkowego obciążenia (pracy w domu, zwanej „domowym etatem”) nie mogą one często spełnić do końca standardów ustanawianych na podstawie możliwości radnych lub partyjnych kolegów, nieobciążonych niczym więcej poza pracą zawodową. Jeden z respondentów stwierdza wprost – Zatrudnienie kobiety rodzi dla firmy czy instytucji szereg problemów. Największy z nich to urlop macierzyński.

Rynek pracy dyskryminuje kobiety na poziomie rekrutacji, warunków zatrudnienia i awansu – mówi Maglowi Nadia Oleszczuk, aktywistka i członkini założycielka Rady Konsultacyjnej Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, zajmująca się prawami pracowniczymi – Pokazują to dane statystyczne. Przeciętna (skorygowana) luka płacowa według danych GUS za 2018 r. pomiędzy kobietami i mężczyznami wynosi ok. 20 proc.

Pozycja kobiet wewnątrz struktur partyjnych czy samorządowych również nie wygląda kolorowo. Zarówno w badaniu z 2004, jak i tym z 2019, przewija się ten sam motyw – szefostwo partii rzadko kiedy umieszcza kobiety na „jedynkach” list wyborczych.

Lista musi wygrać

Szanse kandydatek zależą w dużej mierze od miejsc na liście i nastawienia liderów. To przecież partie, a nie wyborcy, decydują, kto będzie reprezentantem narodu w parlamencie. Według relacji jednej z radnych, ok. 30 proc. głosów zdobywa się tylko z tytułu zajmowania pierwszego miejsca na liście. Trafiają tam najbardziej rozpoznawalni, doświadczeni i zasłużeni działacze, najczęściej mężczyźni. O motywach tego mechanizmu ciekawie opowiada jedna z respondentek.

A: Pierwszy był mężczyzna? R: No oczywiście. To jest pewien układ partyjny i tu nie może być mowy o innej historii. Listę otwierał… Proszę Pani, może Pani tego nie wie, ale to jest pewien mechanizm w solidnych, rzetelnych partiach, które wiedzą, jak wygrywać wybory, że listę konstruuje się tak, żeby lista wygrała. (…) To jeszcze nie jest tak, że demokratycznie możemy sobie wybierać, kogo chcemy. (…) Nie ma cudów, lista musi być tak skonstruowana, żeby lista wygrała.

Od czasu tego badania minęło szesnaście lat. W międzyczasie, a dokładnie w roku 2011, ruch obywatelski Kongres Kobiet wywalczył w sejmie ustawę kwotową. To na jej podstawie, kobiety mają zapewnione 35 proc. miejsc na listach wyborczych do Sejmu, Parlamentu Europejskiego, rad gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich, wyłączając przy tym listy wyborcze do Senatu i gmin poniżej 20 tys. mieszkańców. Choć Kongres Kobiet optował za parytetem 50 proc., w toku prac parlamentarnych nad projektem zmniejszono ten udział do 35 proc. Można być równym, ale bez przesady.

„Jedynki” nie dla kobiet

Jak zauważa RPO Adam Bodnar w raporcie z 2020 r., mechanizm kwotowy jest obecnie jedynym rozwiązaniem ustawowym, które przeciwdziała wykluczeniu kobiet ze sfery życia politycznego. W ostatnich wyborach do sejmu, kobiety stanowiły 42,10 proc. wystawionych przez komitety kandydatów. Najwięcej procentowo kobiet wystawił SLD (46,6 proc.), a najmniej Konfederacja (39,7 proc.) i PiS (39 proc.).

Pierwsze miejsca na wyborczych listach należą do mężczyzn. Kobiety zajęły zaledwie 19,7 proc. „jedynek”, i 26,6 proc. „dwójek”.  Najhojniej przyznawały je im SLD i KO (kobiety na 14 z 41 pierwszych miejsc, czyli 34,15 proc.). Mniejsze szanse miały kandydatki PiS i PSL (kolejno 19,5 proc. i 17,1 proc.), a najmniejsze działaczki Konfederacji (4,9 proc., czyli tylko dwie kobiety na pierwszych miejscach). Statystycznie – i o to się właściwie rozchodzi – kobiety najczęściej trafiały na środkowe miejsca list wyborczych, czyli tam, gdzie wzrok wyborcy nie sięga.

Kobietom wyjątkowo ciężko jest dostać się do Senatu. Komitetowi wyborczemu najbardziej opłaca się wystawić tylko jednego kandydata w okręgu, by nie dochodziło do „rozproszenia głosów”. Kobiety stanowiły więc zaledwie 16,2 proc. kandydatów do Senatu. Do wyobraźni przemawia fakt, iż w 63 okręgach wyborczych ze 100 nie kandydowała ż a d n a kobieta, a obywatele wybierać mogli wyłącznie spośród mężczyzn. Dla porównania, tylko w jednym okręgu wyborczym (a dokładnie był to okręg nr 54 z siedzibą komisji w Rzeszowie) nie startował żaden mężczyzna.

Szanse dwukrotnie mniejsze

Analizując te dane, badacze posługują się tzw. wskaźnikiem szans wyborczych. W wyborach 2019, mandat uzyskało 6,1 proc. kandydujących kobiet i 11,1 proc. mężczyzn. Proporcje te były niemal identyczne 4 lata wcześniej, gdy zwycięstwo odniosło 3,8 proc. startujących kobiet i 7,4 proc. mężczyzn (kandydowało wówczas więcej osób). Jak podkreśla RPO – kobiety nadal miały prawie o połowę mniejsze szanse zdobycia mandatu w porównaniu z mężczyznami.

Rozwiązanie tego problemu widnieje na horyzoncie. Stosowany gdzieniegdzie mechanizm suwakowy polega na naprzemiennym umieszczaniu kandydatów obu płci na listach. Może to zapobiec faworyzowaniu mężczyzn kosztem kobiet. W wyborach parlamentarnych 2019 mechanizm ten urzeczywistniony został dokładnie na… jednej liście wyborczej. Chodzi o listę SLD w okręgu nr 8 w Zielonej Górze. Co ciekawe, polska klasa polityczna jest o wiele bardziej postępowa, gdy wybory dotyczą Parlamentu Europejskiego. W tych z 2019, mechanizm suwakowy zastosowano już na 16 proc. list, a parytet płciowy aż na 47 proc. Podobnie, jak próżno szukać kobiet na topowych miejscach list, podobnie nie widać ich w mediach.

Studio bez ekspertek

Osobiście to w mediach najczęściej spotykam się ze zjawiskiem „szklanego sufitu” – mówi Nadia Oleszczuk. Mężczyźni są zdecydowanie częściej zapraszani do występów w wywiadach, panelach dyskusyjnych, programach telewizyjnych, radiowych czy internetowych. Wyraźnie dominują, a często zabierają przestrzeń kobietom.

Według analizy OKO.press, w dniach 4 stycznia – 4 marca 2021 udział kobiet w najpopularniejszych programach publicystycznych (najczęściej dotyczących polityki) nie przekraczał 30 proc. Najlepiej (o ile można tak powiedzieć) wypadła Debata tygodnia Grzegorza Jankowskiego w stacji POLSAT – tam kobiet było 27 proc.. Dalej jest tylko gorzej – 19 proc. w Kawie na ławie TVN24 Konrada Piaseckiego, 15 proc. w Kropce nad i TVN24 Moniki Olejnik i… 9 proc. w porannych rozmowach Piaseckiego na antenie TVN24.

Szczególnie smutnych obserwacji dostarcza Raport Instytutu Zamenhofa. Okazuje się, że w okresie 22 października – 1 listopada 2020 (10 dni po orzeczeniu TK ws. aborcji) w analizowanych 14 najważniejszych ogólnopolskich programach radia i telewizji, kobiety stanowiły aż 46 proc. wszystkich gości. Zmiana ta nie potrwała jednak długo, gdyż już miesiąc później udział kobiet spadł do 21 proc. w stacjach prywatnych i aż do 16 proc. u nadawców publicznych. Tyle, jeśli chodzi o parytet w mediach.

Najczęściej powtarzane wytłumaczenia obecnej sytuacji brzmią: kobiety nie chcą występować lub nie ma ekspertek w danej dziedzinie. Bzdura! – mówi Nadia Oleszczuk. Wystarczy poszukać. W jaki sposób liderzy polityczni, liderzy biznesu, przedsiębiorcy czy rektorzy wyższych uczelni mają się dowiedzieć, że w ich otoczeniu działają kompetentne kobiety, skoro nie widzą ich na co dzień w mediach, w debatach publicznych czy w rolach ekspertek? Na szczęście fundacja Vox Feminae tworzy ogólnodostępną bazę ekspertek z różnorodnych dziedzin.

Sto lat kobiet w polityce?

Wraz z każdymi wyborami kobiet w parlamencie jest coraz więcej, choć zmiana ta człapie wyjątkowo powoli. Podczas wyborów prezydenckich, kobiety grały raczej drugie skrzypce – do walki stanęła Małgorzata Kidawa-Błońska, a szefostwo nad sztabem programowym Andrzeja Dudy objęła Beata Szydło. Magdalena Sobkowiak dbała o kampanię Kosiniaka-Kamysza, a Małgorzata Trzaskowska działała ramię w ramię z kandydującym mężem. Inaczej jest w Sejmie – w KO słychać Izabelę Leszczynę, Barbarę Nowacką i Monikę Rosę, a na Lewicy prym wiodą Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, Anna Maria-Żukowska, Magdalena Biejat, Joanna Scheuring-Wielgus czy, obecnie już u Hołowni, Hanna Gill-Piątek. Do historii przejdzie trzykrotna kandydatura na RPO mecenas Zuzanny Rudzińskiej-Bluszcz.

Po 22 października nieustannie mówiło się o Julii Przyłębskiej, Kai Godek, Marcie Lempart czy Klementynie Suchanow. Wreszcie, niekoniecznie z imienia i nazwiska, w polskiej polityce zabierają głos setki tysięcy Polek, wychodząc na ulicę i protestując po ogłoszeniu wyroku TK ws. aborcji. Jest to wydarzenie bezprecedensowe. Tym bardziej pokazuje, jak wiele jest jeszcze do zrobienia.

Kiedy w 1918 r. Irena Kosmowska, jako jedyna kobieta, wchodziła do rządu Daszyńskiego, to była rewolucja – mówi Nadia Oleszczuk. Dziś, kiedy po rekonstrukcji rządu Mateusza Morawieckiego jest w nim tylko jedna kobieta, można mówić o klęsce.

źródła:

  • Wodzyńska K, Udział kobiet w organach zarządczych i nadzorczych spółek w świetle wybranych teorii, 2016, s.168
  • Bodnar A, Szypulska A, Szczerba A, Kwiatkowska A, Szypulska A, Kwoty i co dalej? Udział kobiet w życiu politycznym w Polsce. Analiza i zalecenia. Biuletyn RPO, 2020
  • Górna-Kubacka A, Kobiety w polityce, aspiracje i praktyka, 2011
  • Bochyńska N, Prus P, Media bez kobiet. Raport instytutu zamenhofa, marzec 2021
  • Kancelaria Senatu, Kobiety w polityce. Statystyki międzynarodowe. Opracowania tematyczne, 2019
  • Budrowska B, “Szklany sufit”, czyli co blokuje kariery kobiet. Kultura i Historia 6/2004, UMCS Lublin, 2004
  • Michał Kolanko, Najbardziej wpływowe kobiety w polskiej polityce w 2020 roku wg “Rzeczpospolita”, 28.12.2020
  • Piotr Pacewicz, Magdalena Chrzczonowicz, Mało kobiet u Piaseckiego (9 proc.) i Olejnik (16 proc.). Media bez kobiet, są gorsze niż partie, OKO.press, 08.03.2021