Love Sousa?

Czy Paulo Sousa dobrze tańczy i kocha swoją mamę? Czy pięknie się śmieje i szanuje ludzi? O tym, jak i o wielu innych rzeczach, nie dowiecie się z tego artykułu.

Tekst: Michał Jóźwiak

Paulo Sousa – fot. Wikipedia Commons

Paulo Sousa, a właściwie Paulo Manuel Carvalho de Sousa, to człowiek wybitnie niejednowymiarowy. Nie usłyszymy tego z relacji popularnych w Polsce mediów, jednak nasz nowy selekcjoner może poszczycić się bardzo barwną karierą, bogatą nie tylko w boiskowe sukcesy.

Buntownik z wyboru

Paulo Sousa w trykocie Benfici Lizbona – fot. Pinterest

Rok 1989. Ledwie 19-letni Paulo, mimo nieukrywanego zamiłowania do lokalnego rywala As Águias, podpisuje swój pierwszy seniorski kontrakt z Benficą Lizbona. Przywiązanie do barw klubowych nigdy nie było jednak jego cechą rozpoznawczą. Już cztery lata później naraził się na wieczne potępienie ze strony kibiców klubu. Zażądał zwrotu niewypłaconych w terminie pensji, po czym rozwiązał kontrakt, by wstąpić w szeregi największego rywala – Sportingu. Niemniej niespełna czteroletnia przygoda zaowocowała wieloma ważnymi dla późniejszych losów sportowca wydarzeniami. Gdy debiutował, wprowadzany do składu przez legendarnego już szkoleniowca – Svena-Görana Erikssona, pełnił rolę napastnika. Wraz z upływem czasu, umiejscawiany był na boisku coraz głębiej, a sławę zyskał jako światowej klasy pomocnik, czasem ósemka, częściej kreatywna szóstka, regista dyrygujący grą zespołu. Zaczął czuć się w piłkarskim świecie coraz pewniej. W Sportingu nie zabawił długo. Zdążył co prawda poznać młodego asystenta sir Bobby’ego Robsona, niejakiego Jose Mourinho oraz rozegrać u boku klubowych kolegów, Luísa Figo oraz Andrzeja Juskowiaka, udany sezon, prędko wyjechał jednak z Portugalii, która zaczęła robić się dla niego zbyt ciasna.

Paulo Sousa (po lewej) świętujący wraz z Alessandro Del Piero zwycięstwo w rozgrywkach Champions League (sezon 1995I96) – fot. Wikipedia Commons

Swoją karierę zdecydował się kontynuować na Półwyspie Apenińskim, dokładniej w Piemoncie, gdzie przywdział w 1994 r. trykot włoskiego giganta – Juventusu Turyn, który na ostatniej prostej wygrał rywalizację o portugalskiego łącznika z AS Romą. Pierwszy sezon Serie A zaowocował mistrzostwem Włoch oraz nagrodą dla najlepszego zagranicznego zawodnika ligi, co wydaje się osiągnięciem o tyle znaczącym, iż w rozgrywkach brylował wówczas Gabriel Batistuta. W zespole bianconerich Sousie towarzyszyło wielu piłkarzy ponadprzeciętnych. Cechujący się wybitną etyką pracy Gianluca Vialli, temperamentny Fabrizio Ravanelli, genialny Alessandro Del Piero oraz świeżo upieczony zdobywca złotej piłki – Roberto Baggio, okrzyknięty przez włoskich dziennikarzy największym talentem generacji. Za sterami zespołu stał jeden z najwybitniejszych przedstawicieli włoskiej myśli szkoleniowej – Marcelo Lippi. Paulo nie potrafił upilnować swojego temperamentu – gdy rozpoczął jeden z meczów na ławce rezerwowych, dał upust swoim emocjom w mediach. To nie spodobało się szkoleniowcowi, który wymagał od pomocnika więcej pokory, oraz drużynie, która uznała to za brak poszanowania dla umiejętności oraz pracy innych zawodników. Sousa pożegnał się ze słoneczną Italią kilka miesięcy później. W międzyczasie zdążył jednak zdobyć to, co w klubowym futbolu najcenniejsze – puchar dla najlepszego zespołu starego kontynentu. Niebywale ciekawa, w kontekście objęcia przez Portugalczyka stanowiska selekcjonera reprezentacji Polski, wydaje się być linia pomocy drużyny z Piemontu, która stawiła czoła Ajaxowi Amsterdam w finale Champions League w 1996 r.: Deschamps, Conte oraz Sousa. Nawiązanie, choć w niewielkim stopniu, do trenerskich osiągnięć francusko-włoskiego duetu, byłoby dla Paulo niebywałym sukcesem.

Stara dama musi odejść

Paulo Sousa w barwach Borussii Dortmund – fot. Imago Sportfotodienst

Z objęć „starej damy” wyciągnęła go Borussia Dortmund. Stan zdrowia piłkarza był jednak opłakany – kolana oraz staw biodrowy kreatywnego pomocnika wymagały głębokiej rekonwalescencji. Po przeprowadzeniu szczegółowych badań, klub z Zagłębia Ruhry chciał Sousę jak najszybciej zwrócić, aby odzyskać zainwestowane 7 mln marek (jedna marka była wówczas warta około 0,7 dolara). Na to Juventus nie mógł jednak przystać, transakcja została zawarta, a podpisany przez obie strony kontrakt leżał już bezpiecznie w jednej z szuflad biurka prezesa. Sam zawodnik był wściekły na sterników drużyny z Włoch, ponieważ przez wiele miesięcy kontynuował grę w jej barwach, stale odwlekając nieuchronną operację, na którą nie dostał pozwolenia. Zaprzysiągł boiskową zemstę i słowa dotrzymał – po raz drugi z rzędu wygrał Ligę Mistrzów, pokonując w finale… Juventus Turyn. Grał niewiele, nękany był przez nieustanne urazy, jednak kiedy już wychodził na murawę, robił olbrzymią różnicę. W Niemczech nie zagościł jednak na dłużej, do czego zdążył już wszystkich przyzwyczaić. Chcąc jak najszybciej powrócić do Włoch, odrzucił oferty FC Barcelony oraz Realu Madryt, które, jak mówi sam zawodnik, miały oferować mu miejsce w swoich szeregach. Zdecydował się na Inter Mediolan, który rok wcześniej zwerbował do swojego składu najmłodszego zdobywcę złotej piłki w historii, Il Fenomeno – Ronaldo. Powrót do Włoch okazał się wybitnie nieudany. Nawet późniejsze wypożyczenie do Parmy nie pozwoliło zawodnikowi na odbudowanie dyspozycji sprzed lat. Na piłkarską emeryturę przeszedł w 2002 r. – tułaczka po greckim Panathinaikosie oraz hiszpańskim Espanyolu była dla Sousy dużym sukcesem, niestety jedynie finansowym.

Rozłąka z piłką nie trwała długo. Już w 2005 r. Paulo objął stery młodzieżowej reprezentacji Portugalii (u-16). Po późniejszej, niezbyt udanej, przygodzie w lidze angielskiej, przeprowadził się do Węgier, gdzie odpowiadał za grę i wyniki Videotonu. W miejscowych mediach głośno było wówczas o szarpaninie trenera z jednym z lokalnych dziennikarzy. Wraz z upływem lat Sousa nabrał jednak ogłady i wydoroślał; wystarczy zaznajomić się choć z fragmentem pierwszej konferencji prasowej nowego selekcjonera reprezentacji Polski, aby móc stwierdzić, że jego medialna prezencja jest aktualnie nienaganna. Co więcej, Paulo operuje płynnie pięcioma językami – poza ojczystym są to: angielski, niemiecki, hiszpański oraz francuski. To prawdopodobnie jeden z argumentów, który przemawiał za kandydaturą Sousy. W porównaniu do Pana Jerzego Brzęczka, jest najzwyczajniej dużo bardziej reprezentatywny, światowy.

Paulo Jumper – jest wysoko

Paulo Sousa występujący w charytatywnym spotkaniu (2014) – fot. Wikipedia Commons

Po przedwczesnym zakończeniu węgierskich wojaży spowodowanym, jak podaje oficjalna strona klubu, problemami rodzinnymi, szkoleniowiec zdobył kolejno mistrzostwo Izraela oraz Szwajcarii. Mimo że trudno uznać to za osiągnięcie wybitne, wciąż jest to fakt warty odnotowania. Co więcej, pobyt w FC Basel zaowocował pierwszym sukcesem na arenie międzynarodowej – pokonanie Liverpoolu i awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów to po dziś dzień jedna z najchlubniejszych laurek wystawionych Sousie. Paulo, co powinno wydawać się w tej chwili oczywiste, nie znosi monotonii – po udanym sezonie w Helwecji, znalazł zatrudnienie we włoskiej Fiorentinie. Tam miał okazję zaprezentować się szerszej publice. Styl gry jego zespołów możemy ocenić jako proaktywny, skupiony na agresywnym pressingu oraz kontroli spotkania poprzez niezwykle wysokie posiadanie piłki. Za kadencji Sousy zespół z Florencji notował w tym zakresie wyniki bardziej imponujące niż Bayern Monachium Pepa Guardioli, a to obrazuje naprawdę wiele. Niech nie zwiodą was kwieciste wypowiedzi szkoleniowca. Paulo jest nie tyle krasomówcą, co prawdziwym ekspertem z zakresu taktyki – płynne przejście z formacji 3-4-2-1 na 4-2-3-1, w zależności od tego czy drużyna atakuje, czy broni, nie stanowi dla ekip prowadzonych przez Portugalczyka najmniejszego problemu. Niezwykle istotnym elementem jest tu środkowy obrońca o technice użytkowej na najwyższym poziomie – umiejętność rozegrania czy błyskawicznego napędzenia kontrataku nie powinna stanowić dla niego problemu. Tu warto przyjrzeć się Sebastianowi Walukiewiczowi, który, z niemałym powodzeniem, pełni ową rolę w Cagliari. Intrygujące podejście do roli wahadłowych również może pozwolić wykorzystać pełen potencjał naszej reprezentacji. W fazie ataku jeden z nich pełni funkcję półbocznego obrońcy (jednego z trójki defensorów asekurujących tyły), drugi zaś angażuje się w napędzenie ataku, pełniąc rolę skrzydłowego. Tu naturalnymi wyborami stają się Arkadiusz Reca oraz Tomasz Kędziora, którzy obyci są już z podobnymi schematami. Kolejnym ważnym elementem układanki są dwaj pomocnicy o defensywnej inklinacji odpowiedzialni nie tylko za destrukcję, ale przede wszystkim za zdynamizowanie akcji i przetransportowanie piłki w sprawny sposób do wyżej rozstawionych dziesiątek. Bardzo użytecznym graczem na tej pozycji może być Jakub Moder, który oprócz imponujących warunków fizycznych pochwalić może się nienaganną techniką. Jedna z opisanych wyżej dziesiątek ma w fazie ataku wcielać się w rolę z pogranicza klasycznej dziesiątki oraz półskrzydłowego – mezzali, który stworzy pole do gry ofensywnie usposobionemu bocznemu obrońcy. To z kolei pozycja, którą w zespole z Neapolu niemal do perfekcji opanował Piotr Zieliński. Przy przejściu do fazy defensywy drużyny Sousy obierają ustawienie 4-5-1 z bardzo zacieśnioną linią pomocy.

Paulo Sousa – fot. Materiały Prasowe PZPN

Pobyt we Florencji, podobnie jak każdy poprzedni, nie trwał długo. Dzięki kontaktom agenta – Hugo Cajudy, który lubuje się w transferach do lig powszechnie uznawanych za egzotyczne – znalazł zatrudnienie w chińskim Tianjin Quanjian, gdzie na stanowisku trenera zastąpił Fabio Cannavaro. Tu spisywał się, po raz kolejny, nad wyraz dobrze, zajmując z beniaminkiem miejsce na podium, premiowane awansem do Azjatyckiej Ligi Mistrzów. Po udanym sezonie powrócił do Europy skuszony niezwykle lukratywną ofertą francuskiego Bordeaux, przejętego niewiele wcześniej przez zamożnych, amerykańskich właścicieli. Kontrakt gwarantujący mu zarobki o wysokości 3,5 mln euro rocznie był najwyższym w całej historii francuskiego klubu. Poprzeczka zawieszona była bardzo wysoko, zarówno przez kibiców, jak i pełen nadziei zarząd, który zgodził się nawet na balansujące na granicy zgodności z prawem zapisy w kontrakcie – Sousa otrzymywał procent z zysku od sprzedaży piłkarzy, co teoretycznie jest we Francji nielegalne. Pozbycie się jednego z najlepiej zapowiadających się obrońców na świecie, Julesa Koundé, za względnie niewielkie pieniądze – 25 mln euro (aktualnie, wg portalu Transfermarkt, wart jest 50 mln euro) – spotkało się z duża dezaprobatą fanów, którzy posądzali trenera o działanie na niekorzyść klubu. Z podobną reakcją Sousa musiał liczyć się po ściągnięciu do zespołu Rémiego Oudina za kwotę 10 mln euro. Względnie przeciętny skrzydłowy również należy bowiem do stajni Hugo Cajudy – owa zbieżność nie wydaje się przypadkowa. Kibice żyrondystów potrafią wybaczyć wiele, wymagają jednak dobrych wyników. Drużyna traciła zbyt wiele bramek po kontratakach, co więcej, w centralnej strefie boiska często zbyt łatwo oddawała piłkę przeciwnikom. Taktyka dyktowana przez Sousę opiera się na rombie tworzonym przez czwórkę środkowych pomocników, jednak jeśli umiejętności techniczne jednego z nich są zbyt niskie, kontrola gry oraz wysokie posiadanie piłki mogą być niełatwe do osiągnięcia. Duet Klich-Zieliński może więc dostać w kadrze prowadzonej przez Portugalczyka więcej swobody, możemy oczekiwać więcej gry kombinacyjnej oraz kontroli gry w drugiej tercji boiska. Niewątpliwym atutem szkoleniowca są również stałe fragmenty gry, po których padło 30 proc. wszystkich bramek zdobytych przez drużynę Bordeaux. Zdaniem portugalskich dziennikarzy 50-latek, mimo zamiłowania do opisywanej wyżej formacji, zawsze stara się dostosować obierany styl gry pod zasoby ludzkie, którymi dysponuje. To stawia przed nami pytanie: w jakim składzie zobaczymy reprezentację Polski na zbliżającym się Euro?

********

Ciężko wydać jednoznaczną opinię wobec potencjału Paulo Sousy jako selekcjonera reprezentacji Polski. Cała dotychczasowa kariera Portugalczyka to barwna historia pełna wzlotów i upadków. Pozostaje mieć nadzieję, że po nieudanym pobycie we Francji Sousa znów zachwyci swoim trenerskim kunsztem i zapisze się na kartach nie tylko polskiego, ale i światowego futbolu. Powodzenia, Paulo!