Grecy świata

Chcąc zrozumieć globalny fenomen greckiej muzyki popularnej, nie można ograniczać się wyłącznie do wizji brzdąkającego na santuri Aleksego Zorby. Jej barwna historia sięga bowiem wzajemnych wpływów nie tylko państw basenu Morza Śródziemnego, lecz także wielu innych miejsc na świecie. Kształtowana przez rozmaite oddziaływania z zewnątrz, sama również pozostawiła swoje ślady za granicą.

Autorka: Aleksandra Marszałek

Doszukując się genezy współczesnej muzyki popularnej w Grecji, nie sposób pominąć zawiłej historii tego kraju. Setki lat najazdów, okupacji, perypetii i konfliktów nie mogły pozostać bez wpływu na wspólną kulturę ludów zamieszkujących Półwysep Bałkański, Azję Mniejszą oraz okoliczne wyspy. Kwitnący na spornych ziemiach folklor uległ istotnemu przemieszaniu, kiedy blisko dwa miliony osób zmuszone było opuścić swoje rodzinne strony na mocy postanowienia traktatu lozańskiego z 1923 r. kończącego grecko-turecką wojnę. Migrujący z ziem tureckich Grecy przywieźli wówczas na terytorium swojego kraju tradycje i zwyczaje, a także muzykę oraz instrumenty popularne po drugiej stronie basenu Morza Egejskiego. Przybywający na ziemie tureckie muzułmanie również nie porzucili obyczajów, rytmów i brzmień, które towarzyszyły im na co dzień w Grecji.
Doświadczeni greccy uchodźcy, choć pamiętali tragiczne wydarzenia sprzed lat, nie opierali się wobec tych mniej przykrych wspomnień z przeszłości. Zagubieni w nowej rzeczywistości, chętnie wracali do radosnych pieśni, które ich rodziny śpiewały przy akompaniamencie udów i baglam, zamieszkując jeszcze terytoria osmańskie. Charakterystyczne instrumenty strunowe ze Wschodu zdążyły zadomowić się wśród greckiej społeczności, a już w międzywojniu melodie przywiezione przez przybyszy zaczęły podbijać grecką fonografię, żeby przez lata zadomowić się tam aż do momentu rozkwitu nurtu rebetiko.

Słodkie, wspólne, niczyje

Pierwsze wzmianki o rebetiko pochodzą jeszcze z poprzedniego stulecia. Za jego kolebkę uznaje się Smyrnę, czyli współczesny Izmir, gdzie na początku dwudziestego wieku gatunek ten kształtował się za sprawą wielokulturowych wpływów docierających do portowej miejscowości. To właśnie stamtąd pochodziło wielu imigrantów przybyłych do Grecji za sprawą powojennych przesiedleń. Początkowo nurt ten kojarzył się z ubóstwem, a niekiedy nawet z pewnymi rodzajami patologii społecznej. W praktyce był jednak wyrazem swoistej nostalgii i tęsknoty, którą przeżywali wysiedleńcy. Imigrancki folklor szedł więc w jakimś stopniu w parze z rozwijającą się wówczas muzyką ulicy, choć z pewnych perspektyw stanowił zupełnie odmienny fenomen.
Wraz z rozwojem rynków muzycznych w Grecji i Turcji, niedostrzegane wcześniej podobieństwa zaczęły być coraz bardziej wyraźne. Zbliżone były nie tylko aranżacje, rytmy i stosowane skale. W obu państwach odgrywano dokładnie te same motywy – piosenki różniły się tylko tekstem, który tłumaczono z jednego języka na drugi. Czasami z tureckiego na grecki, innym razem z greki na język turecki. Zdarzało się też, że greccy wokaliści swoje interpretacje wykonywali bezpośrednio po turecku. Turcy po grecku śpiewali raczej niechętnie. Z biegiem lat pojawiało się coraz więcej płyt ze wspólną dla obu krajów muzyką. To zrodziło pewien niepisany konflikt: czyje naprawdę są piosenki, które tak chętnie śpiewają oba narody? Podobnie jak w przypadku słodkich lokum i loukoumi czy równie popularnej baklawy, nie sposób było ustalić prawowitych właścicieli chwytliwych utworów. Tym bardziej, że wiele piosenek, których autorstwo przypisywali sobie kolejno Grecy i Turcy, miało swoje źródła w zupełnie innych regionach – na Bałkanach czy gdzieś w głębi Europy. Üsküdar’a Gider İken to przykład ludowej pieśni, o którą przez lata kłóciło się pół świata.

Nowa ścieżka

W latach 50. XX w. tradycyjne motywy wypierane były powoli przez zachodnie muzyczne wpływy, przed którymi, podobnie jak reszcie globu, nie udało się uchronić również Grekom. W kolejnej dekadzie największe greckie wytwórnie płytowe nastawione były głównie na promocję nieskomplikowanej twórczości młodzieżowych formacji pokroju zespołu The Charms. Kiedy Zachód zachwycał się tańcem Aleksego Zorby w amerykańsko-greckiej ekranizacji Greka Zorby, młodzi Grecy skazani byli na nieudolnych „beatlesopodobnych” znad Morza Śródziemnego, a grecka muzyka popularna zdawała się być bezpowrotnie stracona.
Tymczasem niezależnie od głównego nurtu we własnym tempie rozkwitała zupełnie nowa, unikalna gałąź, wyrosła na rozmaitych muzycznych tendencjach, które rozwijały się w kraju na przestrzeni stuleci. Laïkó stanowiło doskonałą alternatywę dla nierzadko zupełnie nijakiej muzyki z Zachodu – łącząc ludowe motywy i nowocześniejsze instrumenty, przypominało skoczną i mniej konserwatywną odmianę rebetiko. Było też niezwykle przystępne i radosne, idealnie wpasowując się w trendy obowiązujące w latach 60. Taneczne, sprężyste rytmy współgrały z charakterystycznym brzmieniem greckich buzuki tworząc poważną konkurencję dla oklepanych rockandrollowych kawałków. Belgijska wytwórnia Radio Martiko wydała po latach antologię najciekawszych utworów reprezentujących nurt laïkóEna Tefariki: Oriental Shake, Farfisa Madness and Rocking Bouzoukis from the Greek Laika Movement.

Grecki szał w Izraelu

Ena Tefariki – śpiewał w jednym ze swoich hitów uwielbiany przez mieszkańców Izraela Aris San. Zanim jednak zdobył niekwestionowaną sławę na obcym gruncie, młody Grek musiał przepłynąć setki kilometrów. W 1957 r. zaledwie siedemnastoletni Arystydes Seisanas wyruszył bowiem na statku z Aten do Jaffy, już wówczas jednej z dzielnic Tel Awiwu. Przed podróżą, jeszcze w rodzinnym kraju, zdążył napisać piosenkę o intrygującym tytule To Parákanes Sokráti (pol. Napletki Sokratesów). Do Izraela przybył bez wykształcenia, nie znając żadnego z obowiązujących tam języków urzędowych. Zaczął grywać w okolicznych barach, popularyzując w ten sposób grecką muzykę na nieznanym mu wcześniej kontynencie. Częściej lub rzadziej odwoływał się do tradycji, nierzadko sięgał po gitarę elektryczną, a z czasem zaczął pisać własne piosenki, które z Grecją zdawały się mieć wspólny jedynie język. Kiedy na dobre zaaklimatyzował się na obczyźnie, zdarzało mu się śpiewać w całości po hebrajsku. Mieszkańcy Izraela pokochali przebojowego młodzieńca, a ten nieświadomie przyczynił się do prawdziwej greckiej lawiny na izraelskiej scenie muzyki popularnej.
W 1967 r., czyli dziesięć lat po opuszczeniu Grecji, nagrał swój największy przebój Boumpam, blisko siedmiominutowy singiel, który bezapelacyjnie podbił serca słuchaczy w różnym wieku. Nieco koślawa, turecka wersja utworu została wydana dwa lata później jako Eğlen Oyna (pol. Baw się dobrze), ale na rynku tureckim osiągnęła ona nieporównywalnie mniejszy sukces. Nie wszystkim jednak podobała się twórczość śmiałego Greka, który w swoich piosenkach odwoływał się także do kanonu współczesnej muzyki Bliskiego Wschodu. Enta omri (pol. Jesteś moim życiem) – wykrzykuje w trakcie solówki w Boumpam, oddając hołd największej egipskiej śpiewaczce wszechczasów, Umm Kulthum. Chociaż Aris jako „oryginalny” Grek był w Izraelu tylko jeden, dorobił się jednak wielu mniej lub bardziej udanych naśladowców.

Irakijczyk z Izraela udający Greka śpiewającego po turecku

Nowi „greccy” artyści wyrastali wówczas w Izraelu jak grzyby po deszczu. Organizowano nawet huczny festiwal poświęcony greckiej muzyce. Jednym z czołowych „Greków” był Levitros, w rzeczywistości pochodzący z Iraku Levi Muallem. Jego najbardziej rozpoznawalnym utworem pozostał Kara Kaslar, mieszanka grecko-tureckich pieśni odśpiewanych nieudolną, łamaną turecczyzną. Kolejny Greka udawał Marokańczyk Yaakov Ben Hemo występujący pod pseudonimem Koko. Izraelski muzyk bardzo przykładał się do nauki języka greckiego, aby finalnie w 1977 r. wydać w pełni greckojęzyczny, eklektyczny album zatytułowany po prostu Koko, który, choć niedoceniony przez ówczesnych słuchaczy, dzisiaj stanowi płytę kultową. Piosenki tych oraz innych zafascynowanych grecką muzyką artystów tłoczyła głównie wytwórnia Koliphone, specjalizująca się szczególnie w wydawaniu muzyki ludności mizrachijskiej.
Pod koniec lat 70. na izraelskiej scenie muzycznej pojawiła się szesnastoletnia Grazia Peretz – urocza dziewczynka, która będąc jeszcze dzieckiem zdążyła zadebiutować jako lokalna wokalistka. Z okładki jej pierwszego i jedynego albumu z 1978 r. spoglądała nieco naburmuszona piosenkarka w osobliwym stroju i nic nie wskazywało, że tajemnicza płyta stanowiła kontynuację greckiego fenomenu w zupełnie nieoczekiwanym wydaniu. Dziewczyna nagrała bowiem najpopularniejsze grecko-tureckie utwory w nowej, oryginalnej aranżacji. Energiczny, zdecydowany wokal i teksty w całości po turecku. To wszystko przy akompaniamencie syntezatorów, keyboardów i gitarowych efektów. Na szczególną uwagę zasługiwały dwa utwory, niezwykle istotne zarówno dla Greków, jak i Turków. Rampi Rampi (w wersji tureckiej Çadırımın Üstüne), śpiewane szczególnie chętnie w Grecji, w Izraelu nabrało jeszcze dobitniejszego tonu dzięki wplecionym weń zawołaniom maşallahinşallah. Istemem, a właściwie Istemem Babacim (pol. Nie chcę, ojcze), to z kolei tradycyjna weselna pieśń, śpiewana głównie na uroczystościach w Turcji, dzięki Grazii spopularyzowana także na przyjęciach w Izraelu. To była muzyka dla wszystkich – muzyka ponad podziałami.

Historia wciąż jest tworzona

Choć oryginalnie Istemem Babacim traktuje o młodej pannie, która nie chce być wydana za mąż i prosi swojego ojca o łaskę, tytułowa bohaterka Djam z 2017 r. śpiewa, że nie chce tego strasznego świata. Greczynka Djam wyrusza do Stambułu spełnić prośbę swojego wuja. Jej wyprawa okazuje się jednak niesamowitą muzyczną podróżą, podczas której piękna i ekscentryczna dziewczyna ukazuje, jak kompletnie nieistotne w obliczu fascynującej kultury i równie fascynujących zwyczajnych ludzi pozostają wszelkie doczesne dobra i błahostki. Zafascynowany wspólną grecko-turecką przeszłością, Tony Gatlif decyduje się wzbogacić swoje filmowe dzieło o przepiękną i niebanalną ścieżką dźwiękową. Francuski reżyser proponuje nam utwory, które stanowią jednocześnie część filmowej narracji. Korzysta bowiem z popularniejszych oraz tych mniej znanych ludowych pieśni, zmieniając fragmenty tekstów tak, aby niosły za sobą zupełnie odmienne przesłanie. W ten sposób O doktor (tur. Aman doktor, pol. O, doktorze), wykonywana w latach 70. przez Haris Aleksiou piosenka miłosna o nieskomplikowanej treści, w Djam staje się wyrazem cierpienia i trwogą nad okrucieństwem świata. Podobnie, choć już nie tak dobitnie, Ti Se Melei Esenane (pol. Co cię czeka?) – przed laty skoczny przebój greckiej piosenkarki Glykerii.
Mówiąc o greckiej muzyce – zarówno ludowej, jak i popularnej – nie sposób pominąć wpływów kultur z innych regionów świata. I nie chodzi tylko o najbliższych Grecji sąsiadów – historia pokazuje bowiem, jak wiele różnych czynników kształtowało wszystko to, co dzisiaj można określić mianem muzyki rozrywkowej w tym kraju. I sama Grecja nie pozostawała nikomu dłużna – chwytliwe melodie i klimatyczne aranżacje bez trudu wpadały w ucho słuchaczom z rozmaitych zakątków świata. W niektórych miejscach greckie brzmienia nie były tak popularne, w innych z kolei fascynacja grecką muzyką osiągała rozmiary ogólnokrajowego fenomenu. Historia nie stoi w miejscu – za sprawą ludzi różnych narodowości muzyczny dorobek Grecji przeżywa swój doskonały renesans.