Dobrej baletnicy nie przeszkadza rąbek u spódnicy

Balet wyróżnia się na tle innych stylów tańca swoim osobliwym charakterem i możliwością wyrazu. Choć wymagający i czasochłonny, znajdą się i tacy tancerze, którzy chcą go połączyć ze swoim codziennym życiem i studiami. O balecie, jego charakterystycznych cechach i nauczaniu opowiada Karolina Mazurek.

Tekst: Karolina Owczarek

MAGIEL: Czym jest dla Ciebie balet?
KAROLINA MAZUREK: Jest po prostu moją pasją. W tym momencie zajmuję się tyloma rzeczami, że czasami czuję się, jakbym prowadziła kilka żyć na raz. Balet jest jednym z nich.

Czy pamiętasz swoje pierwsze zajęcia baletu?

Cała moja przygoda z tańcem zaczęła się, kiedy miałam 11–12 lat. W telewizji leciał pierwszy sezon You can dance – nie oglądałam go, ale na pewno dużo osób pamięta trend, jakim zrobił się wtedy taniec. Na początku chodziłam z moimi siostrami ciotecznymi na zajęcia z tańca jazzowego, potem kilkakrotnie w różne miejsca, ale nigdzie nie zostałam na długo. Po kilku miesiącach postanowiłam, że spróbuję baletu. Zapisałam się na zajęcia do studia przy Ogólnokształcącej Szkole Baletowej i zostałam tam prawie całe gimnazjum. Nie pamiętam już dokładnie mojej pierwszej lekcji, ale kojarzę, która pedagożka ją prowadziła. Byłam wtedy ubrana zupełnie nieadekwatnie do lekcji klasyki. Ponad dwa lata temu wróciłam do baletu, dołączyłam do zespołu i zaczęłam uczyć dzieci. Moja przerwa była spowodowana wieloma rzeczami. Wydaje mi się, że czasami byłam sfrustrowana na zajęciach, czułam, że nie wszystko było dobrze tłumaczone.. Nie było też „tego czegoś”, co by mnie tam trzymało, jak na przykład spektakle. Wtedy byłam dużo młodsza i ciężko mi nazwać te emocje, ale chyba o to właśnie chodziło. Potem szybko skupiłam się na nauce do matury. Od czasu do czasu przychodziłam na pojedyncze zajęcia, ale dopiero kiedy na studiach przyśniło mi się, że jestem na próbie do Jeziora łabędziego, to stwierdziłam, że chcę do tego wrócić. Wiem, że brzmi tandetnie, ale w sumie naprawdę mnie to zmotywowało.

Co jest najprzyjemniejszą częścią tej pracy? Spektakle, uczenie tańca, a może coś innego? Masz jakieś ulubione wspomnienie związane z baletem?

Najprzyjemniejszą częścią są na pewno spektakle (no może poza ekspresowymi przebierkami). Pojawia się wtedy ogromny stres, bo wiem, że trzeba zdążyć ze wszystkim na czas – a jego jest naprawdę mało. Muszę założyć cały kostium, pointy (pantofle używane w balecie z twardym noskiem umożliwiającym taniec na czubkach palców), a także zmienić dodatki na głowie bądź rękawki. Bardzo lubię też nasze próby do spektakli i lekcje poświęcone tylko skokom oraz piruetom. Uwielbiam też uczyć. Przyznam nieskromnie, że czuję się dobrą nauczycielką. Mam sprawdzone techniki tłumaczenia i potrafię się wczuć w osobę, dla której dane zagadnienie jest zupełnie nowe. Mam dużo wspaniałych wspomnień, ale myślę, że na zawsze zapamiętam pierwsze wyjście na scenę, kiedy dopiero dołączyłam do zespołu.

Wolisz pracować z młodymi tancerzami czy z osobami starszymi?

Pracuję tylko z dziećmi do około szóstego roku życia. W związku z tym, staram się, aby na zajęciach było jak najwięcej zabawy i przemycam w niej podstawy klasyki. Chcę, żeby osłuchały się z muzyką i mogły na tych zajęciach wyrazić siebie. Na przykład zadaję moim uczennicom ćwiczenie, w którym pracują nogi i mają się one poruszać w określony sposób, ale proponuję im, żeby dodały do tego wymyślony przez siebie ruch rąk. Ich ulubioną częścią zajęć jest zdecydowanie zabawa w berka, ale mój warunek jest taki, że mają się ganiać w pas couru, czyli „dreptaniu na palcach”, gdzie nogi są cały czas złączone. Wtedy mam pewność, że dziewczyny nie zrobią sobie krzywdy biegając po sali, dodatkowo ucząc się baletu i mając z tego frajdę.

Jakie trudności napotykasz na zajęciach w dobie COVID-19?

W tym roku miałyśmy bardzo mało spektakli – tylko cztery do początku marca, potem była przerwa do września. Udało nam się wystawić trzy przedstawienia i znowu nie występujemy… Grudzień to sezon na wystawianie spektaklu Dziadek do orzechów, który w tym roku niestety się nie odbył. Brakuje mi tego, bo na tym spektaklu mamy zawsze pełną widownię i czuje od niej naprawdę wyjątkowy feedback. Wszyscy znają muzykę z Dziadka i ma on ten wyjątkowy, świąteczny klimat.

Co niezwykłego balet może wnieść do naszej codzienności? Co odróżnia go od innych rodzajów tańca?

Myślę, że balet uczy pokory przez to, że jest i niesamowicie wymagający, i konsekwentny. Na lekcjach panuje też nietypowa atmosfera. Dla mnie jest ona naturalna, ale dla osób z zewnątrz niektóre rzeczy są zaskakujące. Kiedyś koleżanka opowiadała mi, że była na zajęciach gimnastyki z elementami baletu, tak zwany fit balet. Wspomniała, że na koniec były brawa. Uznałam, że to zupełnie podobnie jak na lekcji klasyki. Ona odpowiedziała: tak, pani prowadząca powiedziała, że mamy sobie bić brawo. Wtedy mocno się zdziwiłam, bo u nas uczestnicy lekcji biją brawo pedagogowi. To, co odróżnia balet od innych rodzajów tańca, to jego „matematyczny” charakter. W pierwszej klasie szkoły baletowej dzieci uczą się ustawienia ciała i stania w pozycjach. Jeśli ktoś nie jest przekonany do baletu, to szybko może się znudzić. Nazwałabym ten etap ,,uczeniem się liczb”. Potem poznaje się coraz bardziej złożone pas (w balecie oznacza to każdy ruch). Tak, jak najpierw uczymy się dodawania, potem mnożenia, potęgowania i logarytmów, tak najpierw zaczynamy od nauki podstawowych pas oraz pozycji rąk i nóg, a następnie stopniowo dodawane są do nich bardziej zaawansowane elementy. Są to praktycznie te same, podstawowe pas, ale na przykład noga podnoszona jest wyżej albo dodawany jest obrót. Cała lekcja klasyki jest też zbudowana w taki sposób. Pierwsza połowa odbywa się przy drążku i kolejność wykonywania ćwiczeń jest zawsze taka sama. Zaczynamy od plie ( francuskie określenie dla pracy nóg stosowane w tańcu klasycznym), a następnie od tendu ( jeden z podstawowych ruchów baletowych) i kolejne ćwiczenia są ich rozwinięciem. W ten sposób dobrze się też rozgrzewa ciało. Część lekcji wykonywana przy drążku pozwala dobrze się ustawić i pracować nad techniką. Druga część – na środku sali – to ćwiczenia bardziej przestrzenne i taneczne. Wtedy też pracujemy nad piruetami i skokami – od małych, przez średnie, po duże.

Planujesz związać swoją przyszłość z baletem czy raczej pozostanie on hobby realizowanym w wolnym czasie?

Będę tańczyć tak długo, jak to będzie możliwe. Chciałabym nadal chodzić na balet będąc białowłosą babcią. Jeśli będąc starsza, za kilkadziesiąt lat, też będę tego pragnęła, to zrealizuję ten plan (śmiech). Widziałam jakiś czas temu filmik, na którym 75-letnia Maja Plisiecka, rosyjska primabalerina, ćwiczy adagio przy drążku i dodatkowo mnie on umocnił w tym postanowieniu.

Czy gdybyś mogła cofnąć czas, to coś byś w swoim życiu zmieniła? Chciałabyś wtedy ukończyć szkołę baletową?

Gdy zastanawiam się nad możliwością cofnięcia czasu i pójścia do szkoły baletowej, moja pierwsza myśl brzmi: oczywiście, że tak! Ale im dłużej to rozważam, tym bardziej staje się to złożone. Po pierwsze, ukończenie Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej nie gwarantuje absolwentowi pracy w teatrze. Dostaje się tam mniej niż połowa rocznika. Może być tak, że uda nam się dostać pracę, ale w innym mieście lub kraju. Na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat balet za granicą zaczął się rozwijać znacznie szybciej niż w Polsce, więc trzeba liczyć się z tym, że aby dorównać tancerzom z zagranicy, trzeba dokształcać się dodatkowo i jeździć na wiele konkursów. Po drugie, częstym problemem są kontuzje. Nie każdy organizm jest przystosowany do tak intensywnych treningów. Na to wszystko składa się wiele czynników, część z nich jest od nas niezależna. W takich chwilach myślę też o tym, że idąc do szkoły baletowej nie poznałabym moich przyjaciół. Poznałabym pewnie innych znajomych, ale nie zamieniłabym ich nigdy ze swoimi. W końcu uznaję, że takie rozmyślanie nie ma sensu biorąc pod uwagę to, że teraz naprawdę jestem bardzo wdzięczna za wszystko, co mam. Mam lekcje klasyki, które lubię i widzę, że naszej pedagożce na nas zależy, wierzy w swoich uczniów i daje nam dużo uwag. Biorę udział w spektaklach i tańczyłam w choreografiach, które były moim marzeniem: jako wiła z Giselle, w Dziadku do orzechów czy Grand Pas Hongrois z Rajmondy.

Karolina Mazurek: Absolwentka MIESI na studiach licencjackich, studentka E-biznesu na studiach magisterskich w SGH. Pracuje w ŁYKO – małej, polskiej firmie produkującej lnianą odzież domową i pościel. Oprócz baletu uwielbia memy (im dziwniejsze i bardziej wielowarstwowe, tym lepiej), spotkania z przyjaciółmi i telewizję z lat 90. i 00.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *