Piłkarski tarot

Rozpoczęliśmy niedawno okres karnawału, czas więc nieco się zabawić.
Podejdźcie jednak do tego artykułu z lekkim przymrużeniem oka.
Gdybym potrafił przewidywać przyszłość, nie pisałbym przecież tego tekstu.
Znienawidziliby mnie bukmacherzy, ja pokochałbym zaś malediwskie plaże.

Tekst: Michał Jóźwiak

 

Polska dotrze do ćwierćfinału Euro 2021

 

W rok 2021 należy wejść z pewną dawką optymizmu. Powszechnie nazywa się takie podejście „dmuchaniem balonika”, jednak ja byłbym daleki od stosowania owej nomenklatury. Wielkie piłkarskie imprezy, jak sama nazwa wskazuje, należy przecież celebrować, cieszyć się futbolowym świętem. Nikomu nie zaszkodzi założyć raz na dwa lata różowe okulary i spojrzeć na boiskowe wydarzenia sercem, nie rozumem.

Przechodząc jednak do rozważań czysto merytorycznych – skład naszej reprezentacji (jak mawia pan Jerzy Brzęczek) absolutnie nie ustępuje kadrze Szwedów, a tym bardziej Słowaków. Dejan Kulusevski, Emil Forsberg czy Milan Škriniar to bez dwóch zdań gracze bardzo wartościowi; nie powinni wzbudzać w nas jednak panicznego strachu.

Reprezentacja Polski na Mistrzostwach Świata w 2018 r. – fot. Wikipedia Commons

Słowacja na Euro załapała się rzutem na taśmę, remisując dwukrotnie w regulaminowym czasie gry w pojedynkach z Irlandią oraz Irlandią Północną, drużynami absolutnie przeciętnymi. Dopiero kolejno rzuty karne oraz dogrywka, pozwoliły reprezentantom 5,5 milionowego państwa na otrzymanie turniejowej kwalifikacji. W sześciu spotkaniach w ramach Ligi Narodów, w grupie ze Szkocją, Izraelem oraz Czechami ponieśli cztery porażki, odnosząc przy tym tylko jedno zwycięstwo. Szwedzi w swojej grupie przegrali razy pięć, zmagali się jednak ze znacznie mocniejszymi oponentami, dlatego nie należy więc przykładać tej samej miary do wyników obu ekip.

Zakładając wyjście z drugiego miejsca w grupie, co jest, jakby nie patrzeć, opcją zdroworozsądkową, w pierwszym spotkaniu fazy pucharowej musielibyśmy zmierzyć się z drużyną, która uplasuje się na drugiej pozycji w grupie D. Bezkonkurencyjna wydaje się Anglia, najprawdopodobniej trafilibyśmy więc na Chorwatów lub Czechów. Bałkańska drużyna to wciąż aktualny wicemistrz świata, pamiętać należy jednak, że trzon ówczesnej kadry jest w tej chwili bardzo daleko od szczytu swoich piłkarskich umiejętności. W ostatniej edycji Ligi Narodów ponieśli, podobnie jak Szwecja, pięć porażek, cudem unikając degradacji z najwyższej dywizji.

Wielkie problemy mogą czyhać na nas jednak w ćwierćfinale, gdzie potencjalnym rywalem byłby zwycięzca „grupy śmierci”, w skład której wchodzą Francja, Niemcy czy Portugalia. Ciężko postawić nas w starciu z ekipą Les Bleus na pozycji faworyta, dlatego za racjonalne uznałem zakończenie tej wakacyjnej przygody na lipcowym ćwierćfinale.

 

Robert Lewandowski nie zdobędzie Złotej Piłki

 

Robert Lewandowski (2019) – fot. Wikipedia Commons

Piszę te słowa z ogromnym bólem serca, jednak czuję się zobowiązany wspomnieć o najważniejszym indywidualnym wyróżnieniu przyznawanym w futbolowym świecie. Należy bowiem spojrzeć na tę sprawę trzeźwo. Nagroda przyznawana przez „France Football” jest przecież składową dobrego występu na Euro lub mundialu oraz odniesienia ewentualnego triumfu w Lidze Mistrzów (pomijam w swoich rozważaniach, dla prawdopodobnie bardzo szkodliwego uproszczenia, kwestię medialności oraz rozpoznawalności poszczególnych graczy). Bayernowi obronić tytuł najlepszej drużyny w Europie będzie bardzo trudno, jeszcze trudniej będzie wznieść się na absolutne wyżyny piłkarskiego geniuszu u boku pana selekcjonera Jerzego Brzęczka. Nagrodę zgarnie najprawdopodobniej lider najmocniejszej ekipy na Starym Kontynencie, którym na tę chwilę wydaje się zaledwie 22-letni Kylian Mbappé. Jest to zawodnik niezwykle szanowany przez światowe media, a sama wizja znalezienia się zawodnika PSG w piątce najmłodszych zdobywców nagrody (aktualnym rekordzistą jest Brazylijczyk – Ronaldo, który otrzymał złotą statuetkę w wieku zaledwie 21 lat), wydaje się dodawać tej kwestii dodatkowej pikanterii.

 

Bayern Monachium nie obroni tytułu najlepszej drużyny
Starego Kontynentu

 

Lewy obrońca drużyny “Bawarczyków”, Alphonso Davies – fot. Wikipedia Commons

Zinédine Zidane udowodnił kilka lat temu, że nie ma rzeczy niemożliwych i nawet całkowicie zadowoloną ze swoich osiągnięć drużynę, da się doprowadzić do kolejnych triumfów. Co więcej, Bawarczycy nie wydają się nasyceni swoimi zeszłorocznymi wynikami. Zwycięstwo w Bundeslidze to przecież dla ekipy z Monachium chleb powszedni, a sukces w najbardziej prestiżowych rozgrywkach klubowych na świecie jedynie ten głód rozbudził. Niezwykle trudno utrzymać jednak koncentrację i tężyznę fizyczną piłkarzy na najwyższym możliwym poziomie, szczególnie, że letnia przerwa, która powinna zostać przeznaczona na godziwą regenerację oraz przygotowanie na trudy kolejnego sezonu, została znacznie skrócona.

Wśród potencjalnych faworytów tegorocznych rozgrywek trudno wskazać klarownych faworytów. Obecny sezon jest bowiem bardzo obfity we wszelkiego rodzaju kontuzje oraz urazy, które z dnia na dzień mogą znacznie przetrzebić kadry najmocniejszych zespołów. Pucharowy system rozgrywek wspiera, w pewnym stopniu, przypadkowość i zmusza wręcz zespoły do utrzymywania równej formy przez cały czas trwania rozgrywek. Jedno poślizgnięcie może zaważyć na kwestii odpadnięcia z turnieju. Niezwykle głodne sukcesu wydaje się PSG, w grze na pewno do ostatniej chwili będą się liczyć kluby Premier League, a przecież nie można zapomnieć o niespełnionych ambicjach drużyny z Piemontu – Juventusu.

 

Lionel Messi pozostanie w Barcelonie

 

Lionel Messi w trykocie reprezentacji Argentyny (2018) – fot. Wikipedia Commons

Prawdopodobnie najgłośniejsza plotka transferowa ostatniej dekady zatacza ostatnio w mediach coraz szersze kręgi. Mówi się o transferze Argentyńczyka do PSG czy Manchesteru City, co spowodowane jest nie tylko zawirowaniami ostatniego okienka transferowego, ale i kończącym się wraz z ostatnim dniem czerwca 2021 r. kontraktem zawodnika. Trudno wyobrazić sobie odejście Leo z katalońskiego klubu, ale przecież również niemal nikt nie podejrzewał, że transfer Cristiano Ronaldo do ekipy Bianconerich się urzeczywistni.

Jorge Messi, ojciec oraz jednocześnie agent 33-letniego Argentyńczyka nie raz naciskał jednak na prezydium hiszpańskiego zespołu, aby wymusić podwyżkę lub zwiększyć swoje klubowe koneksje. Maksyma més que un club wydaje się coraz mniej aktualna i zgodna z rzeczywistością. Argentyńczyk stał się bowiem ikoną, która swoimi blaskiem przyćmiewa niekiedy kataloński zespół. Okres rządów Josepa Marii Bartomeu wpędził Blaugranę w niemałe tarapaty i niezależnie od tego, kto zostanie nowym prezydentem klubu, nie pozwoli na wypuszczenie najcenniejszego z klejnotów z katalońskiej skarbnicy.

********

Jaka jest zaś Wasza „prawda futbolu”? Zanotujcie swoje przewidywania związane z powyższymi tematami na wolnej kartce papieru, lub podzielcie się nimi ze mną na Instagramie (@mj.jz).