Piłkarscy consiglieri

Londyn, wtorkowy wieczór stycznia 2020 r. W jednej z restauracji w ekskluzywnej dzielnicy Mayfair schodzą się goście. Atmosfera wśród nich jest bardzo przyjazna – serdecznie się witają, żartują między sobą, śmieją się. Jednak z pozoru nieistotna, zwykła kolacja to pretekst do poważnych, biznesowych rozmów, których konsekwencje będą liczone w setkach milionów. Tej grupie przewodzą bowiem tuzy, takie jak Mino Raiola czy Jorge Mendes – współcześni superagenci piłkarscy.

Tekst: Jan Rochmiński

To określenie – superagent, może wydawać się wyolbrzymione, ale jeśli zagłębimy się w działania m.in. wyżej wymienionych panów, szybko zrozumiemy, dlaczego nadano im taki przydomek.

Wyjdźmy więc od definicji. Kogo w ogóle można nazwać agentem piłkarskim? W najprostszych słowach jest to osoba reprezentująca klub lub zawodnika, szczególnie podczas negocjacjach transferowych. Taka praktyka miała miejsce już w latach 60., ale współczesny agent ma o wiele więcej obowiązków – PR, kontrakty reklamowe, a nawet rekrutacja osób, które będą pracować razem z jego zawodnikiem np. fizjoterapeutów. Tym samym przejmuje obowiązki klubu, co zdecydowanie zwiększa jego znaczenie i prestiż. Być może jednak bardziej istotne jest, jak swoimi działaniami potrafi stworzyć ogromną siatkę znajomości, a kontrakty piłkarzy traktować jako aktywa. W samym 2019 roku opłaty za pośredniczenie przy transferach wyniosły w sumie 653 miliony dolarów, a pośród agentów powoli wytwarza się niemalże oligopol, gdzie najwięksi pośrednicy tworzą ogromne koncerny reprezentujące setki piłkarzy. Dochodzimy więc do sytuacji w której kluby, choć często niechętnie, muszą negocjować z Mendesem, bądź Raiolą, bo najlepsi piłkarze trafiają pod skrzydła topowych agentów, którzy podchodzą do rozmów ze zdecydowaną przewagą.

FIFA widzi w tym problem. Rynek transferowy reguluje często kilka osób, co prowadzi do ogromnych dysproporcji. Z tego powodu organizacja przedstawiła swoją propozycję reformy, która zastrzega między innymi, maksymalną wartość prowizji agenta (10 proc. wartości transferu) oraz zakaz reprezentowania więcej niż jednej strony negocjacji. Jak dotkliwe są te restrykcje idealnie obrazuje transfer Paula Pogby z Juventusu do Manchesteru United, który opiewał na, rekordowe na tamte czasy (2016 r.), 105 milionów euro. Mino Raiola za bonus oraz reprezentowanie każdej z trzech stron zarobił wtedy, według różnych źródeł, od 20 do 40 milionów.

Właśnie dlatego odbyła się wspomniana kolacja w Londynie – rynek superagentów został zagrożony, a ci na pewno łatwo nie oddadzą władzy i pieniędzy na które pracowali latami.

„On jest jak z rodziny Soprano”

Młody Mino Raiola – fot. Wikipedia Commons

To była pierwsza myśl Zlatana Ibrahimovicia o Mino Raioli, gdy młody Szwed zaczynał zyskiwać renomę w Ajaxie Amsterdam i szukał agenta, który będzie potrafił godnie go reprezentować. Podczas ich pierwszej rozmowy Zlatan był nieco zszokowany wyglądem Mino który, lekko mówiąc, był nieadekwatny do wagi spotkania. Agent spytał wtedy Ibrahimovicia, czy zegarek który nosi jest bardzo drogi. Gdy usłyszał odpowiedź twierdzącą, spytał ile bramek strzelił gracz Ajaxu w tym sezonie. Był wtedy luty i rozgrywki nie układały się idealnie dla napastnika, który zaliczył jedynie sześć trafień.

Mino popatrzył na niego drwiąco: 6 bramek i nosisz tak drogi zegarek? Nie jesteś tego wart.

Gdy Raiola poprosił Zlatana o chwilę przerwy, by odebrać telefon, Ibra powiedział mężczyźnie umawiającego spotkania z potencjalnymi agentami, że resztę może odwołać, bo on chce tylko Raiolę. Historia ta została spisana na stronach biografii Ibrahimovicia wydanej w 2011 roku. Dziennikarz który poznał Raiolę i Szweda, mówi że w ciągu dwóch tygodni od premiery książki dostał 15 telefonów od profesjonalnych piłkarzy błagających go, by poznał ich ze sławnym Mino.

Mino Raiola to najsławniejszy i najbardziej kontrowersyjny agent piłkarski świata. Urodził się w Salerno we Włoszech, lecz szybko wraz z rodziną wyemigrował do niderlandzkiego Haarlem, gdzie pomagał ojcu prowadzić restaurację. Jak sam przyznaje:

Znałem niderlandzki lepiej niż ojciec, więc de facto wszelkie sprawy związane z prowadzeniem biznesu załatwiałem sam. To pozwoliło mu zostać genialnym negocjatorem.

Jako agent piłkarski, zaczynał w pośredniczeniu przy transferach między włoskimi i holenderskimi klubami; dużo ludzi się dziwiło, po co holenderskim klubom Włosi, a Mino po prostu był wizjonerem. Wiedział, że w przyszłości narodowość piłkarza będzie miała dużo mniejsze znaczenie, jeśli gracz będzie prezentował odpowiedni poziom.

Następnie zaczął nadzorować większe transakcje jako przedstawiciel agencji Sports Promotions, pomagając znaleźć klub takim zawodnikom jak Wim Jonk czy Dennis Bergkamp.

Gdy odłączając się od agencji zaczął pracować samodzielnie, jego pierwszym poważnym ruchem było ściągniecie Pavla Nedveda – gwiazdy reprezentacji Czech – ze Sparty Praga do rzymskiego Lazio. Pięć lat później Nedvěd grał już dla Juventusu gdzie zdobył Złotą Piłkę – nagrodę dla najlepszego piłkarza na świecie. Dla Raioli Czech był wyjątkowy z innego powodu; jego ambicja, determinacja i ciężka praca stały się wyznacznikami, które próbował wpoić każdemu piłkarzowi jakiego reprezentował. Chciał by jego klienci weszli mentalnie na poziom, na którym nie akceptują żadnej porażki. Później nauczył tego Ibrahimovicia. Ujął go tym, że miał czelność wytknąć mu lenistwo.

Obecnie Raiola zarabia na piłkarskiej agenturze kilkadziesiąt milionów euro rocznie. Wiele graczy zabiega o to, by zechciał ich reprezentować, a gdy przedstawi swoją ofertę, bardzo trudno mu odmówić. Mino chętnie oferuje swoje usługi młodym graczom z gwiazdorskim potencjałem. Przykładami są Erling Braut Haaland czy Matthijs de Ligt, którzy wygrali nagrodę dla młodego gracza sezonu – Golden Boy Award odpowiednio w 2018 i 2020 r. Oprócz nich w swojej „stajni” posiada graczy takich jak Paul Pogba, Zlatan Ibrahimović czy Gianluigi Donnarumma.

Trzeba jednak przyznać że Mino, który jest dla graczy niemalże jak rodzina, jest również bezpośrednią przyczyną konfliktu FIFA z agentami piłkarskimi. Kontrowersyjny Włoch nigdy nie gryzie się w język, a na swoim koncie ma spory z Guardiolą, Kloppem, czy prezesem Napoli, którego przyrównał do Mussoliniego. W maju został zawieszony w swojej funkcji, najpierw przez włoską federację, a potem przez FIFA, lecz po miesiącu wyrok uchylono. Jedni kochają go za jego otwartość i szczerość, inni uważają za twarz zniszczenia futbolu przez pieniądze. Mino Raiola polaryzuje futbolowe społeczeństwo, jednak żaden z jego klientów nie narzeka ani na swojego agenta, ani na kontrakty, które wynegocjował.

Cesarz portugalskiego imperium

Jorge Mendes na gali Globe Soccer Awards – fot. Wikipedia Commons

Gdy w 2016 roku chiński konglomerat Fosun kupował angielski klub Wolverhampton Wanderers, tylko nieliczni wiedzieli o powiązaniach Jorge Mendesa z nabywcami. Według Reutersa, pół roku przed przejęciem Wolves, Chińczycy kupili za 42 miliony euro 15 proc. udziałów w agencji Portugalczyka – GestiFute. Jorge odwdzięczył się od razu, organizując w Szanghaju nieoficjalne wydarzenie dotyczące promocji młodych talentów, pod pretekstem którego zapoznał ludzi z Fosun z ważnymi postaciami europejskiej piłki, w tym jednym ze swoich najważniejszych klientów – José Mourinho.

Od tego czasu Wolverhampton awansowało do najwyższej klasy rozgrywkowej, a Mendes sukcesywnie wprowadza do zespołu piłkarzy będących klientami jego agencji. W drużynie znajduje się obecnie dziewięciu Portugalczyków i zaledwie pięciu Anglików. Nawet sam trener, Nuno Espírito Santo, jest klientem oraz bliskim przyjacielem Jorge. Panowie poznali się w 1996 r., gdy superagent pracował jeszcze w klubie nocnym w Portugalii i, mimo średnich umiejętności Nuno, Mendes załatwił mu angaż w hiszpańskim Deportivo La Coruña.

W przeciwieństwie do Raioli, Jorge Mendes zaprzyjaźnia się z klubami. Taką postawą stworzył ogromną siatkę kontaktów, którą cechują niepisane umowy partnerskie. Dzięki niemu Wolverhampton ściągało piłkarzy na preferencyjnych warunkach, dominując na zapleczu angielskiej Premier League. Jednakże gdy przyjaciele z FC Porto zgłosili się po pomoc do szefa GestiFute, gdyż groziła im kara finansowa związana z regulacjami FIFA, Portugalczyk wywindował cenę 18-latka bez żadnego doświadczenia – Fabio Silvy, którego kupiło, rzecz jasna, Wolverhampton. Trzeba podkreślić, że Fabio to nie jest zły zawodnik, a jego potencjał sięga naprawdę wysoko, niemniej jednak cena 35 milionów euro to przede wszystkim zasługa Jorge. Anglicy przez lata kupujący piłkarzy za pół darmo spłacili swój dług, a FC Porto właśnie go zaciągnęło. I tak właśnie się to kręci w GestiFute.

Podobne powiązania z Mendesem mają kluby takie jak Valencia, Atlético Madryt, Monaco, czy połowa drużyn z Portugalii. Zresztą w swojej ojczyźnie Jorge Mendes jest absolutnym dominatorem, do tego stopnia, że ludzie pracujący w piłce boją się go krytykować. Nic dziwnego, skoro najcenniejszym klejnotem w koronie Mendesa jest Cristiano Ronaldo. Napastnik Juventusu jest związany z agentem praktycznie od początku, bo negocjował on jego transfer ze Sportingu do Manchesteru United w 2003 roku. Od tego czasu dba o wszystkie kontrakty Ronaldo i zapewnia mu należyty splendor i rozgłos. W zamian za swoją pracę jako prezent ślubny otrzymał od gwiazdora… wyspę leżącą niedaleko Grecji. Zresztą, sam też mógłby ją kupić – w 2019 roku rzekomo zarobił ponad 100 milionów euro na prowizjach z transferów.

Mówią o nim, że spędza nawet 18 godzin przy telefonie, którego używa jak centrum dowodzenia, by negocjować transfery, zawierać umowy i radzić tym, którzy tego potrzebują oraz są gotowi zapłacić. Ma koneksje z chińskim rządem, który chce stworzyć futbolowe mocarstwo oraz z niezliczoną ilością ludzi w futbolu, a i tak największą sensację wzbudza jego współpraca z FC Famalicção. Mało znany klub, którego głównym akcjonariuszem został izraelski miliarder Idan Ofer, korzystając z przyjaźni właściciela z Mendesem, ściągnął kilkunastu piłkarzy, o których wcześniej mógłby jedynie pomarzyć. Nowy dyrektor sportowy Famalicão odpowiedział, że krytyka takich działań niezbyt ich obchodzi, a oni sami działają w zgodzie z rynkiem i niezależnie od GestiFute; po prostu korzystają z ich usług, jak może każdy.

Niedawno portugalski agent odebrał na gali Globe Soccer Awards nagrodę koronującą ostatnie 20 lat jego pracy a podczas pandemii, jako jeden z nielicznych, radził sobie nie gorzej niż przed nią. Niektórzy mówią, że Jorge Mendes jest transferowym Midasem i mimo głosów krytyki, pasmo jego zwycięstw trwa i pewnie trwać będzie.

Wzloty i upadki

Pini Zahavi (po lewej) z dyrektorem naczelnym PSG, Nassirem Al-Khelaïfim – fot. Wikipedia Commons

Niestety nie zawsze jest tak kolorowo, czego idealnym przykładem jest afera na naszym własnym podwórku, z udziałem Roberta Lewandowskiego i Cezarego Kucharskiego. Niegdyś owocna współpraca, przeobraziła się w pozwy i procesy sądowe. W dużym skrócie, obaj panowie czują się oszukani – Robert oskarża Cezarego o ukrywanie przed nim działań na jego aktywach, a Cezary mówi do Roberta w prywatnej rozmowie, której nagranie wyciekło, że jeśli nie odda mu należytych pieniędzy, to ten opowie jakimi przestępcami podatkowymi są państwo Lewandowscy. Niezależnie od tego, kto ma rację w tym sporze skutek jest taki, że najlepszy piłkarz 2020 roku zmienił agenta, a Cezary Kucharski reprezentuje już tylko jednego klasowego zawodnika – Krystiana Bielika i wydaje się, że ta afera nie poprawiła zaufania gracza Derby County do swojego menadżera.

Nowy agent Roberta – Pini Zahavi, którego Kucharski skrytykował, nazywając amatorem, pytanie o komentarz do słów polskiego menedżera skwitował mówiąc, że nie obchodzą go słowa jakiejś „płotki” i prosi o poważne pytania. Miał prawo się tak zachować, w końcu Zahavi zaczął rozdawać karty w światowym futbolu, gdy Kucharski grał w takich klubach jak Stomil Olsztyn, czy Górnik Łęczna. Nie chodzi o to, by umniejszać polskim rozgrywkom. Cezaremu trafiła się kura znosząca złote jajka. Izraelczyk posiada takich cały kurnik.

Taka historia, choć niekompletna, pokazuje jak szybko można przebyć w tym świecie drogę „od zera do bohatera”. Agent piłkarski musi być politykiem, prawnikiem i inwestorem w jednym, a przy okazji znać bardzo dużo ludzi i ciągle walczyć o nowe asy do swojej talii. Pozycja niektórych superagentów zaczyna przerażać ludzi zarządzających futbolem, dlatego chcą dokładniej uregulować ich działania. Droga do tego nie będzie jednak prosta – najważniejsi gracze, jak Mendes, czy Raiola, już zastanawiają się jak będą obchodzić nowe regulacje.