Przed świtem

Może być już ciemno, ale niekoniecznie wszystko jedno. To, co w ciągu dnia upychamy po kątach naszych umysłów, nocą wychodzi z cienia i przypomina o swoim istnieniu w formie dziwacznego snu lub męczącej bezsenności.

Tekst: Julia Kieczka (Julia Cullen)

Spanie nie jest dla mnie zbyt oczywistą rzeczą. Jedna z moich pościeli jest w owieczki, a inna w dinozaury. Wydawać by się mogło, że pomaga to w zaśnięciu. Można liczyć stado na poszewce albo chociaż liczyć na koszmar z potworami. Jednak zawsze, gdy kładę się spać, dopada mnie stres przed wstawaniem. Niejeden raz zdarzyło mi się zaspać na coś ważnego. Udało mi się nawet kiedyś przespać egzamin z makroekonomii, co prawda przez to, że uczyłam się poprzedniego dnia do późnej nocy. Zagwarantowałam sobie w ten sposób drugą poprawkę. Pierwszą była stata. Obie zdałam, ale ile dodatkowego stresu mi to przysporzyło. Czasami tak się boję, że na coś nie zdążę, że wolę już w ogóle nie iść spać. Raz na jakiś czas takie skrajne wykończenie daje zupełnie inny rodzaj skupienia, który ogólnie doceniam. Jednak bycie wrogiem ze swoim zegarem biologicznym na dłuższą metę, nie przynosi nic dobrego.

Zimą problemy ze spaniem są jeszcze gorsze. Często nie widzę słonecznego światła przez kilka dni. Pobudka o 14 (o nie, przespałam pół dnia, teraz muszę zrobić tyle rzeczy!) sprawia, że o odsłonięciu żaluzji myślę dopiero wtedy, gdy nic to już nie da. Mogę brać dużo witaminy D w pastylkach, które smakują jak jakieś pyszne cukierki, ale wciąż nie nasyca mnie to pozytywnym nastawieniem do życia.

Jedną z moich prywatnych metod walki z bezsennością są filmiki na YouTubie. Głupio się przyznać, ale ja naprawdę lubię słuchać ASMR. Najbardziej te, w których przez półtorej godziny mówią o spaniu i powtarzają jakieś głoski, które przyjemnie brzmią do ucha. Wszystko oczywiście szeptem. Innym gatunkiem długiego metrażu do zasypiania jest odrestaurowywanie starych, zniszczonych obrazów. W przeciwieństwie do ASMRów istotna jest tutaj jakakolwiek jasność ekranu. Najlepiej minimalna, żeby powieki miały warunki do niespodziewanego zmrużenia. Co ciekawe, można też zadziałać wręcz przeciwnie – wykorzystując światło jako fortel. Gaszenie lamp jest sygnałem, że mówimy sobie dobranoc, więc na złość ciało upiera się, że w takim razie to jednak nie dam nam zasnąć. Ale nie będzie tak, gdy oszukamy swoje ciało i spróbujemy zasnąć przy zapalonym oświetleniu. W ciągu dnia, kiedy jest jasno, marzymy o tym, by była już pora spania, więc takie kłamstewko dla mózgu może być skuteczne. Dodam, że kiedyś nawet odniosłam w taki sposób sukces, ale nie jest to rozwiązanie do wielokrotnego wykorzystania. Pranki nie działają dwa razy. Poza tym nie chcemy zostawiać zapalonych żarówek na tyle godzin, by nie zaszkodzić planecie i portfelowi.

Tak wygląda moje życie i moje noce. Może po prostu jestem wampirem i nie potrzebuję snu? A może moje eksperymenty na próbie składającej się z codziennych Julek od kilku miesięcy kiedyś dadzą jakiś wynik?