Tigrayskie pozory

Rok 2020 jako okres w historii politycznej świata mógłby się wydawać sensacyjną fikcją – światowa pandemia, bezprecedensowa recesja, dwukrotne zniknięcie północnokoreańskiego dyktatora, nowy sezon serialu pt. Brexit oraz wojna domowa wywołana przez laureata pokojowej Nagrody Nobla. No właśnie, wydawać, bo ostatnie wydarzenie to po prostu szara rzeczywistość kraju, w którym rządzi ten laureat.

Tekst: Michał Wrzosek

Róg Afryki, czyli najdalej wysunięta na wschód część kontynentu (nie licząc może tylko wysp, które też się do niego zaliczają) jest bez wątpienia rejonem biednym. Jak wiele miejsc w Afryce jest targany konfliktami zbrojnymi. Podobnie, jest on zamieszkany przez liczne grupy etniczne mające niekiedy sprzeczne interesy, które często przyczyniają się do wcześniej wspomnianych zatargów. Jak niemalże cały Czarny Ląd padł też ofiarą linijki i ołówka europejskich kolonizatorów w XIX i XX w., co raz na jakiś czas dodatkowo dolewa oliwy do ognia. Pomimo spełniania tych wszystkich cech, Etiopia wydaje być krajem trochę innym. Krajem, który pomimo ogromnego wzrostu liczby ludności nieskorelowanego zbyt mocno ze wzrostem gospodarczym, klęsk głodu, notorycznego łamania praw człowieka, dekad autorytaryzmu oraz konfliktów z choćby Erytreą, jest regionalnym liderem i pewnego rodzaju sojusznikiem dla państw europejskich. W końcu etiopska państwowość przerwana została tylko raz – przez Włochy w latach 30. XX w. – a wtedy, gdy rewolucja goniła rewolucję, Etiopia istniała i była względnie stała w stosunku do swoich dużo bardziej chwiejnych sąsiadów. W końcu jest to państwo, w którym obok siebie żyją wyznawcy różnych religii. Nie brak w nim rzezi motywowanych tą różnorodnością, jednakże Etiopia nie stała się areną dla sporów tak wyraźnych i krwawych jak choćby ten w Nigerii.

Przez ostatnie 30 lat etiopski kocioł zdawał się nieco ochładzać – konflikty etniczne, choć wciąż obecne, były coraz lepiej zażegnywane, udało się zakończyć wojnę domową i konflikt z Erytreą. Ten ostatni, rozwiązany w 2000 r. porozumieniem z Algieru, trwał de facto do 2018 r. Wtedy Etiopia niespodziewanie ogłosiła odstąpienie swemu nadmorskiemu sąsiadowi terenów przygranicznych przyznanych w ramach tego dokumentu, do tamtej pory wciąż uznawanych za etiopskie. Doprowadziło to do otrzymania pokojowego Nobla przez premiera Abiy Ahmeda Aliego, którego perswazja i dyplomacja wygasiły kolejne z ognisk płonących w obrębie quasi-trójkątnego półwyspu na wschodzie Afryki. Stan ten trwał trochę ponad rok. Spokój zaburzył znów północny rejon kraju, a konkretniej żołnierze Tigrajskiego Ludowego Frontu Wyzwolenia, którzy w swoim CV mają już wpisane podważanie rządów w Etiopii. O co tym razem poszło?

Jądro ciemności

Zacznijmy jednak od cofnięcia się mocno w przeszłość. Wielu z nas bowiem mogło się zastanawiać – skąd wziął się taki kraj jak Erytrea? Druga połowa XIX w. była okresem intensywnej kolonizacji Afryki przez europejskie przedsiębiorstwa oraz mocarstwa. Etiopskie imperium było wówczas rządzone przez cesarza Jana IV Kassę. Tereny na północ od rzeki Mareb takie jak Zula czy Massawa zostały utracone przez Abisynię (proto-Etiopię) już w XVI w. na rzecz osmańskich Turków. Następnie tereny tamte przeszły w ręce Egiptu, który, wykorzystując okazję, jaką była wojna domowa w cesarstwie, podbił tereny Keren i wyżyn Bogos (dzisiejszy zachód Erytrei) w 1872 r. Dwa lata wcześniej włoska firma żeglarska zajęła niewielki fragment lądu przy zatoce Assab nad Morzem Czerwonym. W sprawy regionu wtrąciła się również Wielka Brytania tłumiąca wówczas powstanie Mahdystów w Sudanie. W 1884 r. podpisała ona wraz z Egiptem umowę gwarantującą wolny tranzyt towarów przez port w Massawie w Etiopii w zamian za zakończenie konfliktu z jej egipskim sojusznikiem oraz pomoc w ewakuacji wojsk walczących z powstaniem. W 1885 r. z pomocą Włoch Brytyjczycy okupowali rejon Massawy, a w 1889, kiedy śmierć abisyńskiego cesarza spowodowała chaos w Etiopii, Italia ustanowiła na tym terenie kolonię ze stolicą w Asmarze. 2 maja podpisany został Traktat z Uccialli pomiędzy skonfliktowanymi Etiopią i Włochami, legalizujący dominację tych drugich nad swą nową kolonią w zamian za wsparcie polityczne i militarne cesarza Menelika przez europejskie państwo. Została ona nazwana od grecko-łacińskiej nazwy Morza Czerwonego – Erytrea.

Pokój nie trwał długo. W połowie lat 90. XIX w., za panowania cesarza Menelika II, krótko po wielkim głodzie, który zabił 1/3 populacji kraju, doszło do pierwszej wojny włosko-etiopskiej. Wskutek tej wojny, wygranej m.in. dzięki zwycięstwu w bitwie pod Aduą, Etiopczycy umocnili swoją niepodległość, skonkretyzowali granicę z Erytreą, a także częściowo ukrócili imperialne zapędy Królestwa Włoch, które jednak zyskało nowe protektoraty na terenie dzisiejszej Somalii w 1896 r. Drugie podejście do podbicia Etiopii miało miejsce w połowie lat 30. XX w. Po wielu prowokacjach i incydentach włoskie wojska atakujące z dwóch stron zdobyły stolicę cesarstwa, Addis Abebę. Zbiegły z kraju cesarz Haile Selassie poprzez swoje apele do Ligi Narodów stał się szeroko rozpoznawalną figurą, a walka w sprawie swego okupowanego przez faszystowskie Włochy kraju przyniosła mu tytuł Człowieka Roku magazynu „Time”. Okupacja trwała do 1941 r., a niepodległość etiopskie państwo odzyskało dzięki inwazji Wielkiej Brytanii oraz walce miejscowych powstańców. Cesarz Selassie ponowił zniesienie w kraju niewolnictwa, które po raz pierwszy nastąpiło za rządów Włoch. Natomiast w 1952 r. dokonał on kolejnego ważnego z punktu widzenia naszego tematu ruchu – wtedy to zawiązana została federacja z Erytreą. Nadmorskie państwo zostało anektowane dekadę później. Była ona punktem zapalnym trzydziestoletniej wojny domowej, która w efekcie przyniosła niepodległość dawnej włoskiej kolonii. Na dłuższą metę, niezależność ta nie zakończyła konfliktu rozpoczętego na początku lat 60.

Kto tasuje i rozdaje

Etiopia jest krajem wielonarodowym i wieloreligijnym. Było to jedną z najważniejszych przyczyn przekształcenia kraju w republikę federalną. Niecałe dwie trzecie spośród 109 mln obywateli to chrześcijanie (w większości należący do Etiopskiego Kościoła Prawosławnego), a około 1/3 to muzułmanie. Sam premier Abiy Ahmed pochodzi z mieszanej, islamsko-prawosławnej rodziny (by uczynić sytuację jeszcze barwniejszą, jest on protestantem). Dwie największe grupy etniczne Etiopii to Oromo i Amhara stanowiące również po około trzeciej części społeczeństwa dawnej Abisynii. Kolejną jest ludność Tigray zamieszkująca region o tej samej nazwie. Pomimo posiadania odrębnej kultury, języka, zajmowania dość sprecyzowanego terytorium i względnie silnej tożsamości, Tigrajczycy nie są grupą szczególnie wyróżniającą się spośród innych wchodzących w skład etiopskiego społeczeństwa. W większości (ponad 90 proc.) są oni wiernymi chrześcijańskich kościołów, głównie prawosławnymi. Podziały etniczne, jak to zazwyczaj dzieje się w przypadku Afryki, wiążą się z udziałem we władzy. Tym sposobem premier Abiy Ahmed jest pierwszym w historii premierem z plemienia Oromo, które pomimo największej liczebności było zdominowane przez Amharów czy nawet Tigrajczyków. Odzwierciedleniem tej dominacji jest choćby status języka amharskiego jako lingua franca w etiopskich miastach.

Rządzący Etiopią od 1916 r. cesarz Haile Selassie został zdetronizowany w 1974 r. wskutek wieloletniej suszy, niezadowolenia chłopów ze swej pozycji oraz kryzysu naftowego, przyczyniającego się do nagłego wzrostu cen paliwa, niedoborów pożywienia oraz niepokojów społecznych i rozruchów. Władzę przejął Derg, czyli popierana przez Związek Radziecki tymczasowa wojskowa rada administracyjna mająca na celu ustanowienie w Etiopii jednopartyjnej dyktatury zgodnej z ideologią marksizmu-leninizmu. Co ciekawe, nowemu rządowi nie udało się zażegnać wszystkich targających Etiopią problemów. Wręcz przeciwnie, pojawiło się wiele nowych ze zbrojnym sprzeciwem wobec Czerwonego Terroru, który przemienił się w wojnę domową, oraz najazdem Somalii odpartym przy pomocy innych komunistycznych sojuszników na czele. Sukces w wojnie z agresorem ze wschodu nie wystarczył, by uspokoić sytuację. Wewnętrzna wojna w Etiopii trwała do 1991 r. Oprócz konserwatywnych i demokratycznych stronnictw, przeciwko Dergowi wystąpili inni Marksiści-Leniniści: z Erytrei i Tigrayu. Wojna domowa została wygrana przez koalicję Tigrajskiego Wyzwoleńczego Frontu Ludowego z demokratycznymi stronnictwami Amharczyków, Oromo oraz ludów południowej Etiopii, a erytrejscy separatyści wywalczyli swemu państwu suwerenność. Derg został pokonany, a lewicowa koalicja etnicznych federalistów rządziła krajem do 2019 r.

Nie rzucim ziemi skąd nasz ród

W 2020 r. Tigrajski Ludowy Front Wyzwolenia zaatakował etiopskie bazy wojskowe znajdujące się na terenie Tigrayu. By móc zrozumieć, dlaczego do tego doszło, należy wyjaśnić trzy kwestie – czemu Tigray się buntuje, jak wygląda etiopski federalizm oraz co wydarzyło się od 2019 r. za rządów Abiy Ahmeda. 

Pierwsza sprawa swe wytłumaczenie znajduje, gdy cofniemy się do rządów cesarza Menelika II. Wtedy to ten północny region zaczął być coraz mocniej ignorowany przez centralę w Addis Abebie. Lokalne elity oraz chłopi, silnie utożsamiający się ze swą małą ojczyzną, nie byli (delikatnie mówiąc) z tej sytuacji zadowoleni. W latach 1942–43 doszło do zbrojnego powstania przeciwko przywróceniu imperialnej władzy, co stało się pewnego rodzaju mitem założycielskim dla nacjonalistycznych ruchów tigrajskich intelektualistów. Jednym z takich ruchów był Polityczny Związek Tigrajczyków założony w 1972 r. na Uniwersytecie Haile Selassie I w Addis Abebie. Z czasem stał się on coraz bardziej radykalny, by w 1974 r. przekształcić się w postulujący niepodległość regionu Front Wyzwolenia Tigrayu. Ruchem o podobnym, choć bardziej marksistowskim profilu była TUSA (Związek Tigrajskich Studentów Uniwersyteckich). Istnienie tego rodzaju ruchów inspirowało zakładanie kolejnych, aż 18 lutego 1975 r. powstał Tigrajski Ludowy Front Wyzwolenia, który z czasem stał się dominującą siłą w regionie. Do dziś obsadza on regionalny rząd Tigrayu. 

Etiopski federalizm jest federalizmem etnicznym. Oznacza to, że każda z grup składających się na społeczeństwo Etiopii ma relatywnie dużą autonomię i jest administracyjnie (w miarę możliwości) odseparowana od pozostałych grup. Podobnie rzecz miała się choćby w Jugosławii – granice republik i regionów autonomicznych opierały się na kryteriach narodowościowych i historycznych. W przypadku ponad 100-milionowego państwa w Rogu Afryki, autonomia ta posunęła się do stopnia przyzwolenia dla regionów na posiadanie swoich własnych armii. Z tej okazji skorzystał oczywiście Tigray i dzięki temu regionalny rząd mógł zaatakować bazy wojskowe należące do centralnego.

Czemu to zrobił? Rządzący Etiopią od 1991 r. Etiopski Ludowy Rewolucyjny Front Demokratyczny (ww. koalicja lewicowych organizacji przeciwnych rządom Dergu) został w 2019 r. zastąpiony przez Partię Dobrobytu, a na jej lidera wybrano skłonnego do reform premiera Abiy Ahmeda. Partia Dobrobytu nastawiona jest na bardziej centrystyczne, liberalne i pro-rynkowe rozwiązania niż jej poprzednik. Jej celem jest również odejście od dominującego w Etiopii federalizmu etnicznego na rzecz jedności narodowej pomimo różnic. W skład partii weszły wszystkie tworzące dotychczasową koalicję ugrupowania (oraz kilka mniejszych, reprezentujących inne plemiona) – oprócz Tigrajskiego Ludowego Frontu Wyzwolenia, który nie jest przychylny temu kierunkowi rozwoju państwa.

Ku lepszemu(?)

Punktem zapalnym konfliktu okazały się wybory do parlamentu, przełożone początkowo z maja na sierpień 2020, następnie odłożone na bliżej nieokreślony termin w 2021 r. Przyczyną tych zmian była pandemia COVID-19. Tigrajski rząd regionalny uznał w związku z tym premiera Abiy Ahmeda za nielegalnego władcę i zorganizował we wrześniu wybory lokalne, uznane przez rząd centralny za nieważne. W odpowiedzi rządząca regionem milicja zaatakowała etiopskie obiekty wojskowe 4 listopada. 24 dni później premier Abiy Ahmed Ali ogłosił zdobycie stolicy Tigrayu, Mekelle. Rządzący Tigrayem front ogłosił jednak, że nie podda się, dopóki nie odzyska regionu z rąk najeźdźcy.

Operacja militarna w Tigrayu ukazała poprawę stosunków pomiędzy Etiopią a Erytreą. Kraje, które ledwo dwa lata temu unormowały stosunki, wznowiły dyplomację i handel między sobą, współpracują dziś w obliczu kryzysu. Państwo, które jeszcze do niedawna wydawałoby się oczywistym sojusznikiem dla tigrajskich separatystów, dziś udostępnia swe terytorium dla wojsk sąsiada, by ten mógł przypuścić atak na zbuntowany region od północy, a nawet samo wysyła tam swoją armię. Konflikt ten ma jednak jeszcze inną, ciemniejszą stronę. Oprócz naruszenia granicy Sudanu przez Etiopię, są to też dokonywane przez każdą ze stron zbrodnie wojenne oraz ogromny kryzys humanitarny. Do Sudanu uciekło 50 tys. uchodźców, a dostawy środków pomocowych od UNICEF zostały wstrzymane dla nawet 2,3 mln dzieci. Obozy dla pozbawionych domu uchodźców stanowią duże zagrożenie, jeśli chodzi o rozprzestrzenianie się koronawirusa. Niestety, jest to jedna z kwestii, która ciąży każdemu pogrążającemu się w konflikcie państwu Afryki.

Ironia losu? Ciężko tak nazwać ten konflikt. Pomimo otrzymania pokojowej Nagrody Nobla, premier Abiy Ahmed Ali jest jednak byłym żołnierzem, który niekiedy nie przypomina gołąbka pokoju. Jego reformatorskie ukierunkowanie ku jedności, wolności oraz nowoczesności może napawać optymizmem, nie należy jednak zapominać, że rządzi on państwem, w którym różne organy notorycznie łamią prawa człowieka, a wiele grup może wciąż czuć się traktowanymi niesprawiedliwie – jak miało to miejsce w przypadku protestujących o miejsca pracy i większy wpływ na władzę Oromo w 2016. Konflikty takie jak ten trwający obecnie w Etiopii mogą nam, siedzącym spokojnie w Europie, przypomnieć, jak długa droga przed Etiopią oraz całą Afryką do stabilności i pokojowego rozwoju. Przed premierem Abiy Ahmedem stoi ogromne wyzwanie – w końcu w przeciągu najbliższych 40 lat populacja jego kraju ma ulec podwojeniu. Czymkolwiek się nie wydają, tego rodzaju konflikty są jedynie kolejnym rozdziałem tej długiej i wielowątkowej opowieści o dziejach pewnego miejsca gdzieś na świecie. Niestety.