Skrajny brzeg

Mieszkasz tam? W wiadomościach zawsze o Szmulkach mówią tak jakby tam pod każdą Żabką stacjonował pluton obdartych bezdomnych, którzy jedyne o czym marzą to wypicie kolejnego Stronga i wkręcenie przypadkowemu przechodniowi śrubokrętu w żebra

No właśnie o tym chcę napisać, że wcale tak nie jest xd

Tekst: Zuzanna Łubińska

Tfu. Ktoś właśnie splunął na chodnik. Patrzyłam, jak jego ślina powoli wypełnia szpary między kostką brukową. Kilka centymetrów w prawo, a zmieszałaby się z krwią zdechłego gołębia. Musiał zginąć niedawno, krew nie zdążyła jeszcze porządnie zastygnąć i miała kolor jasnej czerwieni. Nie chciałam narażać się na zbędny, makabryczny widok, uniosłam więc wzrok. Niestety tylko po to, żeby zobaczyć, kto przed chwilą opluł miasto stołeczne – millenials w garniturze. Jak zwierzęta z orwellowskiego Folwarku patrzyłam to na ślinę, to na człowieka, potem znów na świnię i na człowieka, ale już nie mogłam się połapać, kim on właściwie jest.

Tło tej sceny było równie odrażające jak ona sama. Za mężczyzną roztaczał się widok na betonową dżunglę pełną migających billboardów i nieudolnego graffiti zdobiącego wątpliwe cuda architektury. Zmysł wzroku nie był mi w stanie dostarczyć żadnych pozytywnych bodźców. Chyba już czas skupić się na innym zmyśle, wytężyć słuch, poznać melodię miasta…Kiedyś byłam ZAGUBIONA! Nie wiedziałam czego naprawdę CHCĘ! Aż w końcu pojawił się ON! I odmienił MOJE ŻYCIE!
Dzień dobry, może chciałaby Pani wesprzeć hodowlę pandy mniejszej w Indiach Wschodnich?
A ma Pani 2 złote? Jestem samotną matką, wyrzucili mnie z ośrodka za picie, ale te 2 złote to będzie na jedzenie, obiecuję.
WY-PIER-DA-LAĆ! WY-PIER-DA-LAĆ!
Nie, temu zmysłowi też lepiej podziękować.

Może zapach uratuje to miejsce? – pomyślałam, kierując się do tramwaju, żeby jak najszybciej uciec z tego jarmarku zacofanej Europy. Po drodze natrafiłam na kałużę. Opuściłam wzrok i widząc żółtawą ciecz, w głębi duszy nadal miałam nadzieję, że to rozlany sok jabłkowy. Jednak roztaczająca się dookoła woń moczu doszczętnie pogrzebała resztki wiary. W cokolwiek.

Do tramwaju wsiadła też grupa młodych osób z elektrycznymi hulajnogami. Wszyscy w przebraniach karierowiczów z gatunku zarabiam 17zł/h, ale już stać mnie na jeżdżenie z aktywowanym Limem komunikacją miejską. Standardowa podróż: ty i ludzie, których motywacji nie rozumiesz, ale powoli i tak zaczynasz dołączać do ich grona. To właśnie tutejszy świat, jedz albo sam zostaniesz zjedzony. Rekiny biznesu tylko czekają. Aura przyziemności powróciła, gdy do wagonu powolnie wtoczył się pan w łachmanach na miarę balu u Królowej Kucy. Mężczyźnie z trudem udało się włożyć do tramwaju także balkonik z trzema starymi kaloryferami. Po co mu te kaloryfery? Może wiózł je dla swojej królowej? Faktycznej odpowiedzi brak, ale jestem pewna, że jego spiritus movens miał więcej sensu niż ten współpasażerów. Tymczasem, ci zerkali na niego za każdym razem, kiedy któryś z grzejników nie wytrzymywał jazdy po krzywych torach i z hukiem spadał na ziemię. W konsekwencji całą drogę patrzyli na niego z pogardą.

Wysiedli. W tramwaju zostałam tylko ja, starszy mężczyzna i trzy kaloryfery. W jego oczach widać było utęsknienie, z którym patrzył na drugi, lepszy brzeg rzeki. Jeszcze moment, a znajdziemy się w rajskiej krainie. Mój współpasażer spojrzał przez ramię w tył. Śródmieście… – powiedział z pożałowaniem i przewrócił oczami.

Przed nami roztaczała się już malownicza panorama. Nagle zza chmur wyjrzało słońce, a jeden z jasnych promieni oświetlił tabliczkę z nazwą dzielnicy wywołując uśmiechy na naszych twarzach. PRAGA PÓŁNOC – głosił niebieski napis. Minąwszy go, tory nagle stały się prostsze, kaloryfery przestały spadać, cały świat stał się jakby piękniejszy. Jeszcze chwilę podziwialiśmy mieniącą się wszystkimi kolorami tęczy przyrodę prawego brzegu Wisły, by za moment wysiąść na tym samym przystanku. Gdzie indziej mógłby jechać tak przedsiębiorczy pan łachmaniarz, jeśli nie na Szmulowiznę. Wystarczyło, że drzwi tramwaju tylko lekko się uchyliły, by do wnętrza wpadł zapach mlecznej czekolady z pobliskiej fabryki Wedla. Dzięki błogiemu aromatowi, czekanie, aż mężczyzna upora się ze swoimi tobołkami, nie stanowiło dla maszynistki żadnego problemu. Mijając jej kabinę, wymieniłyśmy przyjazne spojrzenia, po czym poszłam dalej w stronę mieszkania. Witryny praskich sklepików emanowały ciepłym światłem zapraszającym do wnętrz pełnych zabytkowych mebli i porcelany z innej epoki. Mimo pory roku, zdawało się, że prawobrzeżna przyroda nadal celebruje środek lata, a skrzypiące pod nogami złoto-czerwone klonowe liście tylko potęgują bajkowość jesiennej scenerii.

Pod osiedlową Żabką stał wyłącznie przemiły pan sprzedawca, z którym jak zawsze życzyliśmy sobie miłego dnia i smacznej kawusi.

Żadnych kiboli, meneli, nikt mnie po drodze nie zgwałcił ani nie napadł. Nie dostałam też kosy pod żebra. Cud? Nie, codzienność. Praga od dawna nie wygląda już jak kolebka uczestników Marszu Niepodległości. Niewiele wspólnego ma także z wyobrażeniami o niej przytoczonymi w leadzie. Niestety takie stereotypy nadal obecne są w społeczeństwie, bo w dalszym ciągu kreuje je popkultura.

PRO8L3M w piosence Przebój nocy wspomina specyfikę handlu autami klepanymi w skaryszewskim bloku. Czy biznes był legalny czy nie? Autora **** to obchodzi, na giełdę i tak pojechał pijany. Kuba Wojewódzki w rozmowie z Januszem Palikotem, usłyszawszy, że były polityk i producent alkoholi trafił kiedyś na Pragę, zaczyna mu współczuć.

Nawet w serialu z 2020r., Chyłka, jadąc na drugą stronę Wisły, najpierw dzwoni do znajomego policjanta, żeby w razie czego wiedział, gdzie szukać jej skostniałego ciała. Najlepiej jednak, gdyby stróż prawa robił za jej bodyguarda, bo przecież wybiera się ona w niebezpieczną podróż, z której nie wiadomo, czy ujdzie z życiem. Żeby to podkreślić, scenarzyści wymyślili, że od razu po otwarciu drzwi taksówki napadnie ją banda .

W polskich produkcjach Praga wciąż przedstawiana jest jako wylęgarnia warszawskiej patologii. Pewnie dlatego tak słabo wypada w rankingach. W maju jeden z warszawskich portali przeprowadził sondaż dotyczący bezpieczeństwa w różnych dzielnicach miasta. Zwycięzcą rankingu okazał się Wilanów, ostatnia była Praga-Północ. Tymczasem ja mieszkam tu już prawie dwa lata i nadal żyję. Co więcej, przez ten czas nikt mnie nawet nie zaczepił. Praga emanuje spokojem. Dzielnica się rozwija, rewitalizuje. To właśnie tutaj dzieje się wiele wydarzeń kulturalnych, takich jak te w Pradze Centrum czy w Koneserze, do tego coroczny festiwal Otwarta Ząbkowska i Lato na Pradze. Miasto wydało miliony na renowacje elewacji przedwojennych kamienic, bo widzi w uroczych uliczkach potencjał, który powoli zaczynają dostrzegać również inwestorzy.

W tej dzielnicy nie ma rzeczy, które mogą się nie podobać. Nawet delikatna doza adrenaliny podczas wieczornego spaceru z metra do mieszkania z protestowym transparentem ma swój specyficzny urok i wprowadza odrobinę atrakcji do bezbarwnświata. Podoba mi się tutaj niemal wszystko. Jedyny mankament stanowi mural na bloku naprzeciwko moich okien. Czy wiesz, że budynek, na który patrzysz, zwany JAMNIKIEM, został wybudowany w 1970 roku i jest to najdłuższy prosty budynek w Warszawie? Ma 506 metrów! Tak, wiem. Na pomarańczowego jamnika już nie mogę patrzeć. Jednak, jak to zwykle bywa, wszystko zależy od punktu widzenia. Oby więc społeczeństwo i popkultura jak najszybciej zmieniło swoje postrzeganie prawej strony Wisły. Nawet na mojej kanapie da się usiąść tak, żeby oczom ukazywała się wyłącznie zielona łąka i Dworzec Wschodni w oddali.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *