Wyścigówki na baterie

Na ulicach miast na całym świecie coraz częściej widzimy pojazdy z napisem hybrid. Samochody hybrydowe, a nawet w pełni elektryczne stają się popularniejsze z roku na rok. Nie inaczej jest z autami wyścigowymi. Od początku poprzedniej dekady serie wyścigowe stają przed trudnym wyborem przekształcić obecne napędy i kazać drużynom budować nowe generacje pojazdów, czy zostać przy silnikach spalinowych? Jest jeszcze trzecia opcja czyli… tworzenie nowych serii wyścigowych. 

Tekst: Albert Nowak

Bolid Formuły E (2015) – Fot. Wikipedia Commons

Formuła E, bo o niej mowa, to seria która powstała w 2012 r. Przez dwa kolejne lata konstruktorzy biorący udział w zawodach, dopracowywali swoje pojazdy, aby mogły pojechać w inauguracyjnym Grand Prix Pekinu we wrześniu 2014 r. Bolidy wykorzystywane podczas wyścigów FE to w pełni elektryczne, jednomiejscowe samochody – w 2014 r. miały one zaledwie 190 kilowatów mocy. Prędkości wykręcane przez te auta nie dorównywały tym z Formuły 1. Ale przecież nie taki jest tego zamysł; wyścigi kartingów również potrafią być pasjonujące. Najważniejsza jest walka na torze i jak najmniejsze różnice między ekipami, a tego w FE nie brakuje. Pierwsze sezony Formuły E przyniosły sporo innowacji i niestandardowych rozwiązań. Jednym z nich jest attack mode, z którego kierowca może skorzystać podczas Grand Prix. Przejeżdżając przez nieoptymalną, z punktu osiąganego czasu, trasę pokonywania zakrętów, pojazd otrzymuje dodatkowe kilkadziesiąt kilowatów mocy, co wzmaga emocje podczas wyścigu. Przywołuje to może na myśl gry typu Mario Kart ale, prawdę mówiąc, trudno uznać to za wadę. Warto też zaznaczyć, że ze względu na ograniczenia technologiczne, w latach 2014–2017 kierowca musiał… przesiadać się do drugiego bolidu w trakcie ścigania! Baterie były po prostu zbyt małe, aby wytrzymać całe Grand Prix. Mogliśmy wówczas obserwować kierowców biegnących ze zużytego pojazdu do drugiego, w pełni naładowanego auta. Za nimi oczywiście, grono mechaników gotowych zapiąć pasy bezpieczeństwa. Od 2018 r., czyli sezonu w którym zadebiutowała druga generacja bolidów FE, baterie wytrzymują już całe wyścigi. W 2022 roku ma zostać wprowadzona nowa generacja aut, tzw. Gen3. Więcej mocy (300-350 kilowatów), lepsze akumulatory i możliwości szybkiego ładowania baterii. Seria chce z powrotem wprowadzić zjazdy do alei serwisowej, jako dodatkowy element strategiczny w czasie zawodów.

Oprócz zaawansowanych i nowatorskich technologii oraz pasjonujących wyścigów, Formuła E niesie ze sobą ideę. Od samego początku FE miało być impulsem w walce z emisją dwutlenku węgla do atmosfery. W końcu te pełne elektroniki auta są nieszkodliwe dla środowiska. Formuła E stała się pewnego rodzaju ruchem społecznym, z którym sympatyzować zaczyna coraz więcej celebrytów, takich jak Ellie Goulding czy Leonardo DiCaprio. Ograniczanie emisji gazów cieplarnianych to bowiem problem niezwykle istotny nie tylko na torach wyścigowych, które mają jedynie niejako wytyczać motoryzacyjne trendy. 

Co na to rajdy?

Volkswagen Polo R WRC (2015).

Trzeba postawić sprawę jasno: WRC spóźniło się z elektryfikacją o dobre kilka lat. Wszystkie większe serie wyścigowe już dawno przeniosły się na napędy hybrydowe, a niektóre myślą już powoli o całkowitym odejściu od silników spalinowych. W Rajdowych Mistrzostwach Świata dalej natomiast jak w lesie. Pierwsze pomysły co do zastosowania jakiegokolwiek prądu w silniku, padły stosunkowo niedawno. Wiemy jedynie że w niedalekiej przyszłości, w samochodach rajdowych, obok silnika spalinowego, znajdzie się silnik elektryczny o mocy 100 kilowatów. Ma być on wykorzystywany na specjalnych odcinkach, czy podczas testów. Kierowcy i właściciele ekip są niemal jednomyślni. Problemem towarzyszącym wdrożeniu elektrycznych silników w samochodach WRC nie będzie ich zbyt mała moc. Podczas niektórych rajdów jej zwiększenie byłoby wręcz bezużyteczne. Brakuje jednak jakiejkolwiek klarownej wizji ze strony FIA. Pojawiają się różne argumenty przeciw modyfikacjom. Auta będą wolniejsze (bateria też swoje waży), dźwięk elektrycznych silników będzie ustępował odgłosom spalinowych, ale tak naprawdę, jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o… no właśnie. W tej chwili w WRC pozostały tylko trzy zespoły fabryczne. Żadnej prywatnej ekipie nie opłaca się inwestować w rajdy, a dorzucenie nowej technologii do aut raczej w tym nie pomoże. Z drugiej strony FIA twierdzi, że zmniejszenie kosztów jest jednym z celów na przyszłość. Największa seria rajdowa jest w rozkroku. Niby plany są, ale konkretów już mniej, dlatego w 2021 r. najprawdopodobniej nic się nie zmieni i jeśli już mielibyśmy oczekiwać ewolucji napędowej, to najwcześniej w 2022 r. Pozostaje tylko czekać… na cokolwiek.