Sąd niewiniątek – recenzja spektaklu “Ława przysięgłych”

Jesteśmy świadkami rozprawy sądowej Edwarda Ferdynanda, oskarżonego o morderstwo narzeczonej. Wyrok orzekający o winie lub niewinności zaraz padnie z ust ławy przysięgłych. Czy okaże się sprawiedliwy?

Tekst: Adrianna Zając

Czeski komediodramat Ława przysięgłych autorstwa Ivana Klimy po raz pierwszy ukazał się w latach 60. Sztuka obnażała prawdę o komunistycznej rzeczywistości i z powodu cenzury nie doczekała się swojej premiery jeszcze przez długie lata. Od 19 grudnia możemy oglądać ją w reżyserii Jakuba Krofty na scenie warszawskiego teatru Ateneum. Była to wyjątkowa premiera – transmitowana online, z udziałem wirtualnej publiczności. Aktorom udało się odnaleźć w nowych, streamingowych realiach, choć zapewne brakowało im oklasków z widowni.

Ława przysięgłych zostawia widza z gorzkim posmakiem w ustach. Na scenie widzimy archetypy ofiar systemu autorytarnego w postaciach zwykłych obywateli, którzy naradzają się, jaką decyzję podjąć wobec oskarżonego. Rozpoznajemy zatem „służbistę”, który zrobi wszystko, aby przysłużyć się systemowi, „chorągiewkę” – człowieka, który zmienia zdanie tak szybko, że trudno za nim nadążyć i „pasywną buntowniczkę”, której brak odwagi, aby zmierzyć się z własnymi przekonaniami. Jest też „dążący do prawdy” – inteligent, który myśli, że jego walka ma jeszcze sens i „paranoiczka” tak zmieszana rzeczywistością, że całkowicie już nie wie, w co wierzyć. Ich skrajne postawy znamy z codzienności. Bawią nas, lecz jest to śmiech przez łzy.

Pojawia się także sędzina, przedstawicielka władzy. Wygłasza piękne frazesy o sądowych dążeniach do prawdy, choć ewidentnie sugeruje, czym ta prawda jest. Jej słowa są także źródłem groteski na scenie. Komedia jest tu czarna, a rozbawić ma jeden absurd goniący za drugim. Zupełnie jak w opowieściach naszych dziadków z życia w PRL.

Ale gdzie leży granica absurdu? Do czego jest w stanie doprowadzić manipulacja, propaganda i represja? A wreszcie, kto tak naprawdę jest tu winny?

Ciężko nie zauważyć w spektaklu bezpośrednich odwołań także i do współczesnych wydarzeń. To już nie tylko przestroga, ale po części odzwierciedlenie naszej rzeczywistości. Ze sceny padają słowa, które w ostatnich miesiącach wybrzmiewają na polskich ulicach. Prosta scenografia Jana Štepanka oddaje surowy klimat sali sądowej, w której akcja trwa od początku do końca. Dominuje czerń i prostota. Światła są statyczne, a stroje nie mają odciągać naszej uwagi. To rzeczywistość, w której brakuje miejsca na wyróżnianie się z tłumu.

To nie jest wielkie widowisko. Towarzyszymy bohaterom w długich dialogach i rozważaniach. Nie brakuje jednak napięcia i silnych emocji, z którymi widz pozostaje. Warto wybrać się na wirtualną wizytę teatralną do Ateneum i zobaczyć Ławę przysięgłych

vod.teatrateneum.pl/strona-glowna