Jak sztuka krzywdzi zwierzęta?

Wielcy mistrzowie od wieków wykorzystują produkty odzwierzęce. Jednak współcześni artyści coraz częściej używają fragmentów ciał martwych zwierząt jako zwykłego materiału w celu zwizualizowania „wyjątkowej” koncepcji.

Tekst: Natalia Saja

Większość dzieł malarskich znajdujących się w muzeach na całym świecie jest „wysmarowana” niezliczoną liczbą ofiar śmiertelnych. Akwarele kiedyś mieszało się z żółcią wołu, temperę z jajkiem, a wiele pigmentów składało się ze sproszkowanych owadów. Dzisiejsze farby najczęściej nie zawierają składników odzwierzęcych. Wciąż jednak zabija się fretki, wiewiórki i wieprze, aby wytworzyć pędzle malarskie z ich włosia. Co więcej, w ostatnich dziesięcioleciach twórcy coraz powszechniej fizycznie wykorzystują żywe i martwe zwierzęta w dziełach  artystycznych. 

W 2006 r. Banksy zaprezentował kontrowersyjną pracę Słoń w pokoju. Zawłaszczył żywego słonia i „wystawił” go jako dzieło sztuki na ekspozycji. Barwnie pomalowane zwierzę wtopiło się w wystrój małego salonu. Miało ono symbolizować ignorowanie problemu ubóstwa na świecie. Artysta, poruszając jeden globalny problem, pogłębił, a nawet zignorował, zupełnie inny. Oczywiście wystawa cieszyła się popularnością, na wernisaż przyszło sporo osób związanych ze środowiskiem sztuki, a wielu krytyków zachwyciło się pomysłem i jego dopracowaną realizacją. Jednak aktywiści działający na rzecz poszanowania praw zwierząt oburzyli się krzywdą bezbronnego słonia. 

Wyrafinowane okrucieństwa

W twórczości Banksy’ego wystawa z wykorzystaniem żywego zwierzęcia była incydentem i po tej prezentacji artysta zajął się znowu charakterystyczną dla siebie sztuką uliczną. Niestety bardzo wielu artystów regularnie zawłaszcza zwierzęce życie. Damien Hirst bardzo często prowokuje obrońców zwierząt poprzez powtarzające się wykorzystywanie w dziełach sztuki żyjących niegdyś istot takich jak rekiny czy motyle. Hirst uczynił śmiertelność głównym tematem swojej twórczości, a jego prace są sprzedawane za kuriozalnie wysokie kwoty. Artysta tworzy ogromne kompozycje przypominające mandale, które składają się z tysięcy kolorowych, zasuszonych motyli. Umieszcza także zwierzęce zwłoki – rekinów, krów, zajęcy, zebr i innych – w szklanych akwariach wypełnionych formaliną, aby skonfrontować widzów z nieubłagalnością śmierci. Czy chce także pokazać, że estetyka może wynikać z aktów okrucieństwa wobec szeroko rozumianej natury?

Z kolei Richard Learoyd tworzy fotograficzne martwe natury ze zwierząt. Artysta finezyjnie układa zwłoki ssaków i ptaków. Często nadziewa je na druty, a następnie uwiecznia na zdjęciu. Learoyd traktuje martwe zwierzęta niemal jako wiszące ozdoby, a niektóre z jego najbardziej oryginalnych obrazów przedstawiają formy hybrydowe, na przykład składające się z dwóch niegdyś żywych organizmów, po śmierci zszytych i zawieszonych w powietrzu. W efekcie powstają przerażające, moralnie wątpliwe eksperymenty. 

Czy w świecie sztuki istnieją etyczne normy?

Jako ludzie nie mamy prawa do lekceważenia życia zwierząt. Zawłaszczanie ich ciał jest  niemoralne. Obecnie przepisy prawne wciąż są niewystarczające, aby uchronić zwierzęta przed wyzyskiem i znęcaniem. Jednak istnieją możliwości zmian instytucjonalnych, które nałożyłyby etyczne normy na niewłaściwe wykorzystywanie istot żywych przez artystów. Dzieło sztuki, które redukuje zwierzęta do nieożywionego materiału, propaguje postrzeganie innych gatunków jako gorszych. Zamiast biernego akceptowania gatunkowizmu, sztuka powinna go zakwestionować i stymulować zmianę światopoglądu. Żaden wytwór artystyczny nie powinien w trakcie jego tworzenia powodować fizycznego lub psychicznego bólu i cierpienia istot żywych. Takie działania nie mogą wciąż być usprawiedliwiane „w imię sztuki”.