W pogoni za widzem

Pandemia jest ogromnym wyzwaniem zarówno dla multipleksów, jak i kin studyjnych. Wydaje się jednak, że ich przyszłość już dawno została przesądzona. Co obecnie dzieje się w świecie kinematografii? Czy jest jeszcze szansa dla teatrów filmowych?

Tekst: Anna Pyrek

Historia kina sięga już XIX w., kiedy to z pierwszych pokazów filmowych uciekała widownia nieprzyzwyczajona do tak realistycznych obrazów. Od tego czasu wiele się zmieniło, a pojęcie kina jest obecnie głęboko zakorzenione w kulturze. W niejednym kinie działy się sceny romantyczne, rozgrywały pojedynki, pojawiało się ono w wierszach, na obrazach. Jednak nic nie zmienia się szybciej od potrzeb współczesnego konsumenta. Pierwsze kino samochodowe powstało w 1915 r. Jego miejsce zajęły multipleksy, które zdążyły już wyprzeć starsze kina studyjne. Jednak również multipleksy muszą mierzyć się z nowym zagrożeniem. W 1997 r. na scenie zadebiutował kolejny gracz – Netflix. Na początku był jedynie platformą, której użytkownicy mogli wypożyczać płyty DVD online. Dopiero w 2007 r. rozpoczął działalność streamingową, z której w tym momencie korzystają już 193 mln użytkowników na całym świecie. Co ciekawe, Netflix stał się również elementem kultury. Mało jest bowiem osób nieznających powiedzenia Netflix and chill, które zainspirowało markę lodów Ben&Jerry’s do stworzenia smaku o takiej nazwie. Naturalna wydaje się więc obawa branży kinematograficznej, że tzw. „kino domowe”, które oferują platformy streamingowe takie jak Netflix, doprowadzi do zamknięcia i zapomnienia tradycyjnych „teatrów filmowych”. Odczuwalne jest to zwłaszcza w czasach pandemii, kiedy premiery filmowe są przesuwane, publiczność niechętnie idzie do kina, gdzie musi spędzić cały seans w maseczce, podczas gdy platformy VOD (video on demand) oferują komfort i bezpieczeństwo. Netfliksowi zależy jednak na utrzymaniu się w branży audiowizualnej, dlatego, aby ją wspomóc, przekazał na ten cel blisko 2 mln funtów. Fundusz Film and TV charity wsparły również Amazon, BAFTA, BBC Studios, Sky Studios, Sony Pictures Entertainment, ViacomCBS i prywatne podmioty. Fundusz ma wspomóc tych znanych artystów oraz osoby z branży audiowizualnej, które przez pandemię nie mogą rozwijać swojej kariery. Być może jest to odruch dobrej woli. Nie da się jednak pominąć faktu, że platformom także zależy na profesjonalistach, którzy będą mogli współpracować przy produkcji ich projektów.

Fot. Karolina Gos

A jednak wojna?

Wsparcie branży nie wystarczyło, aby zyskać przychylność dyrektora generalnego Vue Cinemas (międzynarodowa sieć kin, które znajdują się m.in. w Wielkiej Brytanii oraz Polsce) Timothy’ego Richardsa. Być może również upatrywał się w tym interesu samych platform streamingowych. Na ostatnim CJ Cinema Summit powiedział, że żaden z filmów Netfliksa nie nadawałby się do pokazania na dużym ekranie. Nie po raz pierwszy osoba związana z branżą filmową wypowiada się o serwisie nieprzychylnie. Wcześniej Steven Spielberg stwierdził, że produkcje Netfliksa nie powinny móc rywalizować o Oscary, a festiwal filmowy w Cannes nałożył na tę platformę restrykcje. Odczuć można duże napięcie, zwłaszcza teraz, gdy kina i wytwórnie walczą o przetrwanie. Tymczasem coraz więcej twórców zwraca się w stronę animacji, ponieważ nie są wtedy zależni od restrykcji związanych z przebywaniem na planie filmowym. Reed Hastings, współzałożyciel platformy Netflix, wydaje się nie przejmować sytuacją. Jak sam twierdzi, to właśnie platformy streamingowe są przyszłością. Jednocześnie wskazuje na to, że firmie nie zależy na niszczeniu lokalnych działalności kinematograficznych, lecz na zapewnieniu widzom wyboru. Netflix jest jednym z największych beneficjentów pandemii. W tym roku przybyło 34 mln nowych użytkowników, około 4 mln więcej niż w poprzednich latach. Hastings może więc pozwolić sobie na spokój i pewność, że widzowie są stale spragnieni jakościowych i dostępnych wszędzie produkcji. Pandemia nie ma według niego żadnego wpływu na przyszłość branży kinematograficznej.

Kulturalna mapa stolicy

Na naszym podwórku również rozgrywa się batalia – batalia o małe kina. Oczy Warszawiaków skupiają się na kinie Atlantic. Na początku września pojawiła się informacja, że nieruchomość przejmuje spółka Max-Film, która w tym miejscu planuje wybudować pięciopiętrowy budynek z kinem w podziemiach. Ta sama spółka jest winna zamknięcia już kilku kin studyjnych na terenie Warszawy. Wzbudziło to niepokój i sprzeciw miłośników kina Atlantic, które stanowi nieodłączny dla wielu element krajobrazu ulicy Chmielnej. Nie spodobało to się również aktywiście Janowi Śpiewakowi, który złożył wniosek o wpisanie kina Atlantic do rejestru zabytków. Przychylny temu okazał się Mazowiecki Kurator Zabytków, który poinformował, że rozpoczęło się sprawdzanie, czy budynek spełnia wymogi formalne, aby się w rejestrze znaleźć. Wydaje się, że jest to historia z happy endem. To powinno napawać optymizmem miłośników tradycyjnego kina, ponieważ najlepsze są te małe w rozterce i w udręce, z krzesłami wyściełanymi pluszem czerwonym jak serce, z których (…)Wychodzisz zatumaniony, zasnuty, zakiniony, przez wietrzne peryferie wędrujesz i myślisz, że najlepsze te małe kina, gdzie wszystko się zapomina.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *