Skazani na Pekin

Nic nie fascynuje nas tak jak przyszłość. To, co niewypowiedziane i niezapisane. Kiedy na kartach historii futbolu swoją obecność zaznaczyć chcą więc Chiny, należy się tym planom przyjrzeć. Potraktujcie ten artykuł jako przepowiednię z ciasteczka z wróżbą1. Smacznego!

Tekst: Michał Jóźwiak

Autor artykułu w koszulce Szanghaj Port F.C. (niegdyś Szanghaj SIPG) – fot. Materiały Własne

Futbol w fantastyczny sposób napędza konsumpcję klasy średniej, co znakomicie wpisuje się w główne cele gospodarcze Chin. Spowolnienie wzrostu PKB azjatyckiego giganta, które możemy w ostatnich latach obserwować, zmusza liderów Chińskiej Republiki Ludowej do podejmowania odważnych decyzji inwestycyjnych, które pozwolą utrzymać czołową pozycję najludniejszego państwa świata w wyścigu o miano światowego lidera. Coraz większy nacisk jest więc kładziony na sektor usługowy – przemysł wypoczynkowy, rozrywkowy czy merchandising – niegdyś zaniedbane, aktualnie stają się priorytetami chińskiej władzy. Sport to bowiem zdrowie, szczególnie państwowego budżetu. Wartość światowego rynku sportowego wyniosła w ubiegłym roku niemal 0,5 bln dol.. Co więcej, nic nie zapowiada spowolnienia wzrostowego trendu sektora. Znaczna część wpływów pochodzi z państwa środka, a jak dobrze wiadomo – pieniądz rządzi światem. Chińczycy mają olbrzymi wpływ na decyzje podejmowane przez zwierzchników najbardziej prestiżowych rozgrywek na świecie. Wystarczy tu wspomnieć o rocznym zakazie transmitowania rozgrywek NBA, spowodowanym tweetem dyrektora generalnego Houston Rockets, wspierającego protestujących w Hong Kongu czy o zerwaniu umów sponsorskich z Mesutem Özilem, który na swoim Instagramie sprzeciwił się represjonowaniu Ujgurów. Zarówno władze najlepszej koszykarskiej ligi świata, jak i zwierzchnicy niemieckiego piłkarza momentalnie odcięli się od nieprzychylnych chińskiej władzy publikacji.

Kolebka futbolu?

Kiedy w piłkarskiej literaturze przytaczany jest temat korzeni tego sportu, eksperci niemal jednogłośnie wspominają Anglię, która może się pochwalić zarówno najwcześniejszym usankcjonowaniem przepisów, najstarszą federacją, jak i najbardziej wiekowymi klubami piłkarskimi. Nie jest to myślenie pozbawione logiki,  to właśnie Anglicy bowiem rozpropagowali futbol będący bezpośrednim protoplastą tego znanego nam obecnie. Jednak korzenie „piłki kopanej” sięgają znacznie głębiej. Około 2000  r. p.n.e, za rządów Żółtego Cesarza, czyli Huanga Ti, ćwiczenia zbliżone w dużym stopniu do znanej nam dobrze dyscypliny sportu służyło chińskim wojskom jako znakomita zaprawa wojenna. Boiskowa rywalizacja miała wzmocnić tężyznę fizyczną żołnierzy, przygotować do walki na polu bitwy, ale i kształcić w wojownikach ducha zespołu. Pierwszy zbiór przepisów został opracowany przez samego generała, otrzymując niezwykle dumnie brzmiącą nazwę cu ju co znaczy ni mniej, ni więcej jak „kopać piłka”. Sama futbolówka skonstruowana była z ośmiu kawałków skóry wypchanych piórami i sierścią, a spotkania odbywały się na specjalnie przygotowanych do tego boiskach.

Około 200 r. p.n.e. piłka nożna osiągnęła w Chinach szczyt popularności. Istniał nawet program treningowy, uwzględniający dziewięć stopni przygotowania sportowego. W tamtych czasach, tj. za panowania dynastii Han, powstał także podręcznik do nauki piłki nożnej. W 25 rozdziałach jego autorzy zawarli wszystko, co było potrzebne, aby rozegrać mecz. Drużyny liczyły co najmniej dziesięciu graczy, choć najczęściej było ich więcej. Mianowano bramkarza oraz kapitana zespołu, który rozpoczynał grę. Podręcznik zawierał opis ponad 70 typowych zagrań oraz wspominał o jedenastu naruszeniach przepisów, potępianych i uznawanych za faule. Nierzetelnych graczy usuwano z boiska i mianowano xiao ren, co oznacza „podłe typy”. Początkowo strzelano tylko do jednej bramki – dziury w ścianie z desek, ale z czasem pojawiła się także i druga. Surowo zakazywano łapania piłki ręką, rzucania nią lub podbijania otwartą dłonią.

W pierwszym wieku naszej ery powstał najstarszy wiersz, obrazujący początki najpopularniejszej dyscypliny sportowej na świecie. Ówczesny chiński poeta Li Yu pisał:

Piłka jest okrągła, a boisko kwadratowe, jak niebo i ziemia. Piłka leci nad nami jak księżyc, gdy dwie drużyny stoją naprzeciw siebie. Mianowani kapitanowie drużyn zajęli swoje miejsca. Zgodnie z przepisami nie ma przywilejów dla krewnych, nie ma miejsca dla stronników. Obecna jest zaś determinacja i zimna krew bez błędów i zaniedbań. A skoro jest to potrzebne do piłki nożnej, o ileż bardziej do walki i życia.

Sekretarz Generalny Komunistycznej Partii Chin – Xi Jinping – fot. Wikipedia Commons

Od publikacji tego jakże wiekopomnego dzieła minęło niemal dwa tys. lat, nie ma jednak wątpliwości, że piłkarski duch wciąż płonie w chińskich przywódcach. Nie sposób nie wspomnieć, że Mao Zedong pełnił obowiązki bramkarza w szkolnej drużynie piłkarskiej, a Deng Xiaoping – mąż stanu ChRL z lat 80. rozegrał niejeden mecz na pozycji skrzydłowego. Co więcej, niemal każdy następca Mao Zedonga starał się wykorzystać potencjał, jaki drzemie w piłce nożnej. Żadnemu się to nie udało. Wizja budowania tożsamości narodowej oraz zyskiwania międzynarodowego respektu poprzez piłkarskie sukcesy wciąż pozostaje odległą mrzonką. Nie ma jednak na świecie człowieka bardziej zdeterminowanego by ten stan rzeczy zmienić, niż Xi Jinping.

Chińska szklana kula

Ambitny plan przywódcy państwa środka opiera się na pracy u podstaw, z poszanowaniem czasu, który potrzebny jest do wychowania pokolenia uzdolnionych piłkarzy. Podzielony został na trzy etapy, z kamieniami milowymi określonymi kolejno na rok 2020, 2030 oraz 2050. Gigantyczne fundusze przeznaczone zostały na wybudowanie dziesiątek tysięcy boisk oraz niemal 20 tys. szkółek piłkarskich. Ta najdroższa, jak i najbardziej spektakularna, zarządzana jest przez najwybitniejszą chińską drużynę XXI w. – Guangzhou Evergrande. W skład wartego 185 mln dol. centrum treningowego wchodzi 50 boisk piłkarskich, na których swoje umiejętności szlifuje regularnie 2,5 tys. młodych adeptów, a kadra trenerska obejmuje 40 hiszpańskich specjalistów, którzy znaleźli się w kraju dzięki współpracy klubu z Realem Madryt. W ciągu najbliższych pięciu lat Chiny chcą wyprowadzić na boiska 50 mln obywateli. W całym kraju nadano szkoleniu młodzieży priorytet, a doskonalenie swoich piłkarskich umiejętności stało się w wielu szkołach obowiązkiem. Jest to plan zbudowany na pobudkach znacząco odbiegających od tych, które przyczyniły się do  rozwoju popularności sportu w Brazylii czy Argentynie, gdzie futbol jednoznacznie kojarzony jest z przyjemnością i czasem wolnym.

Wu Lei reprezentujący Chiny w Pucharze Azji (2019) – fot. Wikipedia Commons

Celem na rok 2030 jest równorzędna rywalizacja z najmocniejszymi rywalami z Azji – Koreą Południową oraz Japonią. Chiny pragną wypromować zawodników dorównujących poziomem sportowym Heung Min-Sonowi czy Hidetoshiemu Nakacie. Nic nie zapowiada aktualnie spektakularnych sukcesów. W drużynach pięciu najlepszych europejskich lig nie występuje ani jeden Chińczyk! Co prawda w ubiegłym sezonie mogliśmy na hiszpańskich stadionach oglądać Wu Leia, rozgrywającego swój debiutancki sezon w drużynie Espanyolu, ale drużyna ze stolicy Katalonii w wyniku słabych występów została zdegradowana do Segunda Division. Jest to jednak postać, która mimo przeciętnych jak na europejskie standardy umiejętności piłkarskich, prezentuje światu potencjał chińskiego rynku. Pierwszy mecz Wu Leia w barwach Espanyolu obejrzało bowiem 40 mln widzów, mimo jedynie 12 minut spędzonych przez gracza na murawie. Dla porównania, poprzedni mecz Los Pericos obejrzało łącznie 177 tys. widzów. Porównywalne liczby w Hiszpanii są w stanie osiągać jedynie Real Madryt oraz FC Barcelona. I to tylko w meczach z największymi. 2030 to również setna rocznica pierwszego mundialu, wielkiego marzenia Xi Jinpinga. Organizacja mistrzostw świata oznacza dla kraju nie tylko niebywały prestiż, ale i olbrzymie możliwości finansowe. Patrząc na wybór gospodarza mundialu 2022 – Kataru, wizja chińskiego turnieju nie wydaje się tak nierealistyczna, jak mogłoby się wydawać.

Dalekosiężne plany Chin są jednak znacznie bardziej spektakularne. W roku 2050, reprezentacja kraju środka ma stać się rzekomo jednym z piłkarskich gigantów, stając na równi z najbardziej uznanymi europejskimi markami. W tym celu wprowadza się w Chinese Super League wiele ograniczeń, które mają wymusić na drużynach inwestycję w młodzież. Nakaz gry bramkarza chińskiego pochodzenia czy limity płacowe mają ograniczyć olbrzymie wydatki klubów oraz hamować sprowadzanie do kraju zagranicznych zawodników o uznanych nazwiskach. Chińskie kluby sprawnie jednak omijają niekorzystne dla nich ograniczenia. Wysokie bonusy i premie płacowe nieuregulowane w ustawach czy pośrednictwo firm trzecich są praktyką bardzo powszechną. To właśnie dlatego zawodnicy tacy jak Oscar, Bakambu czy Hulk inkasują za swoją grę ponad 20 milionów dolarów rocznie. Głośne nazwiska przyciągają jednak wysokie dofinansowania bogatych sponsorów, co sprawia, że futbolowy biznes jest w Chinach rentowny.

Najlepszy chiński koszykarsz w historii, Yao Ming (w czerwonej koszulce Houston Rockets) – fot. Wikipedia Commons

Zarówno w Chinach, jak i w rozgrywkach Azjatyckiej Ligi Mistrzów, najlepiej radzi sobie Guangzhou Evergrande Taobao, drużyna której nazwa przewinęła się już w akapicie poświęconym szkoleniu młodzieży. W ciągu ostatnich 10 lat, aż 8 razy sięgnęli oni w Chinach po tytuł mistrzowski, zdobywając przy tym dwa tytuły klubowego mistrza Azji. W samej drużynie występuje jednak aż pięciu naturalizowanych zawodników, co staje się coraz poważniejszym problemem dla drużyny narodowej. Kibicom trudno utożsamić się z przyjmującymi chińskie obywatelstwo Brazylijczykami, którzy coraz częściej zaczynają stanowić o sile kadry. Nazwiska takie jak Ai Kesen (wcześniej Elkeson) czy Fei Nanduo (uprzednio Fernandinho) nie są powszechnie znane europejskim kibicom, jednak wciąż wyróżniają się na tle wciąż często nijakich, urodzonych w Chinach zawodników. Trzeba bowiem podkreślić, że kultura kibicowska czyni w państwie środka olbrzymie postępy. Stadion jest jednym z niewielu miejsc, gdzie możliwa jest ekspresja szczerych, nieskrępowanych niczym emocji. Na trybunach coraz częściej pojawiają się grupy zorganizowanych fanatyków, którzy dopingują swoich ulubieńców w rytm popularnego w Chinach punk-rocka. Ze względu na bardzo rygorystyczne prawo, niemożliwe jest oczywiście wniesienie na stadion materiałów pirotechnicznych czy transparentów, ale śmiało można powiedzieć, że Chińczycy robią wszystko co w ich mocy, aby zachować na trybunach ducha piłkarskiego święta. Jest to przecież, obok koszykówki, którą na piedestał wprowadził Yao Ming (jeden z najwyższych koszykarzy w historii!), najbardziej popularny sport w Chinach.

Futbolowa karta przetargowa

Inter Mediolan, AC Milan, Southampton, Wolverhampton oraz, co może wydawać się intrygujące, Slavia Praga – wszystkie te kluby łączy struktura własnościowa, w której kluczową rolę odgrywają olbrzymie chińskie konglomeraty, nazywane niekiedy „szarymi jednorożcami”. Nie jest to może zbyt wdzięczny termin, ale znakomicie obrazuje piętno jakie owe spółki odciskają na światowym rynku. Chińska władza pieczołowicie kontroluje ich funkcjonowanie; Anbang (swego czasu jedna z największych spółek holdingowych na świecie) została, w wyniku działalności sprzecznej z państwowym interesem, przejęta przez chiński rząd (co ciekawe, jeden z najbardziej ikonicznych hoteli na świecie, londyńska Waldorf Astoria, również jest aktualnie własnością Komunistycznej Partii Chin). Były właściciel firmy, Wu Xiaohui, został zaś skazany na 18 lat więzienia za rzekomą defraudację oraz oszustwa podatkowe. Xi Jinping, głowa państwa, jest powszechnie uważany za najbardziej wpływowego i autokratycznego władcę Chin od czasów panowania jednego z największych zbrodniarzy w historii ludzkości – Mao Zedonga. Nie można być pewnym, czy druga, a zarazem ostatnia, kadencja chińskiego lidera nie wydłuży się o kilka, a może i nawet kilkanaście lat – Komunistyczna Partia Chin proponuje bowiem zniesienie limitów długości sprawowania władzy.

Stadion Wolverhampton Wanderers, Molineux Stadium – fot. Wikipedia Commons

Bardzo ważną rolę na tej piłkarsko-politycznej szachownicy pełni firma inwestycyjna Fosun, właściciel jednej z czołowych angielskich drużyn – Wolverhampton Wanderers. Klub położony jest w West Midlands, trzeciej największej konurbacji w Wielkiej Brytanii, regionie niezwykle istotnym strategicznie, łączącym północ oraz południe kraju. Jest to prężnie rozwijający się obszar, chłonący intensywnie inwestycje infrastrukturalne, pełniący kluczową rolę we flagowym brytyjskim projekcie – budowie łącza kolejowego High Speed 2. Wolverhampton to zaś była siedziba Carillion – spółki która, przed okrzykniętą jako największa w historii likwidacją, odpowiedzialna była za owo przedsięwzięcie. Całkowity koszt programu przekroczy najpewniej kwotę 60 mld dol., co czyni go niezwykle apetycznym kąskiem dla chińskiego rządu oraz powiązanych z nim szarych jednorożców – w szczególności firmy Fosun, która jest jednym z najważniejszych partnerów strategicznych China Railway Construction Corporation. Chińczycy inwestowali już z resztą w brytyjską siatkę transportową, usprawniając ruch na linii Southampton-Birmingham, co pozwoliło na sprawniejszy transport chińskich produktów z jednego z największych głębokowodnych portów do jednego z największych hubów towarowych w Wielkiej Brytanii. Warto wspomnieć, iż również Southampton FC, jak i FC Birmingham zostały stosunkowo niedawno przejęte przez majętnych chińskich właścicieli. Być może jest to przypadek, ale absolutnie nie można wykluczyć wpływu zmian właścicielskich na przeprowadzane inwestycje. Chiny wykorzystywały już bowiem futbol jako kartę przetargową. Finansowanie budowy stadionów na Puchar Narodów Afryki w Ghanie, Angoli czy Gabonie – krajów bogatych w surowce naturalne takie jak ropa naftowa czy mangan (niezbędny do produkcji żelaza lub stali), pozwoliło Chinom zacieśnić swoje relacje biznesowe oraz podpisać wiele lukratywnych umów. Dość powiedzieć, że 14,2 proc. całkowitego eksportu Gabonu stanowi aktualnie wymiana z azjatyckim gigantem. Zapoczątkowaną w 2008 r. strategię inwestycji w afrykańskie rozgrywki mógł przerwać, znacznie uboższy w pożądane surowce, Egipt. Jednym ze sponsorów turnieju został jednak Huawei, co stanowiło podstawę do wdrożenia w Afryce sieci 5G.

********

Nie wszystkie kropki są połączone, tak jak i nie wszystkie działania czy zdarzenia wzajemnie na siebie oddziałują. Należy jednak te połączenia tworzyć, bo świat, mimo niekwestionowalnego wpływu czarnych łabędzi, zdarzeń ciężkich do przewidzenia, bywa niebywale logiczny i spójny. Ciężko przewidzieć przyszłość, choć wciąż najłatwiej zakładać, że jest ona wypadkową zdarzeń, które mają miejsce w teraźniejszości. Czy Chiny spełnią swoje piłkarskie ambicje? Jaki jest plan partii komunistycznej względem zagranicznych inwestycji? Wciąż ciężko odpowiedzieć na te pytania, nie sposób jednak zaprzeczyć, że rola futbolu, jako uniwersalnego narzędzia negocjacyjnego rośnie. Xi Jinping jest tego w pełni świadomy i skrzętnie tę wiedzę wykorzystuje.

1Ciasteczka z wróżbą wcale nie wywodzą się z Chin! Ich ojczyzną jest Japonia, Chińczycy spopularyzowali jednak owe wyroby na targach w San Francisco w roku 1915, zapewniając Amerykanów, iż nietypowe wypieki są ich rodzimą tradycją.