Ośmiu wspaniałych

Mówi się, że filmy historyczne zawierają zazwyczaj więcej informacji o czasach, w których były kręcone niż o tych, które przedstawiają. Proces siódemki z Chicago nie jest wyjątkiem. Nietrudno dostrzec tu analogie do współczesności, a i twórcy nie kryją się szczególnie z tym, jaki wydźwięk ma ich film.

Najnowsze dzieło Aarona Sorkina – scenarzysty m.in. The Social Network, Moneyball czy Steve’a Jobsa – przedstawia upolityczniony proces lewicowych aktywistów oskarżonych o wywołanie zamieszek podczas Krajowej Konwencji Demokratów w 1968 r.

Sorkin po raz kolejny udowadnia jak sprawnie pisze scenariusze i jak duże ma wyczucie tempa opowieści – w czym pomaga mu także równie precyzyjny montaż. Twórcom wystarcza tylko parę minut dynamicznie zmontowanej ekspozycji, aby zarysować kilka wyrazistych postaci i umieścić historię w odpowiednim kontekście.

Proces siódemki z Chicago, reż. Aaron Sorkin

Reżyser bardzo dobrze odnajduje się w przedziwnej (przynajmniej dla nihilistycznych Europejczyków), typowo amerykańskiej hybrydzie względnie lekkiego kina rozrywkowego i jednocześnie zaangażowanego. Choć w wielu miejscach twórcy stosują skrajnie efekciarskie i populistyczne zabiegi, aby poruszyć publiczność, to nie sposób odmówić im skuteczności.

Z kolei główni bohaterowie to radosna grupka barwnych postaci. Mamy młodych lewicowych intelektualistów, którzy odpowiadają na niezadane pytanie, co by było, gdyby bohaterowie American Pie zaczęli czytać na studiach Marksa i Sartre’a, są również . A, i nie zapominajmy także o przywódcy Czarnych Panter, który w każdej chwili może zostać zamordowany przez policję albo segregacjonistów.

Na szczęście twórcy są świadomi dysproporcji krzywd (w czym zapewne duża „zasługa” negatywnych opinii, które spadły na filmy takie jak Służące czy Green Book) i nie banalizują rasizmu oraz unikają figury „białego wybawcy”. Ponadto każda z głównych postaci dostaje scenę, w której działa wbrew swojemu archetypowi – te nieliczne fragmenty nadają filmowi głębię i większą refleksyjność. Jednak w wielu momentach trudno nie wyczuć naiwnego patosu, konformizmu, wzajemnego klepania się po plecach i utwierdzania widza w przekonaniu, że byłby po dobrej stronie.

Proces siódemki z Chicago, reż. Aaron Sorkin

Choć czy jest to wadą? Warto zadać pytanie – szczególnie aktualne w kontekście ostatnich wydarzeń – jak dużego radykalizmu, kontestacji albo, jak to się ładnie mówi w pewnych środowiskach – kaszkieciarstwa – oczekujemy od osób wypowiadających się publicznie, na przykład artystów czy polityków…

Tekst: Tomasz Dwojak

Ocena: 3,5/5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *