Propaganda stara ale jara, czyli jak TVP pokazała Strajk Kobiet?

Metody i hasła bliźniaczo podobne do tych z PRL-u – mówi lektor, ukazując Strajk Kobiet w materiale głównego wydania Wiadomości na antenie Telewizji Polskiej z 29 października. Rzeczywiście, podobieństwo jest uderzające. Twórcy ówczesnego Dziennika Telewizyjnego korzystali z tych samych uniwersalnych i niezwykle skutecznych metod, by tworzyć programy informacyjne, w których nie ma informacji.

Tekst: Kacper Badura

Poza raportami o koronawirusie, Strajk Kobiet stanowił główny punkt programu każdego wieczornego wydania Wiadomości w dniach 23–31 października. Niekiedy Telewizja Polska poświęcała strajkom nawet 1/3 czasu antenowego. Jednocześnie z żadnego z tych serwisów nie wynikało, ile dokładnie osób protestowało. Z jakimi postulatami? W których miastach? Kto ich poparł? Co napisały o tym zagraniczne media? Nie znalazło się miejsca na ukazujące skalę protestów ujęcia z lotu ptaka czy na oddanie głosu chociaż jednej uczestniczce, o organizatorkach nie wspominając. Zamiast tego otrzymaliśmy nieuczciwą publicystykę autorstwa pracowników TVP i moralizatorskie nauki od „ekspertów”, czyli najczęściej dziennikarzy zaprzyjaźnionych mediów. Śladowe ilości informacji, za to masa opinii – rzecz jasna – krytycznych. Widz nie musi wiedzieć, co dokładnie się wydarzyło. Powinien natomiast mieć na ten temat wyrobione konkretne zdanie.

Z materiałów Telewizji Polskiej płynie prosty, choć momentami sprzeczny przekaz. Ludzie (a raczej agresywna masa) wykorzystali wyrok Trybunału Konstytucyjnego, by podjąć kolejną desperacką próbę uderzenia we władzę. Jednocześnie emocje podsycali lewicowi aktywiści. 

Podczas tych nocnych zamieszek łatwo rozpoznać twarze, które biorą udział w niemal każdym proteście, bez względu na to, czego on dotyczy. I tak od pięciu lat. – mówi lektor.

Miastem przeszedł chaos

Sobotni protest z 24 października określony został kolejną niespokojną nocą, a jego uczestników motywował – jak informuje prowadzący – totalny chaos. Od niedzieli autorzy materiałów przestali się patyczkować i zaczęli wprost nazywać protestujących lewackimi bojówkarzami, zadymiarzami, a ich działania bardzo dobrze skoordynowanymi atakami na kościoły, duchownych i wiernych. Informacje zastąpiły oceny i opinie – prowadzący Michał Adamczyk mówił o zwolennikach zabijania dzieci, którzy przekroczyli kolejne granice, a także o skandalicznych zachowaniach. Skończył program bez ogródek – Nazywana zabiegiem aborcja zawsze jest uśmierceniem nienarodzonego dziecka. Zawsze jest też tragedią matki i rodziny, której dotyka.

Takie określenia mogłyby równie dobrze znaleźć się na łamach „Gazety Polskiej”, tymczasem jest to oficjalna informacja podana w głównym wydaniu Wiadomości państwowej telewizji. Z każdym kolejnym dniem przekaz stawał się coraz mocniejszy. Prowadzący informowali o wojnie, w której pierwszym przeciwnikiem jest kościół, wojnie cywilizacji śmierci z cywilizacją życia, próbach podpalenia Polski, rozkręcaniu emocji do granic możliwości.

Lewacki faszyzm chce zniszczyć Polskę

Wraz z rosnącą frekwencją protestów pojawił się kolejny historyczny wątek. Zwolennicy aborcji eskalują żądania – domagają się jej w każdym momencie, na żądanie i wprost odwołując się do symboliki znanej z nazistowskich Niemiec – zapowiadał program Michał Adamczyk. Później autor materiału mówił o apelu Jarosława Kaczyńskiego wzywającego do obrony kościołów, a także o spontanicznie formujących się samoobronach w odpowiedzi na bierność policji.

Cały czas w materiałach powracał wątek pandemiczny – prezenterzy przypominali, że protesty są nielegalne, uczestniczą w nich siewcy śmierci, a unosi się nad nimi wirusowa chmura. Zapewniano widza, że uczestnicy Strajku Kobiet kierują się wyłącznie chaosem i chęcią obalenia rządu. Porzucili wszelkie wartości i – podobnie jak przedstawiciele ustrojów totalitarnych – niszczą kościoły i prześladują chrześcijan.

Walka z kościołem, bezczeszczenie świątyń, obelżywe okrzyki i chełpienie się rozpoczęciem wojny – to wszystko, choć w Polsce od lat niewidziane tak intensywnie, już było. Zlikwidowanie religii było podstawowym celem totalitaryzmów – niemieckiego nazizmu i sowieckiego komunizmu. Kto teraz ruszył do otwartej walki z kościołem? – pytał prezenter, zapowiadając program.

Agentura i lobbyści

Za wszystkim stoi rzecz jasna opozycja i mroczne, bliżej nieokreślone siły. W materiałach wielokrotnie padały sugestie, jakoby protesty wcale nie były oddolne, a w istocie służyły czyjemuś politycznemu interesowi. Ponadto ich uczestnicy to w większości młode osoby, które dały się zmanipulować. Choć pracownicy TVP nie udzielili głosu żadnej uczestniczce Strajku, sami wypowiedzieli się w imieniu młodzieży – Frekwencja protestów jest coraz niższa, bo wielu młodych ma dość skrajnie lewicowych ugrupowań, które zawłaszczyły protest i mówią innym, kim być i jak żyć. Marta Lempart przedstawiona została jako biznesmenka, wcześniej pracująca w rządzie, (a jakże) Donalda Tuska, której zależy wyłącznie na chaosie. Internetową zbiórkę na działania Ogólnopolskiego Strajku Kobiet prowadzący nazwał działalnością przynoszącą prywatnie kapitał nie tylko polityczny. W późniejszych serwisach pojawiły się niepodparte dowodami pomówienia, jakoby Lempart miała na sumieniu podejrzane biznesy.

Wreszcie, telewizja posunęła się do zwykłego kłamstwa – Kije bejsbolowe, pałki teleskopowe, gaz, a nawet młotek – to przejęty przez policję arsenał uczestników tzw. pokojowych demonstracji, zwolenników zabijania dzieci przed narodzeniem – powiedział lektor, opisując piątkowy „Marsz na Warszawę”. Zapomniał wspomnieć, że opisany sprzęt należał do kiboli, którzy na protestujących napadli, jak informował sam rzecznik Komendanta Głównego Policji, Mariusz Ciarka. Sprostowanie nigdy się nie pojawiło. Podobnie, jak nigdy TVP nie powiedziała, ile dokładnie wyniosła frekwencja Strajku Kobiet, choć Policja takie dane opublikowała. Mowa o kilkuset tysiącach demonstrantów w całym kraju, co oznacza największe demonstracje od 1989. Jak można nie wspomnieć o tym słowem? Owszem można – robiono to już 40 lat temu.

Partia z narodem, naród z partią

W latach 50. Władysław Gomułka dostrzegł możliwości, jakie daje telewizja w kształtowaniu życia politycznego społeczeństwa. Tym samym kilkanaście tys. odbiorników telewizyjnych w PRL zaczęło odbierać nie tylko słynne Teatr Telewizji czy Kabaret Starszych Panów, ale i utworzony z polecenia przewodniczącego KC PZPR Dziennik Telewizyjny. Licząca wówczas dwudziestu dziennikarzy redakcja miała określony sposób działania.

Szczególną wagę przywiązujemy do rozwoju tych form dziennikarstwa, które można by objąć mianem informacji kwalifikowanej. […] Wśród widzów przeważa pogląd, że pożyteczniejsza od informacji zdawkowej jest taka, która wyjaśnia tło, przyczyny, a niekiedy nawet przewiduje skutki wydarzeń – pisał naczelny Dziennika Tadeusz Haluch.

Owa informacja kwalifikowana stała się filarem DTV, który w połowie lat 70. osiągnął szczyt popularności – oglądało go wówczas 11 mln widzów. Główne założenia dziennikarstwa PRL (jeśli można je tak nazwać) opracował stojący na czele Komitetu do spraw Radia i Telewizji Maciej Szczepański. Poza formalnym ustaleniem co mogą mówić dziennikarze państwowej stacji, za kluczowe uznał on umacnianie zaufania społeczeństwa do partii i władzy ludowej poprzez, z jednej strony ukazywanie jej polityki w odpowiednim, pozytywnym świetle, z drugiej poprzez zwalczenie nieprzychylnych jej poglądów i koncepcji.

Przez lata polska propaganda rosła w siłę, a prawdziwym wyzwaniem okazały się dla niej strajki na wybrzeżu w sierpniu 1980 r. i następujący po nich „Karnawał Solidarności”.

Podobieństwo jest uderzające

W obliczu strajków 1980–1981, telewizja nie miała wyjścia – musiała je pokazać – mówi nam historyk i dziennikarz, profesor SWPS Adam Leszczyński – DTV robił jednak wszystko, żeby umniejszyć ich znaczenie i zasięg oraz zdyskredytować strajkujących (a zwłaszcza ich przywódców). Mówił więc np. o „warcholstwie” oraz o tym, że protesty szkodzą krajowi, ponieważ niszczą gospodarkę. Wzywał do „dialogu” i „spokoju”.

Przywódcy strajków byli więc: manipulatorami, agentami obcych sił (opłacanymi), wrogami Polski i Polaków, osobami skorumpowanymi, nieuczciwymi i o ogólnie podłych charakterach. Strajkujący byli zaś przedstawiani jako osoby zmanipulowane i otumanione przez „cynicznych graczy” – mówi profesor. – Podobnie jak dziś, także wówczas uciekano się do kłamania wprost, żeby przedstawić strajki w złym świetle (DTV np. straszył, że „Solidarność” zamierza używać przemocy i pokazywał rzekome magazyny z łańcuchami, pałkami i innymi tego typu narzędziami). Podobieństwo do retoryki Wiadomości dziś jest uderzające.

Metody podręcznikowe

Podobna jest nie tylko retoryka, ale i mechanizmy. W obu przypadkach informowania (a raczej opowiadania) o strajkach, mamy do czynienia z wybiórczym komentowaniem rzeczywistości. Materiał zawiera tezę, a wypowiadający się eksperci (najczęściej są to inni dziennikarze) tylko ją potwierdzają. Zamiast długich ujęć, ukazujących skalę protestów, telewizja pokazuje krótkie, pasujące do narracji fragmenty z np. wyjątkowo agresywnymi jednostkami. Sami strajkujący nie mają nawet szansy wypowiedzieć się do kamery. Ich motywacje tłumaczy natomiast autor materiału bądź rzeczony „ekspert”, przez co informacja ustępuje opinii, tworząc coś na kształt publicystyki, do tego nieuczciwej, bo nie uwzględniającej racji drugiej strony.

Manipulacja najbardziej widoczna jest jednak na poziomie językowym. Zarówno wtedy, jak i dziś, spiker zalewa widza wszelkiej maści określeniami wartościującymi, magicznymi, peryfrazami i niedopowiedzeniami. Stoczniowcy gdańscy mieli prowodyrów, stanowili niewielkie grupy wichrzycieli, a na wznieceniu niepokoi społecznych zależało pewnym środowiskom, wrogom wszelkiej maści, wcześniej rozjuszonym syjonistom. Byli to awanturnicy i warcholstwo, wreszcie element antysocjalistyczny. 

Uczestnicy Strajku Kobiet to uliczni zadymiarze i lewacka rebelia, reprezentują lewacki faszyzm, posłanki Lewicy to lewackie ekstremistki, ich postulaty – roszczenia, piorun w logo Strajku – odwołanie do symboliki znanej z nazistowskich Niemiec, a prawo do aborcji – prawo do mordowania dzieci nienarodzonych. Atak kiboli na protestujących to regularna bójka na rzekomo pokojowym marszu, a przeciwnicy Strajku – obrońcy życia, milcząca do tej pory większość i formujące się spontanicznie samoobrony. Trwa festiwal luźnych asocjacji. 

By skutecznie przekonać, komunikaty należy powtarzać. I tak TVP codziennie zaczyna program od tych samych słów – o atakach na kościół, duchownych i wiernych. W retoryce tej (jak w każdej innej propagandzie) jest jedna wielka sprzeczność – nasz wróg jest jednocześnie słaby i silny. Strajkujący są z jednej strony niebezpieczną dla wiary i kraju barbarzyńską siłą, której poświęcamy znaczną część antenowego czasu, z drugiej – nieudolnie, po raz wtóry próbują przejąć władzę, we współpracy z opozycją i zagranicą. Metody wręcz podręcznikowe.

Co z tym możemy zrobić?

Na Wiadomości nie można machnąć ręką, uznając, że nikt nie traktuje ich poważnie – jest odwrotnie. Według raportu

 

Wirtualnemedia.pl we wrześniu serwis TVP oglądalnością przebił Fakty TVN. Telewizję Polską należy zatem śledzić, jest ona bowiem szczególnie niebezpieczna – opowiada o wydarzeniach (przeważnie) prawdziwych, jednak robi to na modłę obozu rządzącego, tłumacząc w ten sposób rzeczywistość. By się bronić przed tym, musimy zwracać uwagę na słownictwo, zabiegi retoryczne, sposób ukazywania faktów i – przede wszystkim – zestawiać z innymi programami oraz informacjami z mediów internetowych. Tylko w ten sposób staniemy się wyczuleni na manipulację, obecną – bądźmy szczerzy – nie tylko w tym konkretnym medium.

W czasie stanu wojennego, Solidarność próbowała nawet zachęcać ludzi do widocznego bojkotu telewizji: o 19.30 masowo wychodzono na spacer – mówi historyk. Rzeczywiście, gdy władza próbuje nam wmawiać, jak powinniśmy myśleć, wieczorny spacer nie jest złym pomysłem.