Jak za jednym pociągnięciem pozbyć się włosów i pieniędzy

Depilacja – kapitulacja. Dla wielu kobiet bowiem depilacja to nierówna walka podsycana przez świat mody i biznesu. Czy kobiety mają w ogóle szansę odnieść gładkie zwycięstwo? Jeżeli tak, to za ile – czasu i pieniędzy?

Tekst: Natalia Jankiewicz

Jako studenci doskonale wiemy, że pisanie prac zaliczeniowych bywa ciężkie. Trzeba poświęcić dużo czasu i dobrze się przygotować. Sama myśl o tym przyprawia człowieka o dreszcze, szczególnie jeśli esej ma być w klasycznym „akademickim” stylu. Nierzadko też odwleka się to do ostatniej chwili, bo czeka się na tzw. zbawienie. Podobnie jest z depilacją. Jest bolesna, droga i też ma się cichą nadzieję, że może przyjdzie sroga zima i będzie trzeba chodzić w spodniach. Co więcej, jest też krótkotrwała – co się człowiek tych włosów pozbędzie, to znowu trzeba je golić. Pisanie esejów i depilacja są z pozoru różne, a tak wiele je łączy. Bo tak jak pisze się pracę uzasadniając „czego się nie robi na zaliczenie”, tak samo kobiety mogą westchnąć i odrzec – „czego to się nie robi dla urody…?”.

Wydawać by się mogło, że moda na depilację pojawiła się niedawno. Nic bardziej mylnego, bowiem jej pionierkami były już Egipcjanki w starożytności. Goliły dosłownie wszystko, tracąc dla niej nawet włosy z głowy. Oczywistym jest, że czyniono tak ze względów higienicznych i praktycznych. Początkowo depilacja była związana z doskwierającymi upałami. Wkrótce jednak stworzono kolejny powód, dlaczego należy usuwać owłosienie. Gładkie ciało zaczęto bowiem utożsamiać z „pięknem”. Włosy zaburzały poczucie estetyki, więc stworzono teorię (jak to człowiek ma w zwyczaju), że w nich jakoby czai się zło. Europejki w średniowieczu natomiast stanęły po stronie „praktyki”, więc praktycznie się nie goliły. Zgodnie z hasłami o skromności i „czystości” głoszonymi przez kościół, kobiety nosiły piękne, szerokie, bogato zdobione suknie, które opatulały je od szyi aż do ziemi.  Przy takiej ilości warstw tiulu, halek i koronek świat pod sukienką żył własnym życiem jak fauna i flora w parku narodowym. Wszystko rozwijało się bez przeszkód i bez żadnych ograniczeń, dzięki temu, że zostało objęte, jakże subtelną i dystyngowaną, ochroną “materialną”. Oczywiście i w tym przypadku praktyka wypracowała teorię. Tym razem jednak wygolone łono podobno stawało na drodze do zbawienia (ciii!). Ciało, a tym bardziej depilacja pozostały tematem tabu. Długie suknie przez setki lat świetnie pełniły swoją funkcję. Kobiety pięknie wyglądały, a przy tym były pozbawione kompleksów. Strój ten, który wręcz zakrywał każdy skrawek kobiecego ciała, czynił również z niewiasty niedostępną. Te zakazane owoce średniowiecznych czasów nierzadko pobudzały męską wyobraźnię…

Nie byłoby tego tekstu, gdyby człowiek nie znalazł sposobu, jak się na depilacji dorobić. A ponieważ takowy istnieje – to też i biznes świetnie się kręci. Wszystko zaczęło się w 1915 r. po publikacji reklamy w czasopiśmie Harper’s Bazaar. Piękna pani dumnie pokazuje jedwabiście ogolone pachy i tym samym w jednej chwili staje się obiektem westchnień kobiet i mężczyzn. Pierwszy raz zareklamowano wtedy produkt do usuwania włosów tak szeroko. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Warto zauważyć, że pojawienie się tego obrazka zbiegło się w czasie z modą na szlafroki bez rękawów. Stopniowo kobiety zaczęły się odsłaniać i zrzucać kolejne warstwy tkanin. Była to więc idealna okazja na rozkręcenie biznesu.

W 1943 r. aktorka Betty Grable pokazała nogi. Długie, piękne, blade, a co najważniejsze,  nogi.  Świat oszalał, a artystka stała się symbolem seksu. Każda kobieta zapragnęła być drugą Betty (a każdy mężczyzna takową w domu mieć chciał – najlepiej chodzącą w stroju kąpielowym i koniecznie z gładkimi nogami 24/7). Firmy wytwarzające żyletki i inne produkty do depilacji w mig zareagowały na wschodzące trendy promowane przez gwiazdy. Kobiety coraz śmielej pokazywały kolejne partie swojego ciała, a koncerny coraz chętniej się na tym dorabiały. Moda na pokazywanie nóg nie była wyłącznie efektem stopniowego odsłaniania się płci pięknej, ale również sytuacji na świecie. W latach 40. zabrakło bowiem materiału na pończochy. Jednak i to nie stanęło ostatecznie na przeszkodzie do bycia atrakcyjną kobietą. Przecież wystarczy ogolić nogę i namalować markerem „szew”. No właśnie. Trzeba było ogolić nogi. I tak do końca lat 40. kobiety – żeby im się zbytnio w domu nie nudziło – oprócz męża, dzieci, obiadów i sprzątania wzięły na swoje barki obok pach jeszcze nogi.

Stopniowo skracały się spódnice kobiet. Od tych do ziemi odeszła między innymi Coco Chanel, która na salony wprowadziła spódnice przed kolano. Krok po kroku, a może raczej kawałek po kawałku, obszar podlegający depilacji zaczął się rozszerzać. Kolejna odsłaniana część ciała oznaczała kolejną żyłę złota dla wielkich koncernów. Skoro widać, to trzeba dbać. Czyż nie? Aktualnie nogi, ręce, bikini, wąsiki, brwi, pachy – każdy skrawek naszego ciała może się pochwalić „spersonalizowaną” linią produktów do depilacji i późniejszej pielęgnacji. Najlepiej użyć 50 różnych kremów, żeby dostatecznie zabalsamować swoje ciało. Strach przed zmarszczkami po takiej ilości reklam w telewizji niedługo ma szansę znaleźć się na szczycie rankingu najczęstszych lęków w grupie kobiet 20-50 lat.

Aktualnie trudno wyobrazić sobie top modelkę z włosami pod pachami. Próbowano jaJulia Robertskiś czas temu, ale ostatecznie pomysł został mocno skrytykowany. Dzisiejsze poczucie estetyki zostało już zbyt silnie zakorzenione w społeczeństwie. Niestety promowanie takiego wizerunku, który wiele kobiet wpędza w kompleksy, jest na rękę wielu koncernom czy gabinetom kosmetycznym, które głównie z tego się utrzymują. Żyletki, żele, pianki, paski, woski, maszynki elektryczne, lasery i coraz to nowsze wynalazki. Wszystko produkowane w jednym celu.

Moda i chęć poczucia się piękniejszą rozkręciły cały ten włoski przemysł. Kobiety, chcąc zbudować pewność siebie i dogonić ideały, wpadają w spiralę niekończącej się depilacji. Aby „wyleczyć” się z tego gąszcza kompleksów, dziewczyny sięgają po szeroką gamę  produktów. Wszystko po to, aby poczuć się piękną. Kiedyś wszystkie chciały być jak Betty – z ogolonymi nogami, a dzisiaj – jak promowane przez media wyretuszowane celebrytki. Odkrywane jest całe ciało – tak więc całe powinno być bez skazy. Można powiedzieć, że wracamy do poczucia estetyki z czasów starożytności, ale z jednym wyjątkiem – nie wyrywamy sobie włosów z głowy. Z każdej strony zalewa nas fala propozycji, jak stać się Afrodytą XXI wieku – aż włos się jeży, jak wokół wszyscy suszą o to głowę… A to wszystko dlatego, że zaczęto dzielić włos. I to więcej niż na czworo.

Bibliografia:

życie.