Paryż wart jest Igi

Szary, październikowy tydzień. Deszcz, zimno, a jedynym symbolem złotej polskiej jesieni było objęcie całego kraju żółtą strefą. Pojawiła się jednak na naszym firmamencie gwiazda, która zdołała przyćmić w serwisach informacyjnych wszystkie złe wieści. Pierwsza wielka postać polskiego sportu urodzona w XXI w. – Iga Świątek.

Tekst: Sebastian Muraszewski

Siedem meczów, czternaście setów, ponad dwa miliony widzów przed telewizorami. Gratulacje ze wszystkich stron, składane przez wielu wybitnych sportowców i przedstawicieli władz państwowych. Żadne cyfry nie zdołają opisać skali sukcesu, jaki odniosła 19-letnia tenisistka na kortach Rolanda Garrosa. Nie chodzi o sam fakt odegrania polskiego hymnu po zakończeniu singlowego finału wielkoszlemowego, co wydarzyło się pierwszy raz w historii – nie udało się to takim sławom jak Jędrzejowska, Fibak czy Radwańska. Świątek zdominowała cały turniej, pokazując na korcie dojrzałość fizyczną i psychiczną. Wraz z sukcesem pojawiły się porównania do największych sław światowego tenisa, lecz Iga pisze własną historię. Jak to wszystko się zaczęło?

Z Raszyna do Paryża

Iga Świątek urodziła się w 2001 r. w Warszawie. Dość wcześnie zaczęła swoją przygodę z  rakietą w ręce, co nie może dziwić, patrząc na to, jakie związki ze sportem miała jej rodzina – ojciec był mistrzem Uniwersjady i olimpijczykiem z Seulu w wioślarstwie, siostra, podobnie jak Iga, trenowała tenis. Świątek w dzieciństwie ćwiczyła na kortach znajdujących się niedaleko jej domu w rodzinnym Raszynie. W wieku 15 lat dołączyła do warszawskiej Legii, a odpowiedzialna za sekcję tenisa w klubie organizacja Warsaw Sports Group, zapewniła jej sztab trenerski i finansowanie wyjazdów na zawody. Wtedy też zaczęły pojawiać się pierwsze sukcesy, jak zwycięstwo w turnieju ITF w Sztokholmie. Triumf ten smakował tym lepiej, że był to pierwszy w karierze Polki występ w zawodowym turnieju tenisowym. Świątek w tym samym roku dotarła również do ćwierćfinału juniorskiego French Open w grze pojedynczej, a na kortach Wimbledonu i Flushing Meadows, w parze z Mają Chwalińską, znalazły się w czołowej czwórce rozgrywek deblowych.

Iga Świątek – fot. Wikipedia Commons

Juniorskie triumfy przyszły dwa lata później. Pierwszy w Paryżu, w deblu, wraz z Amerykanką Caty McNally. Drugi już w kolejnym miesiącu, po gładkim zwycięstwie w finale gry pojedynczej na Wimbledonie. Podczas Letnich Igrzyskach Olimpijskich Młodzieży problemy zdrowotne Świątek sprawiły, że skończyła udział w turnieju singlistek na ćwierćfinale. W grze podwójnej Polka zdołała uniknąć perturbacji, jednak w finale na gorszą dyspozycję narzekała jej partnerka, Słowenka Kaja Juvan. Mimo to, para zdołała pokonać Japonki i zdobyła złoty krążek. O Świątek zaczynało być głośno. Upatrywano w  niej nadziei na wypełnienie pustki po Agnieszce Radwańskiej, która w tym czasie ogłosiła zakończenie zawodowej kariery.

W styczniu 2019 r. Polka zadebiutowała w rozgrywkach WTA w Auckland, jak i  w  seniorskim turnieju wielkoszlemowym. W drugiej rundzie Australian Open uległa Camili Giorgi, natomiast cztery miesiące później awansowała do pierwszej setki światowego rankingu. We French Open wygrała trzy mecze – za mocna dla Polki okazała się Simona Halep, z którą Świątek przegrała 1:6, 0:6. Po osiągnięciu przez Igę pełnoletności, jej ojciec podjął decyzję o wypowiedzeniu umowy z Warsaw Sports Group i Legią Warszawa. Tenisistce udało się jednak utrzymać swój sztab szkoleniowy, w którego składzie są m.in. trener Piotr Sierzputowski i psycholog Daria Abramowicz, która cały czas stara się dbać o stan mentalny młodej zawodniczki. Robi to, między innymi, poprzez utrzymanie jej koncentracji za pomocą określonych, często powtarzających się zachowań.

Iga Świątek – fot. Wikipedia Commons

Swój debiutancki seniorski Wimbledon, Świątek zakończyła na pierwszym meczu turnieju singlowego, przegrywając z Viktoriją Golubic. Lepiej poszło jej w Waszyngtonie, gdzie pokonała między innymi Carolinę Wozniacki, a udział w zawodach skończyła na trzecim spotkaniu. Rundę wcześniej odpadła z US Open zarówno w singlu, jak i w deblu. Był to jej ostatni turniej w 2019 r. Jesienią Polka skupiła się na leczeniu kontuzjowanej stopy i dwutygodniowym zgrupowaniu w Dubaju.

Rok 2020 Świątek zaczęła od dużego A – Australian Open. Skończyło się największym sukcesem w dotychczasowej karierze, czyli dotarciem do czwartej rundy turnieju wielkoszlemowego. Potem przyszedł czas na rozgrywki reprezentacyjne. Tenisistka wygrała wszystkie swoje mecze i przyczyniła się, w dużej mierze, do awansu Polski do play-offów Pucharu Billie Jean King, znanego również jako Puchar Federacji. Głównym zmartwieniem Igi było to, czy uda jej się wystąpić na Igrzyskach w Tokio. W zmaganiach olimpijskich miało wystartować 56 najlepszych tenisistek, a ze względu na maturę, Polka musiałaby zrezygnować z udziału w majowym turnieju w  Madrycie i jednocześnie utraciłaby dużo punktów rankingowych. Zastanawiano się nad wysłaniem specjalnej prośby do WTA o zamrożenie jej rankingu, ale okazało się, że w maju, z przyczyn wiadomych, nie odbędzie się ani turniej w stolicy Hiszpanii, ani matura.

Po bardzo dobrze napisanych egzaminach z rozszerzonego angielskiego i matematyki, nadszedł czas powrotu na wielkoszlemowe korty. Na drodze Świątek do zwycięstwa w US Open stanęła późniejsza finalistka – Wiktoria Azarenka. Nie było jednak dużo czasu na przeżywanie straconej szansy – za dwa tygodnie miał zacząć się przełożony French Open.

Welcome to the Jungle

Drabinka nie napawała optymizmem. W czwartej rundzie turnieju Świątek miała zagrać z  rozstawioną z numerem 1. Simoną Halep. Mecz dwóch pań rok wcześniej skończył się porażką Polki 1:6, 0:6 i trwał tylko 45 minut. Tegoroczne spotkanie było niewiele dłuższe, ale potoczyło się zupełnie inaczej. Sensacyjne, choć zasłużone zwycięstwo Igi 6:2, 6:1, spowodowało że stała się faworytką do końcowego triumfu. Wiele kilometrów dalej, nad Wisłą, szaleństwo nabierało coraz większych rozmiarów. Mecz półfinałowy i wielki finał były transmitowane w  ogólnodostępnej stacji i to w tej, która sport pokazuje tylko podczas wydarzeń charytatywnych – TVN. Zwycięstwo 6:4, 6:1 z Sofią Kenin było wisienką na torcie. Po wygranej, zaczęto dyskutować o tym, jakiej muzyki słucha 19-latka (piosenka Welcome to the jungle Guns’n’Roses towarzyszy jej przy wyjściu na kort), czy jak stosunkowo młody sztab, wpłynął na ukształtowanie Świątek. Znaleźli się oczywiście tacy, którzy od razu zaczęli pytać o igrzyska i inne szlemy. Niepotrzebnie. Jedyną rzeczą, jakiej można życzyć teraz Idze, to spokój. I zdanie egzaminu na prawo jazdy.

Spokój przydałby się również kibicom. Patrząc na współpracowników tenisistki i nią samą, w przyszłości można spodziewać się wiele dobrego. Tylko bez presji.