Na własnym pustkowiu – wywiad z zespołem My Own Wasteland

Kris, Pepe i Kostek, czyli Krzysztof Miller, Przemysław Pryfer i Konstanty Zdunek. Oto My Own Wasteland – trzech dzikich, przepełnionych pozytywną energią chłopaków, którzy zdążyli już postawić duże kroki na polskiej scenie muzycznej. Grają od trzech lat; w tym czasie zdążyli nagrać dwie płyty i wygrać ponad dziesięć konkursów muzycznych – a jednocześnie twierdzą, że dopiero się rozkręcają. Jak się poznali, co grają, jakie są ich plany na przyszłość?

Rozmawiała: Wiktoria Kolinko

My Own Wasteland. Od lewej: Pepe, Kris i Kostek, fot. fot.: Krzysztof Kamiński

MAGIEL: Powoli kończy się rok 2020. Jako zespół macie już trochę za sobą, sporo nagraliście i wiecie, co chcecie tworzyć. A jak zaczęła się wasza wspólna przygoda z muzyką?
PEPE: Pamiętam, że Krzysztof szukał zespołu na facebookowej grupie muzycznej. Szczególnie zależało mu na poznaniu ludzi, którzy lubią intensywne brzmienie, a w takim odnajduję się najlepiej. Gram na perkusji od dziesięciu lat, więc bez wahania do niego napisałem. W tym samym czasie napisał do niego Buffi, teraz już były basista zespołu, i tak powstało muzyczne trio. W międzyczasie poznaliśmy Kostka przy okazji grania koncertu w pubie 2KOŁA. Powiedział nam wtedy, że bardzo mu się podoba nasz styl. Skończyło się na tym, że dziś zajmuje miejsce Buffiego, który obecnie grywa w Pogłosie jako DJ.

Skąd pomysł na nazwę? Jak łączy się ona z waszą twórczością?
KRIS: My Own Wasteland w wolnym tłumaczeniu oznacza moje własne pustkowie. Na pustkowiu nie ma dosłownie nic. Jest to po prostu wolna przestrzeń, która może do ciebie należeć. Możesz tam robić wszystko, na co masz ochotę – głośno wykrzykiwać swoje myśli, nie przejmować się niczym, zbuntować się i zamknąć na zewnętrzny świat, który cię irytuje, a przy tym pozostać sobą. My Own Wasteland jest przestrzenią, która daje ci taką szansę.

W waszych utworach ważna jest więc niechęć do świata. Co jeszcze chcecie w nich przekazać?
KRIS: Niechęć do pewnych rzeczy na świecie, albo raczej sprzeciw wobec nich. Jako autor tekstów i wokalista staram się przekazywać w moich utworach frustrację wywołaną przede wszystkim tym, jak często natrafiamy w życiu na brak empatii, na ignorancję i na nienawiść. Mój styl sceniczny można by określić jako agresywny, chociaż agresję rozumie się na wiele sposobów. Kiedy śpiewam, rzeczywiście jest w tym agresja, ale ma ona na celu tylko i wyłącznie przyciągnięcie uwagi.

Co znaczyłoby, że ta szeroko rozumiana agresja ma więcej wspólnego z duchem protest songów niż z punkowym gniewem.
KRIS: Rzeczywiście, na pewno nie jest to typowo punkowy rodzaj agresji, jak ten, kiedy krzyczy się po prostu komuś w twarz, tylko raczej wykrzykiwanie czegoś w stylu: Hej, wszyscy! Zacznijmy w końcu się kochać! Moim celem jest tworzenie przemawiającej do ludzi muzyki w sposób, który ułatwi im zwrócenie uwagi na to, co dzieje się wokół nich. I podanie tego przekazu dalej.

fot. Krzysztof Kamiński

Czyli skupiacie się bardziej na wykrzyczeniu swoich emocji dla samych siebie czy jednak na przekazaniu ich innym?
KRIS: Staramy się to połączyć. Weźmy taki przykład: w moich tekstach wielokrotnie przewijają się refleksje, które snuję jako tzw. turysta warszawski. Jestem z Olsztyna, ale im dłużej mieszkam w większym mieście, tym więcej rzeczy zauważam i o tym właśnie piszę. Robię to więc dla siebie, ale to, o czym piszę najczęściej, dotyczy nie tylko mnie i moich indywidualnych losów.

Zatem niektóre wasze utwory można odczytać jako opowieści o Warszawie.
KRIS: Wszystkie nasze utwory mówią w ten czy inny sposób o nowoczesnym życiu, o życiu właśnie tutaj. Wydaje mi się, że ktoś, kto mieszka tu od zawsze, widzi swoje otoczenie inaczej, niż przyjezdny. Chciałbym przekazać takie przemyślenia innym, pokazać im to zjawisko z zupełnie innej perspektywy.

Inspiracja tematyczna wydaje się więc dość jasna. A jak to wygląda ze strony technicznej, instrumentalnej? Czy macie jakieś konkretne zespoły, którymi się inspirujecie?
KOSTEK: Myślę, że tak, chociaż każdy z nas inspiruje się oczywiście innymi rzeczami. Każdy jest inną historią i to nie wygląda tak, że czerpiemy tylko z jednego nurtu i fascynujemy się tylko jedną kapelą. Dla mnie szalenie ważne są dokonania muzyki punkowej z przełomu lat 70. i 80., mam tutaj na myśli zespoły takie, jak: Sex Pistols, Kult, T. Love, Klaus Mitffoch. Lubię również brzmienia zupełnie odmienne: funk, jazz, muzykę noisową. Moim zdaniem są to dość niecodzienne upodobania; są one dziwne i nieoczywiste, ale to w nich mogę odnaleźć cząstkę samego siebie.
KRIS: Ja natomiast dużo inspiracji czerpię z lat 90., a dokładniej z amerykańskiego grunge’u. Oprócz tego da się w naszej twórczości odnaleźć rytmy trochę podobne do Deftones, Queens Of The Stone Age czy Royal Blood. Mimo metalowo-rockowych brzmień, staram się tworzyć wokale bardzo liryczne, przy tym dynamiczne i wysokie. Wcześniej, gdy jeszcze mieszkałem w Olsztynie, miałem różne zespoły. Grałem z nimi bardziej metalowe rzeczy, chociaż bardzo chciałem zacząć eksperymentować z rockiem; w takim stylu, żeby moja muzyka trafiła do szerszego grona oraz przemycała dużo energii i szybkości.

Co się zmieniło u was przez te trzy lata od założenia zespołu?
PEPE: Po długich dyskusjach okupionych krwią, łzami i wieloma pudełkami pizzy, zdecydowaliśmy się na bardzo ważną dla nas zmianę – zmieniliśmy język utworów z angielskiego na polski. Zastanawialiśmy się, czy zamknięcie się na rynek zagraniczny nie sprawi, że narazimy się na ograniczenie rozgłosu, ale jednak dało nam to nowe pole do działania. Spotkaliśmy się z entuzjastycznym odbiorem tych utworów, które brzmiały inaczej, bo zostały przetłumaczone na polski. Stale się zmieniamy, dużo tworzymy, rozwijamy się jako muzycy. Płytę, którą wcześniej planowaliśmy wydać po angielsku, wydaliśmy całkowicie po polsku. Mam wrażenie, że od tego czasu robimy postępy z utworu na utwór.
KRIS: Przejście na język polski faktycznie było dla mnie, jako autora tekstów, bardzo stresujące i trudne. Po raz pierwszy byłem zmuszony zadać sobie pytanie, czy wszystkie myśli, które siedzą mi w głowie, na pewno będą odpowiednio wybrzmiewać, jeśli sformułuję je w języku polskim.

Ostatecznie uznałeś jednak, że będą.
KRIS: Tak, tylko na tej decyzji zaważyło trochę więcej czynników. Na przykład uważam, że jeśli śpiewa się w języku ojczystym, zwiększa się szansę na to, że widownia utożsami się z nami, pochyli się nad naszym przekazem. Tak jak powiedziałem wcześniej: ekspresja jest dla nas ważna, ale nie bardziej, niż dotarcie do naszych odbiorców z przekazem.

fot. Krzysztof Kamiński

Kwestia ekspresji jest przy tym niezwykle intrygująca. Ostatnio powstał teledysk do utworu A gdybyśmy tak, który nakręciliście zupełnie sami. Jest pełen jaskrawych kolorów, ruchu, światła. Jaka była wasza wizja tego projektu?
KOSTEK: Światła zdecydowanie współgrają z całym utworem i eksponują to, co się dzieje – uwalnianie się tej dzikości, która w nas siedzi, czy wręcz euforii, np. Krzysztofa, kiedy wykonuje partię śpiewaną. Każdy z nas miał być dodatkowo otoczony innym kolorem, co miało podkreślić, że każdy jest indywidualnością i na swój sposób przekazuje inną energię.

Można powiedzieć, że o ile rodzaje energii są różne, o tyle każdy z was ma jej w sobie mnóstwo.
KOSTEK: Piosenka sama w sobie jest jedną z najbardziej energicznych na całej płycie Bawić się śmiać. Stwierdziliśmy, że warto ją wyeksponować kolorami. Ważna jest tutaj także autentyczność, to znaczy nie chcieliśmy przedstawiać siebie tylko w wersji studyjnej, jako tzw. grzecznych chłopaków, tylko jako muzyków, którzy grają dzikie koncerty i pokazują to, jak bardzo lubią bawić się muzyką. Ten klip to tylko namiastka tego, co się dzieje na naszych koncertach.

Skoro już o tym mowa: zagraliście już sporo koncertów, a możliwość zagrania w niektórych miejscach, w których się pojawiliście, to wręcz wyróżnienie. Z których waszych osiągnięć jesteście najbardziej dumni?
PEPE: Jest trochę osiągnięć, którymi możemy się pochwalić. Uważam, że szczególnie ważne są: koncert na Juwenaliach Warszawskich na stadionie Syrenki, występ na Kortowiadzie dwa lata temu, ostatni koncert w Barczewie, gdzie graliśmy z Lipali i Romantykami Lekkich Obyczajów, a jeszcze dużo przed nami! Mamy nadzieję, że naszym następnym będzie zagranie na Juwenaliach UW. Nasze dwa utwory Bawić się śmiać oraz Ostatnia piosenka pojawiły się również w serialu Na dobre i na złe. Po tym, jak odcinek został wyemitowany, odnotowaliśmy ogromny wzrost popularności na YouTubie i nie tylko. Ludzie na koncertach potrafili podchodzić do nas i mówić, że usłyszeli o nas w TV i chcieliby kupić nasze płyty. Jeszcze jednym sukcesem, z którego jesteśmy niewątpliwie bardzo dumni, jest przejście do finału przeglądu Stage4YOU, jednego z najbardziej prestiżowych tego typu wydarzeń. Damy z siebie wszystko, żeby wypaść w nim jak najlepiej. Finał już wkrótce, chętnie przyjmiemy przesyłaną nam pozytywną energię.

Co jeszcze czeka was w najbliższej przyszłości? Planujecie kolejne koncerty, myślicie już o nowej płycie?
KRIS: Przyszłość jest na razie niepewna z powodu pandemii. Na pewno wykorzystamy najbliższy czas na dalsze tworzenie i nagrywanie nowych utworów, bo jesteśmy bardzo zadowoleni z naszych postępów i z tego, jak wygląda praca z naszym nowym basistą, Kostkiem. Jest to świetny muzyk i równie świetny człowiek; ma głowę pełną pomysłów, dzięki czemu praca jest jeszcze przyjemniejsza.
KOSTEK: Krzysztof, schlebiasz mi.
KRIS: Prawda jest taka, że obecnie piosenki tworzą się non-stop! W planach mamy jeszcze płytę, na której znajdzie się co najmniej dziesięć piosenek. Do każdej będziemy tak samo dobrze się przykładać – tak, żeby każda była profesjonalnie zaaranżowana i wykończona. Na ten moment musimy jeszcze dokończyć płytę Bawić się śmiać, bo chcemy dołączyć jeszcze teledyski.

Trzymam za was kciuki. Wierzę, że ta płyta to będzie coś.
KRIS: Żeby tylko. To będzie coś wspaniałego.