Miasto przyszłości

Wizje tego, co nas czeka w przyszłości, od zawsze rozbudzają wyobraźnię. Jak będzie wyglądać stolica Polski za 30 lat? Będzie szklana i wysoka? Zielona i pełna wody? Zakurzona i gorąca? Jedno jest pewne – Warszawa stanie przed nowymi wyzwaniami i będzie musiała zaadaptować się do globalnych trendów.

Tekst: Wojtek Piotrowski                 Grafika: Karol Kanigowski, Jan Stusio

Odpowiedzi na temat wyglądu miast w przyszłości podsuwają popularne filmy science fiction. Te bardziej optymistyczne pokazują biało-szklane wieżowce o fantazyjnych, organicznych kształtach i ogromne ilości zieleni. Bohaterzy poruszają się ultraszybkimi pojazdami i wiodą (przynajmniej z pozoru) pogodne życie jak w Dawcy Pamięci Phillipa Noyce’a czy kultowej wizji 2015 r. z Powrotu do Przyszłości Roberta Zemeckisa. Te bardziej ponure, jak Metropolis Fritza Langa czy Bladerunner Ridleya Scotta, malują wizję nieprzyjaznego miasta, które przytłacza swoją skalą i stłoczeniem. Czy przyszłość Warszawy pokryje się z którymś ze scenariuszy?

Rozsądek podpowiada, że rzeczywistość będzie nieco mniej spektakularna, jednak czekające nas zmiany mogą się okazać bardziej intensywne, niż moglibyśmy podejrzewać. Przyszłość nigdy nie jest do końca przewidywalna. Zwykle nas zaskakuje. To nie przypadek, że krainy przyszłości w parkach rozrywki zawsze starzeją się najszybciej, jak większość filmów science fiction. Architekci i projektanci muszą w nich najczęściej zmieniać dekoracje. To, co dziś wydaje się futurystyczne i kosmiczne, jutro może budzić uśmiech politowania – mówi Marlena Happach, dyrektorka Biura Architektury i Planowania Przestrzennego m.st. Warszawy.

 

Miasto większe i starsze

W 2018 r. Warszawę wg GUS zamieszkiwało 1 777 972 osób. Jednak wyniki badań zleconych przez urząd miasta wykazały, że w dni powszednie ta liczba wynosiła blisko 2,275 mln. Dokładna liczba nie jest znana, jednak wiadomo, że stale rośnie – rocznie o ok. 10–15 tys. (0,5–1 proc.). Chociaż horyzont oficjalnych szacunków GUS to jedynie 2035 r. i ciężko wskazać konkretne liczby, to biorąc pod uwagę globalne trendy, można się spodziewać, że pomimo ogólnego spadku liczby ludności w Polsce, w najbliższych dekadach liczba mieszkańców metropolii będzie wzrastać coraz szybciej kosztem populacji wsi i mniejszych miast. Od lat obserwujemy też napływ ludności do podwarszawskich miejscowości. Ci nowi mieszkańcy to najczęściej osoby uczące się bądź pracujące w stolicy, które odgrywają ważną rolę w jej życiu. Wartym odnotowania trendem jest również postępujące starzenie się społeczeństwa – w Warszawie w 2050 r. będzie mieszkać 600 tys. osób powyżej 65 roku życia. Implikuje to powstanie nowych potrzeb, jak i ograniczeń mieszkańców miast przyszłości.

Skala przyrostu ludności w Warszawie nie jest tak intensywna, jak w innych miejscach na świecie. W Melbourne w 2018 r. liczba ludności wzrosła o ponad 100 tys. (2,3 proc.), a całe miasto wygląda jak wielki plac budowy. Także w miastach krajów rozwijających się przewiduje się znaczny przyrost liczby mieszkańców, jak na przykład w Dar es Salaam, stolicy Tanzanii – o 4.39 proc w 2020 r. Mimo tych porównań wzrost ludności w naszym mieście nadal stanowi spore wyzwanie. Przez ostatnie kilkanaście lat liczba ludności w Warszawie wzrastała głównie w zewnętrznych dzielnicach takich jak Białołęka, Wilanów, Bemowo, a także w obszarach podmiejskich – w Pruszkowie, Ząbkach czy Babicach. Jednocześnie w latach 2007–2015 Śródmieście, Ochota i Mokotów zanotowały spadek liczby mieszkańców. Ten model rozwoju nie jest jednak optymalny ze względu na wykorzystanie przestrzeni, organizację transportu, a ponadto jakość życia w mieście.

Interesujące jest to, że według prognoz w najbliższej przyszłości zmieni się nie tylko wielkość popytu na mieszkania, ale także jego struktura – znacząco zwiększy się udział jednoosobowych gospodarstw domowych, w porównaniu do tych zajmowanych przez wieloosobowe rodziny. W konsekwencji jednorodzinne domy z ogródkami usytuowane na spokojnych przedmieściach, które do niedawna były marzeniem wielu młodych par, coraz częściej nie spełniają zmieniających się oczekiwań. Są zdecydowanie za duże do mieszkania w pojedynkę i za daleko od tętniącego życiem miasta. Również dla osób starszych, których udział w społeczeństwie będzie wzrastał, ta forma mieszkania wydaje się problematyczna. Trudności w utrzymaniu kontaktów międzyludzkich czy też załatwianiu codziennych spraw bez samochodu, którego prowadzenie może być niemożliwe z powodu pogarszającego się stanu zdrowia, lub który zwyczajnie może nie mieścić się w budżecie emeryta, to tylko niektóre niedogodności, które mogą napotkać starsze osoby zamieszkujące przedmieścia.

Samochodowa utopia

Wizja idealnego miasta z ciągle rozbudowywaną siecią dróg została spopularyzowana w połowie XX w. Podczas Wystawy Światowej w Nowym Jorku (1939 r.) Norman Bel Geddes we współpracy z koncernem General Motors zaprezentował efektowną makietę „Futurama” prezentującą miasto z autostradami prowadzącymi z centrum miasta do rozległych przedmieść, na których każdy mieszkał w domku z ogrodem. Idea ta niestety szybko okazała się złudna. Nawet najszersza droga stanie się zakorkowana, ponieważ samochód zwyczajnie zajmuje zbyt dużo cennego w mieście miejsca. Dotyczy to zarówno czasu w trakcie jazdy, jak i postoju na parkingu. Miejsce to alternatywnie można by przeznaczyć na rzecz bardziej wydajnego transportu publicznego, przestrzeni zielonej oraz przydatnych budynków. Gdy dodatkowo uświadomimy sobie inne negatywne konsekwencje korzystania z tego środka transportu, takie jak zanieczyszczanie powietrza, ślad węglowy czy tworzenie hałasu oraz niebezpieczeństwa na drodze, jasnym staje się, że era dominacji samochodów jako głównego sposobu komunikacji w mieście musi się skończyć.

Można się złościć na kierowców, ale prawda jest taka, że to częstokroć najwygodniejszy, najszybszy i wcale nie taki drogi sposób poruszania się po mieście. Wielopasmowe Aleje Jerozolimskie, tak samo jak dużo innych ulic w ścisłym centrum miasta, codziennie zachęcają tysiące samochodów do wjazdu do Śródmieścia, tym samym bardziej zasługują na miano Tras niż Alej. Zaparkować można natomiast na całkiem tanim publicznym parkingu, często wyznaczonym kosztem wąskiego chodnika. Dobrze rozwinięta sieć komunikacji miejskiej istnieje tylko w centralnej części miasta, a wszędzie indziej dojazd nią trwa długo. Oczywiście warto postulować jej rozbudowę, ale tam, gdzie gęstość zaludnienia jest mniejsza, utrzymanie sieci transportu publicznego jest bardzo kosztowne i nierentowne. Ścieżki rowerowe, nawet gdyby istniały, nie stanowią idealnego rozwiązania, bo pokonanie kilkunastu kilometrów to bardziej zadanie dla kolarzy niż atrakcyjna alternatywa komunikacyjna dla typowego mieszkańca. W rezultacie codziennie do Warszawy wjeżdza blisko pół miliona aut.

Miasto 15-minutowe

Aby zmienić obecną sytuację, w której większość mieszkańców jest uzależniona od samochodu, konieczne są gruntowne zmiany w projektowaniu urbanistycznym. Remedium na ten i inne problemy współczesnych miast wydaje się koncepcja miasta 15-minutowego. Zakłada ona, że wszystkie codzienne potrzeby związane z pracą, zakupami, nauką czy rozrywką można zaspokoić w odległości od domu nie dłuższej niż kwadrans spaceru lub jazdy rowerem. Dzięki temu ogranicza się ruch wewnątrz miasta oraz w oczywisty sposób ułatwia korzystanie z innych form transportu niż samochód.

W tak zaprojektowanej okolicy kwitnie życie społeczne, ponieważ ulice są spokojniejsze i bardziej przyjazne – nie muszą już pełnić funkcji szerokich tras prowadzących do centrum. Łatwiej też o zachowanie bezpieczeństwa i poczucie przynależności, ponieważ dzięki większej lokalności sąsiedzi i przedsiębiorcy mają większe szanse wzajemnie się poznać i nawiązać relacje. Bezpieczeństwo jest też skutkiem wielofunkcyjności takiego rozwiązania – miasto 15-minutowe „żyje” zarówno rano, gdy mieszkańcy uprawiają jogging, w ciągu dnia, gdy są w pracy, jak i wieczorem, gdy wychodzą do restauracji czy na spotkania z przyjaciółmi.

Niestety, we współczesnej Warszawie w najbliższej okolicy większość potrzeb mogą zaspokoić jedynie mieszkańcy kilku wewnętrznych dzielnic. Aby cała Warszawa stała się takim miastem, niezbędne są plany przestrzenne zakładające obecność budynków i przestrzeni o zróżnicowanych funkcjach, a nie jedynie mieszkań i Żabek, albo tylko biurowców i banków. Jednym z pierwszych kroków w kierunku stworzenia Warszawy jako miasta 15-minutowego jest zwiększenie gęstości zaludnienia, która jest obecnie o ponad 600 osób na kilometr kwadratowy mniejsza niż np. w Kopenhadze, oraz planowanie sieci transportu publicznego równocześnie z powstawaniem nowych inwestycji mieszkaniowych. Kolejnym krokiem są zapisy prawne zachęcające do powstawania budynków pełniących jednocześnie funkcje biurowe, mieszkaniowe jak i usługowe. Niezbędne jest też wsparcie działania lokalnych biznesów – tutaj rozwiązaniem mogłyby być np. preferencyjne warunki najmu, czy przeciwdziałanie powstawaniu kolejnych sklepów wielkopowierzchniowych i centrów handlowych na obrzeżach miasta.
Są to pomysły poważnie rozpatrywane również w stołecznym ratuszu. Warszawa musi być policentryczna i wielofunkcyjna. Miejsca pracy powinny być dużo bardziej równomiernie rozłożone na obszarze całego miasta. – mówi Marlena Happach z Urzedu Miasta – Aktualnie rozwijamy ideę miasta z centrami lokalnymi, usługami oraz miejscami pracy na miejscu. Propagujemy je w ramach projektów Osiedla Warszawy. Dla obszarów głównie poprzemysłowych sporządzamy koncepcje wielofunkcyjnych obszarów miasta. Planujemy na nich nie tylko domy mieszkalne, ale także szkoły, przedszkola, inne obiekty użyteczności publicznej, a także skwery, parki i place. Mamy gotowe takie opracowania m.in. dla obszarów rejonu ulicy Szwedzkiej, Starych Świdrów z dawną fabryką domów, pofabrycznych terenów dawnego FSO Żerań czy Portu Żerańskiego. W perspektywie kilku dekad w każdej z tych lokalizacji mogą pojawić się tysiące nowych mieszkańców.

Kryzys klimatyczny

Skutki zmian klimatycznych, odczuwane już w tym momencie na całym świecie, znacząco się nasilą do 2050 r. – także w Polsce. Intuicja podpowiada, że przecież nie grozi nam zalanie przez wody oceaniczne, ani tropikalne huragany – to prawda, ale to nie znaczy, że bolesne konsekwencje ominą nasz region. Niespotykane susze już w 2019 r. doprowadziły do ograniczeń w korzystaniu z wody w 250 polskich gminach. Miasta, mimo że tworzą iluzje odseparowanych od natury, wcale nie są od niej niezależne, a letnie upały są szczególnie dotkliwe właśnie tam. Wynika to z efektu miejskiej wyspy ciepła – betonowe przestrzenie nagrzewają się od promieni słonecznych, a następnie wieczorem i w nocy oddają nagromadzone ciepło. Dodatkowo gęsta zabudowa utrudnia sprawny przepływ powietrza (co jest też przyczyną gromadzenia się zanieczyszczeń powodujących smog). Bardzo mały udział powierzchni przepuszczalnych takich jak tereny zielone, czy niezabetonowany grunt zaburza poziom wilgotności w mieście. Prowadzi to do gwałtownych opadów konwekcyjnych, tak intensywnych, że system kanalizacji (obciążony przez wspomniany brak powierzchni przepuszczalnych) nie jest w stanie skutecznie odprowadzić wody. Bez drastycznych zmian wszystkie te zjawiska zdecydowanie się nasilą, powodując lokalne podtopienia i bardzo utrudniając codzienne funkcjonowanie w mieście.

Podstawową odpowiedzią na kryzys klimatyczny w obrębie miasta jest inwestowanie w miejską zieleń. Drzewa, zapewniając cień i nieakumulując ciepła, skutecznie obniżają odczuwalną temperaturę podczas upałów. Tereny zielone oznaczają też więcej powierzchni mogącej zarówno wchłaniać, jak i magazynować wodę, co jest kluczowe z punktu widzenia gospodarki wodnej. Chodzi tutaj o duże parki, ale również rozwiązania w mniejszej skali – drzewa przy drogach, zielone skwery, trawniki zamiast betonowych placów, zielone torowiska, aktywne biologicznie dachy budynków, czy przystanków komunikacji miejskiej. Lepsze gospodarowanie wodą można osiągnąć także ograniczając sadzenie zieleni wymagającej regularnego podlewania, lub wprowadzając rozwiązania akumulujące deszczówkę – którą można wykorzystywać do spłukiwania toalet lub podlewania roślin. Warto pamiętać również o szerszym kontekście, w którym jako miasto nie tylko odczuwamy skutki zmian klimatycznych, ale również je powodujemy. W ich spowolnieniu pomogłoby bardziej efektywne wykorzystywanie energii i czerpanie jej z bardziej zrównoważonych źródeł. Można to osiągnąć dzięki wspomnianym już zmianom w projektowaniu przestrzeni miejskiej wspierającym niskoemisyjne formy transportu oraz wzrostowi wykorzystania energii z odnawialnych źródeł. Oczywiście niezmiernie ważną rolę odgrywa roślinność, w końcu w procesie fotosyntezy pochłaniany jest dwutlenek węgla.

Podobne wnioski znajdziemy w przyjętej w zeszłym roku strategii adaptacji do zmian klimatu. Również Warszawa, w 2019 r., podczas konferencji COP25, postawiła sobie ambitny cel osiągnięcia neutralności emisyjnej do 2050 r.. Oznacza to z jednej strony konieczność zmiany struktury udziału poszczególnych źródeł energii wykorzystywanej w mieście, a z drugiej dążenie do wprowadzenia lub utrzymania jak największej ilości pochłaniaczy CO2 – roślinności czy gleby. Pozostaje mieć nadzieję, że deklaracje te nie pozostaną prawdziwe jedynie na papierze.

Smart City

Hasło „miasto przyszłości” automatycznie kojarzy się z nowinkami technologicznymi – w końcu to one gwałtownie zmieniają to, jak funkcjonujemy. Niezaprzeczalnie, internet, smartfony i zaawansowane algorytmy wpływają na różne obszary życia, także w mieście. Mimo tego, od dłuższego czasu budownictwo czy transport ewoluują bardzo powoli. Przed 30 laty budynki, choć w nieco innym stylu, powstawały przy wykorzystaniu podobnej technologii co obecnie – tak samo, drogi, czy pojazdy. Obserwowane zmiany są w dużej mierze kosmetyczne – coraz to nowe fasady, czy kształty karoserii kryją niezmienione wnętrze. Elektryczne samochody, które stały się symbolem przyszłościowego i ekologicznego rozwiązania, rzeczywiście ograniczą emisję CO2, ale produkcja prądu nie jest, i jeszcze długo nie będzie, neutralna dla klimatu. Niezależnie od napędu, samochód nadal będzie zajmował cenną przestrzeń, a pomimo braku spalin nadal będzie zanieczyszczać powietrze, wzbijając uliczny kurz. Inteligentne systemy sygnalizacji świetlnej, Google Maps analizujący ruch na drogach w czasie rzeczywistym, popularyzacja aplikacji taksówkowych, czy samochody autonomiczne pozwalają efektywniej wykorzystywać przestrzeń drogową, jednak nie jest to rewolucja, która ma szansę odcisnąć piętno na tym, jak będzie wyglądać Warszawa w przyszłości.

Termin Smart City budzi też uzasadnione obawy związane m.in. z naszą prywatnością. Już teraz w Chinach funkcjonuje „System Zaufania Społecznego” – metoda oceny obywateli na podstawie terminowego płacenia podatków, działalności charytatywnej, ale również tego, jak zachowują się w przestrzeni miejskiej. Jak podaje portal Comparitech, w 2020 r. w Chinach będzie zamontowanych 2,29 mld kamer przemysłowych służących do kontrolowania działań obywateli. Czy tak musi wyglądać inteligentne miasto – takie, które pozwala wielkim korporacjom czy autorytarnym władzom utrzymywać kontrolę nad mieszkańcami?

Termin „smart city” został wypaczony przez szereg negatywnych przykładów, jednak należy się zastanowić w jaki sposób technologia mogłaby być wykorzystana w pozytywny sposób. Musimy nauczyć się mądrze czerpać z nowoczesnych rozwiązań, które z pewnością będą stanowić integralną część miasta przyszłości – przekonuje Justyna Kościńska, socjolożka i aktywistka ruchu Miasto Jest Nasze (MJN). Użyteczność technologii dostrzegamy szczególnie teraz, gdy nasze życie przeniosło się w dużej mierze do internetu. Warto pamiętać, że miasto to nie tylko budynki, drogi i ludzie, ale również szereg procesów. Innowacyjne rozwiązania mogą okazać się szczególnie cenne np. w obszarze administracji publicznej czy segregacji śmieci.

Rok 2020 nauczył nas, że rzeczywistość potrafi zaskakiwać. Być może w najbliższych latach powstanie wynalazek, który zrewolucjonizuje miejskie życie. Mimo to, wydaje się, że odpowiedzi na to, jak będzie oraz jak powinno wyglądać miasto przyszłości należy szukać tu i teraz. Czas wielkich planów i projektów minął, a potrzebujemy zmian przede wszystkim na lokalnym szczeblu i to one realnie wpłyną na codzienne życie za 30 lat. Są obszary działań, które nie przynoszą rozgłosu i ciężko ubrać je w efektowne hasła, ale to właśnie na nich powinna być skupiona nasza uwaga. Być może od terminu „smart city” lepszy jest „mądre miasto”, czyli takie, które rozwiązuje realne problemy mieszkańców wykorzystując do tego różne środki – w tym technologię.

Postpandemiczny świat

Aleksandra Litorowicz – kulturoznawczyni, prezeska Fundacji Puszka i pomysłodawczyni organizowanego do 2019 r. Międzynarodowego Konkursu FUTUWAWA na najlepsze pomysły dla Warszawy przyszłości zwraca uwagę na wyjątkowość momentu, w którym się znajdujemy. Przez kilka edycji Konkursu zgromadziliśmy ponad 500 propozycji, od tych całkiem realnych, gotowych do realizacji, po wizje futurystyczne, utopijne, a nawet dystopijne. Nie chodziło jednak o ich realizację – to było ćwiczenie z myślenia, poznanie pomysłów na miasto proponowanych przez profesjonalistów i amatorów, uwspólnianie wiedzy, poszerzanie pola miejskiej wyobraźni. Mam wrażenie, że na tamten czas projekt świetnie spełnił swoje zadanie, pokazywał projekty drobnych interwencji i rozwiązań urbanistycznych, propozycji dla placów, Wisły, centrów lokalnych, skrzyżowań, mostów, budynków mieszkalnych, nieużytków, a nawet ekologicznego krematorium.

A jak mogłaby wyglądać tegoroczna edycja konkursu? FUTUWAWA 2020 nie mogłaby się obejść bez propozycji radykalnych, elastycznych, reagujących na palące realia, a właściwie kryzysy teraźniejszości. Takie, które akcentują nie tylko nasze bycie w coraz lepszym mieście, ale te skupiające się na… przeżyciu. Człowieka, bioróżnorodności, planety. Pandemia koronawirusa niewątpliwie zmieniła nasze postrzeganie świata i stała się katalizatorem zmian, jednak, jak wspomina Aleksandra, to tylko jedno z trudnych zadań stojących przed architekturą i sztuką. Jak tworzyć schronienia? Jak przywrócić bioróżnorodność? Jak reagować na epidemię otyłości, depresji, pogłębiające się nierówności, wszelkiego rodzaju wykluczenia? – stawia pytania Aleksandra.

Zamknięcie w najbliższej okolicy uświadomiło nam, jak bardzo potrzebujemy zieleni i przestrzeni publicznych dobrej jakości w miejscu, gdzie mieszkamy. Ogromne puste ulice pokazały, jak wiele przestrzeni zostało podporządkowane w stu procentach samochodom, a ryzyko zakażenia skłoniło do skupiania się na tym, co lokalne. Jak dodaje Marlena Happach: Wahania koniunktury i kryzys przypomniały nam, że gospodarki nie można opierać tylko na usługach (już połowa całej powierzchni biurowej w Polsce jest w Warszawie – przyp.red.), albo na turystyce, targach i kongresach, ważny jest też przemysł. Produkcja żywności i potrzebnych towarów powinna się odbywać blisko, lokalnie, także w mieście.

W wielu miastach w Europie pierwsza fala zachorowań okazała się impulsem do wprowadzenia zmian w mieście. W Londynie, aby umożliwić utrzymanie dystansu społecznego zamknięto dla samochodów kilometry głównych arterii w centrum. Władze Tallina zdecydowały się natomiast na stworzenie w centrum miasta wielkiego ogródka restauracyjnego, wspierając tym samym lokalne biznesy gastronomiczne. W Paryżu wyznaczono dodatkowe pasy rowerowe, na co przeznaczono niemal 300 mln euro. Chociaż rozwiązanie z założenia jest tymczasowe, to, jak mówi burmistrz Anne Hidalgo, władze miasta nie wyobrażają sobie, żeby wróciły do sytuacji sprzed pandemii. Mniejszy ruch samochodowy spowodowany lockdownem sprawił, że opisane zmiany stały się mniej bolesne i łatwiejsze do zaakceptowania, tym samym znacząco przyspieszył proces odzyskiwania przestrzeni miejskiej na rzecz pieszych, czy rowerzystów.

Niestety najbardziej radykalne działanie, na jakie zdecydowały się władze Warszawy, to zamknięcie jednego pasa ruchu na Placu Zbawiciela, dzięki czemu mogły poszerzyć się ogródki tamtejszych restauracji. Zaproponowany przez aktywistów miejskich projekt ograniczenia ruchu samochodowego na większej liczbie ulic, który wsparłby przedsiębiorców i umożliwił zachowanie bezpiecznej odległości przechodniom i rowerzystom, został odrzucony.

Czas na zmiany

Mimo że czasami można odnieść wrażenie, że nasze starania o lepszą przyszłość nie mają realnego wpływu na rzeczywistość, jak podkreśla Justyna Kościńska z MJN – trzeba podejmować działania. Część indywidualnych przedsięwzięć takich jak np. rezygnacja z używania plastikowych słomek, niestety daje nam głównie samosatysfakcję i ma niewielkie oddziaływanie na globalną produkcję plastiku. Tym, co może zrobić indywidualna osoba, jest włączenie się w działanie społeczności lokalnych i ruchów miejskich. W ten sposób mamy więcej możliwości wpływania na procesy zachodzące w okolicy.
Każdy może też włączać się w procesy partycypacyjne takie jak konsultacje społeczne. Aktualnie ratusz organizuje Panel Klimatyczny mający na celu wypracowanie rekomendacji w sprawie zwiększania efektywności energetycznej stolicy oraz udziału odnawialnych źródeł energii w zasilaniu miasta. Jego punktami kulminacyjnymi będą spotkania panelistów. Głos mieszkańców zaprezentuje od 80 do 100 osób wylosowanych spośród wszystkich pełnoletnich Warszawiaków. W tym celu zostało wysłanych do mieszkańców 18 tys. listów z propozycją udziału. Gdy trafi nam się okazja uczestniczenia w pierwszym panelu obywatelskim w Warszawie, nie można jej przepuścić – przekonuje Justyna. Marlena Happach dodaje: Wspólnie z mieszkańcami chcemy wypracować rekomendacje jak zwiększać efektywność energetyczną Warszawy i udział odnawialnych źródeł energii w zasilaniu miasta. W dyskusji nie zabraknie ekspertów oraz przedstawicieli ratusza. Opowiemy, jakie wyzwania stoją przed miastem Warszawą oraz wyjaśnimy, w jakich ramach prawnych możemy się poruszać.

Miasto Jest Nasze, ale też Młodzieżowy Strajk Klimatyczny, Zielone Mazowsze i inne prężnie działające ruchy faktycznie mają wpływ na to, jaka Warszawa czeka nas w 2050 r. Patrzą na ręce władzom, postulują konieczne zmiany i edukują społeczeństwo. Oznacza to, że możemy nie tylko trzymać kciuki, ale sami sprawić, że miasto, w którym żyjemy, będzie bardziej zrównoważone, zielone, z wielofunkcjonalnymi przestrzeniami publicznymi zaprojektowanymi z myślą o różnych grupach społecznych, i wspierającymi lokalną integrację. W takim mieście przyszłości znajdzie się też miejsce na szklane drapacze chmur, autonomiczne pojazdy i sztuczną inteligencję – to będzie prawdziwie mądre miasto.