Henri de Toulouse-Lautrec

Doprawdy Lautrec, jest pan geniuszem deformacji! – miała krzyknąć piękna Yvette Guilbert, gwiazda Mouline Rouge, gdy ujrzała, jak sportretował ją malarz. Zapewne twarz przeciętnego wicehrabii wykrzywiłaby się na te słowa w znamiennym oburzeniu. Co innego nieproporcjonalne oblicze Henriego de Toulouse-Lautreca, arystokratycznego karła, geniusza o okaleczonym ciele, który sam o sobie mówił – J’ai deux vies! (Mam dwa życia!).

Tekst: Klaudia Januszewska

Na swoich obrazach eksponował istotę najpospolitszej, najbardziej rażącej brzydoty, a za główny obiekt zainteresowania obrał zdegradowaną część społeczeństwa, ludzi nędznych i wzgardzonych. Henri de Toulouse-Lautrec zapatrzył się w rzeczywistość odartą ze złudzeń, dlatego nigdy nie polerował swoich drucianych okularów. Twierdził, że w sztuce nie ma niestosownych tematów, tym samym miażdżył oczekiwania kabotyńskich sfer swoją krótką laską nazywaną haczykiem do zapinania butów. To właśnie w jego montmartrskiej pracowni płótna zapełniały się płaskimi plamami i ekspresyjnymi liniami przechodzącymi w prowokacyjne kształty. To pod trzymanym w masywnej dłoni pędzlem prawda i dekoratywność stawały się niepowtarzalną, integralną jednością. To przy akompaniamencie śpiewu paryskiej bohemy Lautrec zrewolucjonizował i podniósł plakat do rangi sztuki.

Ofiara rodu z tradycjami

Małżeństwa między krewnymi w imię podtrzymania szlachetnej krwi nie były we francuskiej arystokracji żadnym odstępstwem, toteż owocem takiego związku stał się urodzony 24 listopada 1864 r. w Albi Henri de Toulouse-Lautrec. Już we wczesnym dzieciństwie u chłopca ujawniła się genetyczna wada kości (skutek kazirodczego związku rodziców). Nieproporcjonalna budowa ciała i niski wzrost (zaledwie 152 cm) rzuciły dramatyczny cień na całe życie dorastającego artysty. Już jako świadomy malarz mieszkający w Paryżu, niby dla zabawy, objeżdżał wystawy w Salon de Paris na wózku inwalidzkim, chociaż najbliżsi wiedzieli, że to wyłącznie rozpaczliwa poza, bo chodzenie sprawia mu niebywały ból. Duża doza żartu i dystansu, z jaką Henri podchodził do swojego kalectwa, nie była jednak w stanie przysłonić przepełnionych obrzydzeniem kobiecych spojrzeń rzucanych w jego stronę.

Socjolog prostytucji

Już w początkowych pracach nastoletniego Henriego zaczęła rysować się widoczna skłonność do uwydatniania niedoskonałości, co stało się później jego znakiem rozpoznawczym. Młody Lautrec, często chory i przykuty do łóżka, postanowił poświęcić się sztuce, więc rozpoczął naukę pod okiem znanych malarzy w Paryżu. Zamieszkał na sławetnym Montmartre, dzielnicy będącej odzwierciedleniem duszy niezaspokojonych artystów, dzielnicy stepującej w rytm kabaretów Moulin Rouge, dzielnicy absyntem i koniakiem płynącej.

Henriego przyciągnęła zakazana atmosfera rozpustnego rejonu sztuki, przez co tematy jego prac stawały się coraz bliższe naturalizmowi. Odważny styl wicehrabiego sprawił, że środowisko, z którego się wywodził, zupełnie się od niego odcięło. Z biegiem czasu aspirujący postimpresjonista, upojnie poddający się wszelkim rozkoszom życia, został maskotką prostytutek. Te z kolei często stawały się jego modelkami (wyjątkową słabość miał do rudowłosych kobiet). Jego fascynacja wybiegała jednak daleko poza ich niepospolita urodę. Na obrazach postanowił oddać ułomności, samotność i wyobcowanie kobiet z domów publicznych. Z równie płonącą pasją malował tancerki występujące na deskach kabaretu. Tworzył portrety prawdziwych gwiazd takich jak: Yvette Guilbert, Jane Avril czy Louise Weber. To właśnie dzięki słynnemu plakatowi przedstawiającemu Weber, przygotowanemu dla Moulin Rouge i zatytułowanemu La Goulue, zyskał sławę w Paryżu. Plakaty tworzone przez Lautreca, początkowo lekceważone, z czasem ozdobiły wszystkie mury Paryża, a kolekcjonerzy krążyli nocami po mieście, zdzierając jeszcze wilgotne od kleju grafiki. Henri de Toulouse-Lautrec stał się dokumentalistą paryskiej bohemy.

Delirium tremens i syfilis

Pewnego samotnego wieczoru Henri de Toulouse-Lautrec miał zasiąść w barze, pochylić się nad szklanką szmaragdowego absyntu i zapytać sam siebie – Wiesz, co to znaczy być prześladowanym przez kolory? Dla mnie w kolorze zielonym jest coś z diabelskiej pokusy. Zbyt dużą pokusą jednak okazał się dla niego sam absynt i częste korzystanie z uciech domów publicznych. Ostatnie lata życia Lautreca przekształciły się w dramat, gdy do dającej o sobie znać choroby alkoholowej i rozwoju nieuleczalnej wtedy kiły dołączyły halucynacje oraz chroniczna bezsenność. Sam Henri powiedział kiedyś, że wypali się przed czterdziestką. Zmarł 9 września 1901 r. w wieku 36 lat. Ostatnie słowa skierował do ojca, brzmiały – Stary głupiec.