W szponach radykalizmu

Na wielogodzinnych przesłuchaniach bombardowano nas pytaniami, na które musieliśmy odpowiadać natychmiast, bez zastanawiania się. Wbito nam do głowy pewne formułki, które wciąż powtarzaliśmy. Tak o kościele scjentologicznym opowiada Mariette Lindstein, która po 25 latach spędzonych w tej organizacji zdecydowała się z niej odejść. Tymczasem sytuacja w radykalnych ugrupowaniach skrajnej prawicy nie różni się od bezrefleksyjnego przynależenia do sekt aż tak bardzo, jak moglibyśmy sądzić.

TEKST: RAFAŁ JUTRZNIA

Do Polski przyjechałam przede wszystkim dlatego, że nie podobało mi się to, co działo się we Francji w kwestii imigracji z krajów Afryki Północnej. Na obrzeżach Paryża budowały się getta, które wiążą się z niebezpieczeństwem dla mieszkańców. Kiedy byłam w gimnazjum, miałam do czynienia z ludźmi, których dzisiaj porównałabym do polskich kiboli. To była ta sama klasa społeczna. Wtedy problem widziałam w samej imigracji, dziś już wiem, że chodziło o brak odpowiedniej integracji z francuskim społeczeństwem. Do tego doszła daleko idąca laicyzacja, która mnie – osobę głęboko wierzącą – oburza. – mówi moja rozmówczyni, która nie zdecydowała się podać swojego imienia do wiadomości publicznej. O dziwo nie ze względu na strach i konsekwencje ze strony radykałów, tylko z troski o swoje imię, którego historię i tak wystarczająco już nadszarpnęła. Dla ułatwienia nazwijmy ją więc Justyną.

Dał nam przykład Bonaparte

Radykalne poglądy nie pojawiają w ludziach znikąd. Do ich powstania lub – w przypadku Europy – zmartwychwstania przyczynił się tzw. przez skrajną prawicę konflikt cywilizacyjny, który przybrał na sile w ostatnich latach. Społeczeństwa przyzwyczajone przez długie lata do kulturowej jedności przeżyły niemałe trzęsienie ziemi, kiedy nasileniu uległy ruchy migracyjne z państw Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej.

Marsz Niepodległości 2017 (fot. TG Sokół)
Marsz Niepodległości 2017 (fot. TG Sokół)

Gdy Justyna opowiada o niebezpieczeństwach, które czyhają na przedstawicieli „cywilizacji europejskiej” ze strony imigrantów, zatrzymuje się dłużej przy sytuacji z gimnazjum. Odważyła się skrytykować islam. Być może nie była to konstruktywna krytyka, ale mieliśmy wtedy 15 lat. W odpowiedzi na swoje zdanie spotkała się z groźbami i zastraszaniem. Chcieli, żeby się ich bała. Ona z kolei wiedziała, że bać się nie może – w końcu jest u siebie. Wspomina też o niedawnym zabójstwie nauczyciela we Francji, który na zajęciach o wolności słowa pokazał karykaturę Mahometa. W odpowiedzi na to 18-letni Czeczen obciął mu głowę. Właśnie do tego prowadzi fundamentalizm i radykalizm, bez względu czy jest islamski, czy narodowy – kontynuuje moja rozmówczyni.

Justyna urodziła się i wychowała we Francji, gdyż jej rodzice wyemigrowali z Polski za chlebem. W swoich wyobrażeniach o ojczyźnie widziała państwo idealne opierające się zachodowi i walczące o podtrzymanie swojej religii oraz tradycji. Sądziła, że znajdzie tutaj ludzi, którzy w życiu kierują się myślą Kościoła, choć – jak sama twierdzi – później zrozumiała, że to, co robiła, nijak miało się do filozofii chrześcijańskiej. Ruchami skrajnej prawicy zaczęła interesować się na przełomie gimnazjum i liceum. Zafascynowało ją to, że mówiły emocjonalnym językiem o wspólnym wrogu, a przez to podzielały jej ideały. Dziś wiem, że główną cechą każdego populizmu jest gra na emocjach – dodaje, biorąc łyk jeszcze gorącej kawy.

Choć nigdy oficjalnie nie stała się częścią Ruchu Narodowego lub Młodzieży Wszechpolskiej, chodziła na manifestacje i spotkania, a także należała do grup na Facebooku, w których aktywnie się udzielała. Swoimi opiniami przykuła uwagę administratorów, którzy nawiązali z nią kontakt. Jeden z nich zaproponował jej zrealizowanie wywiadu dla narodowych mediów. Zgodziła się, ponieważ kierowały nią emocje. Postawili mnie przed kamerą i kazali wyrzucić z siebie wszystko. Opowiedzieć, co denerwuje mnie w tej zgniłej Europie Zachodniej. Z jednej strony żałuję, ale z drugiej wiele mnie to nauczyło. Dzięki temu wiem, jakie mechanizmy kierują ludźmi, którzy wpadają w radykalizm. Liczą się emocje, nie rozum.

Edukacja na nowo

Jak twierdzi Justyna, ruchy nacjonalistyczne rekrutują ludzi zagubionych, ale już z pewnymi radykalnymi skłonnościami. Szukają osób, które krytykują społeczeństwo i nie mają racjonalnego podejścia do świata, lecz za to motywację do zaangażowania się. Chętnym do przyłączenia się zlecają listę lektur, a wśród nich znajdują się m.in. dzieła Romana Dmowskiego czy Biblia narodowego radykalizmu Jana Mosdorfa. Kandydat musi zdać sprawdzian ustny ze znajomości każdej książki, by stać się członkiem takiej organizacji. Odczuwają silną potrzebę reedukacji całego społeczeństwa – oczywiście w duchu nacjonalizmu. Chcąc sprzeciwić się zgniłemu Zachodowi, odrzucają nawet zdanie Episkopatu, który ich krytykuje – twierdzi moja rozmówczyni. Pytam, czy nie odnosi jednak wrażenia, że kościół katolicki w Polsce flirtuje ze skrajną prawicą. Bo o prawicowej orientacji kościoła, jako ogółu, nie trzeba wspominać. To fakt. Justyna odpowiada, że spośród wszystkich księży, których spotkała, zdecydowana mniejszość jest podobna chociażby do abp. Jędraszewskiego. O nich słyszy się jednak najwięcej, bo najgłośniej krzyczą – podsumowuje. Faktycznie, przewodniczący Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki, w słowie pt. Nacjonalizm a patriotyzm pisze, że: kościół katolicki krytycznie postrzega nacjonalizm, gdyż stawianie narodu na szczycie hierarchii wartości może prowadzić do swego rodzaju bałwochwalstwa. Skoro Episkopat przeciwstawia się temu, co robią organizacje nacjonalistyczne, sam poniekąd staje się ich wrogiem.

Marsz Niepodległości 2017 (fot. TG Sokół)

Wrogiem ruchów narodowych są wrogowie ojczyzny. Wszystko to, co nie jest polskie i tradycyjne, jest uważane za złe. Naturalnym następstwem jest więc to, że osoby o postępowych poglądach czy społeczność LGBT+ są na tej liście. Z tym Justyna nie zawsze się zgadzała. Z jednej strony zaimponowali mi tym, że podważali wartości, które mimo wszystko wyniosłam z Francji. Dziedzictwem Rewolucji Francuskiej jest równość i prawa każdego człowieka. W to wierzyłam od zawsze. Z czasem polscy radykałowie stali się dla niej zbyt ekstremalni, ponieważ odrzucali człowieczeństwo osób, które nie myślą tak jak oni. Zaskakiwało ją także to, że nawet dziewczyny uczestniczące w ruchu twierdziły, że mężczyźni o wiele bardziej nadają się do robienia polityki. Nie rozumiała argumentacji, że zadaniem kobiety jest stać obok i wspierać męża. Najlepiej, gdyby wraz z nią stała trójka dzieci. Na pewno znasz taki obrazek – mąż z żoną i dziećmi w kościele. Kobieta ubrana w długą spódnicę do kostek. Spogląda co chwilę na brykające pociechy, podczas gdy jej mąż stoi wyprostowany i wpatrzony gdzieś w przestrzeń. Ja takie sytuacje spotkałam dopiero w Polsce.

Przebudzenie

Na jednej z konferencji o działalności kościoła na Wschodzie, Justyna poznała duchownego z Warszawy. Wdała się z nim w rozmowę na temat udzielonych przez nią wcześniej wywiadów dla jednej z nacjonalistycznych stron. Powiedział mi, że jest to dosyć niebezpieczne i lepiej trzymać się od tych ludzi z daleka. To był początek końca jej zauroczenia skrajną prawicą. Chciała dyskutować ze swoimi znajomymi z ruchu. Czuła potrzebę porozmawiać o wątpliwościach oraz swoich poglądach, lecz spotkała się z fundamentalnymi schematami postępowania. Ze stwierdzeniami, których nie można było podważyć, ponieważ nikt ze środowiska nie dopuszczał do myśli tego, że coś może wyglądać inaczej. Byli zamknięci na inne zdanie i na fakt, że w tym bądź innym aspekcie Mosdorf mógł się mylić. Justyna dyskutowała więc ze studentami na swojej uczelni. Zderzyła się wtedy z czymś zupełnie nowym – z osobami być może krytykującymi jej poglądy, ale mimo wszystko otwartymi na jej zdanie.

Justyna swojego egzaminu ze znajomości lektur nie doczekała. Odeszła, zostawiając sobie kilka kontaktów, gdyż, jak twierdzi, dobrze jest posiadać znajomych z różnymi światopoglądami. Gdyby jednak miała poradzić coś osobie, która dalej trwa w radykalizmie, poleciłaby zetknięcie się z dziełami Voltaire’a, Locke’a i Nietzschego. Encykliki papieskie też by takiej osobie nie zaszkodziły – dodaje po chwili. Dopijam swoją kawę i pytam o to, czy nazwałaby się Francuzką, czy Polką.

Odpowiada: Nie wiem. To zawsze jest dla mnie trudne pytanie. W Polsce czuję się Francuzką, a we Francji Polką. Chyba nigdy nie będę mieć prawdziwej ojczyzny.