Katastrofalne arcydzieło

Showgirls to kiczowaty film, w którym nawet atrakcyjna Elizabeth Berkley, obnażająca piersi na estradzie, przestaje być seksowna. Coś jednak sprawia, że ta kiepska, campowa, przypominająca porno produkcja to zakurzona perełka.

Tekst: Aleksandra Dobieszewska

Paul Verhoeven, za młodu blisko związany z religią, rozpoczął karierę dwoma seks-komediami. Spopularyzował niezależne holenderskie kino komercyjne, poszerzając znacznie tolerancję cenzorów. W 1995 r. dokonał czegoś niesamowitego. Reżyser Nagiego instynktu (1992), ukazującego portret kobiety-manipulantki, która wykorzystuje prymitywne męskie popędy, i RoboCopa (1987), krytykującego służby porządkowe, stworzył kontrowersyjny film Showgirls (1995). Opowiada on historię erotycznej tancerki Nomi, która aby odnaleźć szczęście, wyrusza stopem z Los Angeles do Las Vegas.

A tam ciągle seksy

Samo imię głównej bohaterki – Nomi, to gra słów. Fani zauważają nawiązanie do fraz You don’t know me lub No me – ta ostatnia sugeruje problemy właścicielki imienia z własną tożsamością. Opalona blondynka piszczy, ekspresyjnie gestykuluje, jest agresywna, na oferowaną pomoc reaguje z nieufnością; np. wyciągając nóż w kierunku kierowcy, który podwozi ją do miasta marzeń i proponuje pracę. Krytycy zarzucali Elizabeth Berkley zbyt emfatyczną grę aktorską. Wszystko zdaje się przerysowane; produkcja otrzymała Złotą Malinę za najgorszy film dekady. Co w niej takiego, że obecnie przeżywa renesans, szczególnie w środowisku queer?

Paznokcie i chipsy

Technika manicure w Showgirls jest przyczyną nawiązywania przyjaźni, otwiera możliwość lawirowania wśród wpływowych gwiazd. Pełne emocji sceny, z propozycją wspomnianej usługi kosmetycznej, obrazują zmieniające się relacje Cristal i Nomi – ich wzajemną sympatię, nieufność, późniejsze seksualne napięcie, urazę i nienawiść. Widz zaczyna podejrzewać, że pod pozornie błahymi rozmowami kryje się coś więcej.

Showgirls, reż. Paul Verhoeven

Z kolei chipsy stają się symbolem buntu i wyzwolenia. Nomi nie podporządkowuje się sztywnym zasadom obowiązującym w klubie nocnym – kontestuje przeciwko temu, że erotyczna tancerka powinna jeść jedynie brązowy ryż z warzywami. Zamiast tego beztrosko je hamburgera, jadąc kabrioletem.

Lustra

Pierwszy raz oglądając Showgirls można przeoczyć znaczącą rolę luster. Akcja w głównej mierze rozgrywa się na powierzchni tych srebrnych tafli. Poruszające się w nich odbicia postaci ociekają seksem. Ma się wrażenie, że to rzeczywistość przedstawiona w krzywym zwierciadle. Verhoeven dokumentuje wulgarny świat, w którym wszystko jest na sprzedaż, a ludzie stają się wyrozumiali wobec wzajemnych okrucieństw. Cytując inny film Verhovena – Dorwij ich zanim oni dorwą ciebie!, Kupiłbym to za dolara! Wyścig szczurów, podstawianie sobie nóg to codzienność nie tylko w Las Vegas – tak holenderski reżyser postrzega współczesne realia, obnażając je w swoich produkcjach. Życie bohaterów zniewolone jest przez konsumeryzm, mamonę i napalonych samców, bo inaczej tych mężczyzn nazwać nie można. Nomi musi na własną rękę szukać sprawiedliwości i vendetty za gwałt na przyjaciółce. W tym celu używa przemocy. Nie może liczyć ani na pomoc władz, ani środowiska zawodowego. Bagatelizują one przestępstwa wpływowych person, które w rezultacie pozostają bezkarne.

Fenomen LGBT+

Wyzwolona seksualnie dziewczyna próbuje zacząć żyć od nowa, odważnie walczy, aby odnaleźć swoją tożsamość i spełnić marzenia w wielkim mieście, zapominając o traumach dorastania. Wiele osób LGBT+ boryka się z podobnymi problemami i wyzwaniami, stąd z pewnością tak ogromna popularność Showgirls w tęczowej społeczności. Gdy Nomi łapie stopa na początku filmu, oblizuje usta. Już wtedy widz zaczyna zdawać sobie sprawę, że ma do czynienia z czymś ekscentrycznym. Budzi to lekką, trochę dziecięcą ekscytację. To wrażenie potęgują specyficzne choreografie, wyzywające stroje i posługiwanie się przez Nomi seksem jako narzędziem. Jest to rzadko spotykane u postaci kobiecych, które najczęściej nie są świadome swojej charyzmy i zachowują się niewinnie, a wręcz pruderyjnie. Pikanterii nadaje także wątek lesbijski. Nomi tworzy swoją własną, nieco niezdrową familię, w której każdy członek jest seksualnie zafiksowany na swoim punkcie. Nic dziwnego, że film stał się podstawą kultury drag queens.

Katastrofa, arcydzieło czy katastrofalne arcydzieło?

Środowisko artystyczne podejrzewa, że Showgirls początkowo nie zostało zrozumiane, ponieważ było zbyt odważne dla ówczesnego widza. To jednak charakterystyczna kolejność postrzegania przez publiczność dzieł należących do campu. Dopiero po jakimś czasie filmy tego typu zostały odkryte na nowo przez masowego widza, przechodząc do legendy, tak jak było to w przypadku The Rocky Horror Picture Show (1975) czy Najdroższej mamusi (1981). Verhoeven wypowiedział się kiedyś nieco ironicznie o Showgirls: Kręciłem chyba w stylu, który nie jest powszechnie znany. Najlepszym porównaniem jest niemieckie malarstwo lat 20. i 30., tzw. ekspresjonizm. Ludziom trudno było zrozumieć, że można go też odnieść do kina.

Ludzie rok w rok przychodzą na seanse Showgirls, żeby zobaczyć m.in. Ginę Gershon, która wcielając się w postać urzekającej, bezwstydnej Cristal – Afrodyty i władczyni estrady – już w latach 90. miała świadomość, że bierze udział w kultowej, pseudo stylowej szmirze. Film znalazł się w campowym tryptyku zaraz obok Doliny lalek (1967) i Najdroższej mamusi (1981), opowiadającej o kobietach pnących się na sam szczyt.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *