Z Białorusi być i na SGH studiować

Sierpień 2020 r. stał pod znakiem Republiki Białorusi. Urzędujący prezydent, Aleksander Łukaszenko, w wątpliwy demokratycznie sposób uzyskał reelekcję w kolejnych wyborach. Nie obeszło się to bez echa w postaci protestów, które niczym grzyby po deszczu pojawiały się w kolejnych częściach Białorusi, a zwłaszcza w Mińsku. Również tu, w Polsce, nie zabrakło wyrazów solidarności, zarówno ze strony Polaków, jak i mniejszości białoruskiej.

Wojciech Godlewski

Skąd Białorusini w Polsce?

Białorusini w Polsce byli de facto od momentu pojawienia się samego narodu białoruskiego. Zapisali się w naszej historii, chociaż sami nie zdajemy sobie z tego sprawy. Chodzi tu przykładowo o jednego z bohaterów narodowych – Tadeusza Kościuszko, który pochodził z biednej szlachty białoruskiej i na co dzień raczej mówił o sobie „Kostiuszko”.

Jak się jednak dzieje, że teraz rdzennie białoruscy studenci coraz częściej pojawiają się na korytarzach Szkoły Głównej Handlowej? Chęć studiowania jest oczywista, ponieważ dla nich Polska jawi się jako droga na Zachód, a nieraz również jako cel sam w sobie. Ci, którzy mają szczęście korzystają z przywilejów, które daje im Karta Polaka. Dokument ten zaczął być wydawany w 2008 r. w celu ułatwienia potomkom Polaków mieszkającym na terenie byłego Związku Radzieckiego zachowanie ich związków z narodowym dziedzictwem kulturalnym. Ważna jest 10 lat.

Jak dotrzeć do Polski?

Niełatwo jednak wspomnianą Kartę Polaka otrzymać. Żeby to się ziściło, należy udowodnić, że ma się polskie pochodzenie oraz wykazać swój związek z polskością poprzez przynajmniej podstawową znajomość języka polskiego oraz znajomość i kultywowanie polskich tradycji i zwyczajów (co mogą zaświadczyć różne organizacje polonijne). Nie bez znaczenia jest tutaj narodowość rodziców oraz dziadków. W praktyce bardzo niewielu ubiegających się o Kartę Polaka rzeczywiście ją dostaje.

Na podstawie Karty Polaka co roku dostaje się nową wizę. Osoby, które tej Karty nie posiadają, mają prawo studiować w Polsce, ale muszą starać się o wizę co pół roku. Pragmatycznie patrząc, wymusza to na nich spędzanie wielu godzin w kolejkach w konsulatach, nieraz tylko po to, żeby dowiedzieć się, że tego dnia już nie będą obsłużeni. Dla wielu jest to jednak jedyne wyjście.

Po wybojach – kolejne wyboje

Tym, którym się uda i rozpoczną (z możliwością kontynuacji) studia w Polsce, wcale nie jest od razu z górki. Jak ze wszystkim – najtrudniejsze są początki. Nie chodzi tylko i wyłącznie o barierę językową. Białoruscy studenci w Polsce mają często te same problemy, co rdzenni Polacy, tyle że w skali makro.

Żeby dojechać z Warszawy do białoruskiego Pińska komunikacją zbiorową potrzeba przynajmniej 20 godz. Na Białorusi mogą być zupełnie inne produkty niż w Polsce. Studenci przyjeżdżający zza Bugu tak naprawdę muszą nauczyć się zupełnie odmiennej kuchni od własnej, rodzimej. A jak jest z odnalezieniem się w Warszawie? Czy białoruscy studenci mają jakieś jakąś wiedzę o topografii stolicy Polski, kiedy tu przyjeżdżają? Zadajmy raczej pytanie: Skąd mają ją mieć? Przy całym stresie i mnożących się emocjach związanych z opuszczeniem ojczyzny zazwyczaj sprawy tego rzędu schodzą na dalszy plan.

Na naszej Alma Mater

Jak w tym wszystkim plasuje się warszawska Szkoła Główna Handlowa? Czy stołeczna uczelnia ekonomiczna ułatwia życia przybyłym ze Wschodu, utrudnia czy może jest dla nich całkowicie neutralna? Odpowiedź na to pytanie nie jest wcale oczywista.

Na początku warto spojrzeć oczami przeciętnego Białorusina, jak wygląda bariera językowa. Strona SGH ma możliwość wyświetlania zawartości po angielsku, co może stanowić ułatwienie dla studentów białoruskich. Co jednak rzuca się w oczy, to okrojona treść. Zdecydowanej większości informacji po prostu nie ma. W języku angielskim pojawia się około co czwarta lub nawet co piąta wiadomość, jaka występuje w wersji polskiej. Można mniemać, że za pewne wszystko, co niezbędne jest dostępne po angielsku, ale sam fakt obcinania treści wyklucza w pewnym stopniu część naszej społeczności akademickiej z życia uczelni. Poza tym nigdy nie wiadomo, co dla studentów zza Bugu może się okazać niezbędne.

Szkoła Główna Handlowa w swojej ofercie ma studia w języku angielskim. Na studiach licencjackich są to kierunki global business, finance and governance, international economics, management oraz quantitative methods in economics and information systems. Na studiach magisterskich jest ich jeszcze więcej. Rokrocznie studiują na nich setki, a nawet tysiące osób, nie tylko z Polski, ale także ze Wschodu. Dla osób z Białorusi jest to często błogie wybawienie, ponieważ nie muszą się martwić, że nie poradzą sobie po polsku ze specjalistycznym słownictwem ekonomicznym czy też finansowym. Radość trwa zazwyczaj do pierwszego lektoratu, ponieważ mają je razem ze studentami studiującymi po polsku. Zazwyczaj to właśnie na tych zajęciach uwidacznia się bariera językowa. Studenci ci mogą sobie świetnie radzić w języku obcym nauczanym na lektoracie, jednak nie są w stanie zrozumieć języka wykładowego na tych zajęciach. Nie każdy Białorusin jest w stanie zrozumieć słowo „leciwy”.

Nieraz studenci białoruscy naturalnie są faworyzowani w wyścigu po miejsca w akademiku. Upraszczając kwestię, Komisja przydziela miejsca w oparciu o kryteria odległości oraz zarobków na jednego członka rodziny. Nawet jeśli zarobki w rodzinie białoruskiego studenta są przyzwoite, najpewniej dużo punktów zdobędzie w kategorii odległości od Warszawy. Jest to dla tych studentów pewne, chociaż nie za wielkie, pocieszenie, ponieważ z drugiej strony widnieją limity przyjęć na kierunki w języku angielskim dla cudzoziemców. W roku akademickim 2020/21 raptem 120 osób zza granicy dostanie się na studia w języku polskim. Na studia w języku angielskim sumarycznie dla cudzoziemców zagwarantowane jest 135 miejsc. Należy jednak pamiętać, że są to miejsca dla wszystkich cudzoziemców.

Wsparcie wtedy, kiedy jest potrzebne

Wsparcie jest najbardziej pożądane w sytuacjach kryzysowych. Taka miała miejsce na Białorusi po wyborach prezydenckich 2020 r. Pytanie: czy, a jeśli tak – to jak zareagowała Szkoła Główna Handlowa?

Sama uczelnia nie wydała w tej sprawie żadnego oświadczenia ani też nie poczyniła znaczących kroków w kierunku wyrażenia wsparcia społeczności akademickiej z Białorusi. Jednak postawy pewnych osób zasługują na wyróżnienie.

W europejskim parlamencie

Pod warszawskim biurem Parlamentu Europejskiego przez długi czas trwał strajk głodowy Maksyma Czerniawskiego. Sam Maksym jest uchodźcą politycznym z kraju zza Bugu, który studiuje na warszawskiej SGH. Kiedy jeszcze mieszkał na Białorusi, aktywnie brał udział w protestach, więc znają go białoruskie służby specjalne. To właśnie dlatego nie może wrócić do swojej ojczyzny i organizuje manifestacje w Warszawie.

Maksym w trakcie swojego protestu został odwiedzony przez ówczesnego rektora-elekta profesora Piotra Wachowiaka, który wsparł studenta i wyraził solidarność zarówno z nim, jak i z protestującymi na Białorusi. Nie był to jedyny krok podjęty przez nowego rektora Szkoły Głównej Handlowej.

Ludzie listy piszą

Oprócz tradycyjnych protestów, od zarania dziejów środowiska naukowe lubują się w pisaniu. Toteż w trakcie niepokojów społecznych na Białorusi ekonomiści z ponad 25 krajów postanowili napisać list. Zaadresowali go do władz, urzędników, doradców politycznych i służb specjalnych Białorusi – wszystkich tych, którzy dobrze życzą swojemu krajowi i jego obywatelom.

Aż 23 przedstawicieli społeczności akademickiej Szkoły Głównej Handlowej (lub też osób z tą społecznością związanych) podpisało apel naukowców z całego świata. Znaleźli się wśród nich między innymi kierownik Katedry Ekonomii Ilościowej profesor Jakub Growiec, czy też przedstawiciele władz uczelni: ówcześnie rektor-elekt prof. Piotr Wachowiak oraz dziekan Studium Licencjackiego prof. Bartosz Witkowski.

Wsparcie…?

Można więc rzec, że SGH w wielu aspektach dokłada starań, żeby studenci białoruscy czuli w Polsce przyjazną atmosferę. Strona internetowa po angielsku, studia po angielsku czy też możliwość zajęcia miejsca w akademiku. Jednak w wielu tych aspektach SGH zwyczajnie kuleje: obcięta zawartość anglojęzycznej wersji strony, drakońskie limity przyjęć na studia czy też lektoraty w języku polskim.

W trakcie ważnych dla Białorusinów wydarzeń zabrakło też jednogłośnego wyrazu solidarności ze strony uczelni. Dla porównania, Uniwersytet Warszawski zadeklarował przyjąć relegowanych z Białorusi studentów i ogłosił dla nich dodatkowy nabór. Także rektorzy-elekci pięciu wrocławskich uczelni wyrazili wsparcie dla protestującej Białorusi. Na SGH takiego wsparcia zwyczajnie zabrakło.

Na pochwałę zasługuje oczywiście postawa prof. Wachowiaka, który wspierał białoruskie protesty. Brakuje jednak zinstytucjonalizowania tej postawy i objęcia nią całej uczelni, która przecież dla wielu Białorusinów jest jedyną drogą ucieczki z kraju totalitarnego do demokratycznej Europy. Jest to nie tylko droga na Zachód, ale nieraz też przyczynek do pozostania w Polsce.