Co z nami, studentami?

Pandemia trwa, coraz więcej uczelni decyduje się na przeniesienie zajęć w tryb zdalny. Co to oznacza dla nas – studentów? Czy w nowej rzeczywistości będzie można poczuć smak studenckiego życia?

Patryk Kukla

Powrót do przeszłości

Przenieśmy się wspólnie w czasie. Jest marzec 2020 r., ze świata do Polski dociera coraz więcej informacji na temat tajemniczego wirusa COVID-19. Pojawiają się pierwsze osoby chore, niektóre organizacje i instytucje zaczynają przechodzić na zdalną formę działania i nagle następuje uderzenie. Okres wzmożonej paniki i wszechobecnego chaosu. Rząd wprowadza różnego rodzaju obostrzenia. Zakazuje się wychodzenia bez powodu z domów. Zamykane są przedszkola, szkoły, uczelnie, urzędy, miejsca pracy. Wszystko przenosi się do sieci. Sytuacja ta trwa kilka tygodni, do czasu gdy ludzie czują się zmęczeni i rzeczywistość zaczyna „wracać do normy”. Ciężko znaleźć jednak osobę, dla której pojawienie się koronawirusa i uderzenia pandemii nie było zaskakujące. Może poza naukowcami i samym Billem Gatesem, który od lat przestrzegał przed możliwym pojawieniem się pandemii. Życie wielu osób zostało wywrócone do góry nogami, zmieniono przyzwyczajenia. I choć każdy w pewien sposób „oberwał” od wirusa, to spójrzmy na sytuację nas – studentów.

Przede wszystkim należy skupić się na konsekwencjach pojawienia się wirusa. Dziennikarze, eksperci, medycy od miesięcy przedstawiają różnego rodzaju tezy, a mimo to wciąż wiemy bardzo mało. Jedno jest jednak pewne – świat nie będzie i już nie jest taki sam jak przedtem. Pytanie jednak co te zmiany oznaczają dla osób, które do niedawna prowadziły szczęśliwy studencki tryb życia bądź miały w planach rozpocząć najlepszy okres w życiu. Przede wszystkim – nie będzie to najprostsze życie.

Świat wirtualny

Najbardziej widocznym skutkiem wirusa było wydane 31. lipca 2020 r. przez rektora SGH zarządzenie o zmianie formy zajęć w semestrze zimowym w roku akademickim 2020/2021 na zdalną. Podobną decyzję w tym samym czasie podjął m.in. Uniwersytet Śląski. Na początku września tak samo postąpiły władze Uniwersytetu Warszawskiego, przenosząc większość zajęć z przeważającej części kierunków w tryb „online”. Na uczelni, z zachowaniem zasad bezpieczeństwa, odbywać się będą zajęcia niemożliwe do zrealizowania w domach, m.in. dla kierunków medycznych czy technicznych. Co to tak faktycznie oznacza dla studentów?

Życie studenckie

Przede wszystkim wiele przeszkód w poznaniu bądź podtrzymywaniu studenckiego trybu życia. Dla osób rozpoczynających przygodę ze studiami „wkręcenie się” i poznanie nowych osób może okazać się bardzo trudne. Integracje kierunków z pewnością będą się odbywać, jednak ze zmniejszoną częstotliwością. A nawet jeśli będą się odbywały, to na jakiś czas zupełnie zapomnieć można o „łapaniu się ze znajomymi” na korytarzu uczelni. Imprezy w klubach czy podróże autostopem – to również będzie poddane czasowemu wstrzymaniu.

Organizacje studenckie

Czas zdalnej nauki będzie również wyzwaniem i próbą dla wielu organizacji i SKN’ów. Wspólne integracje, prowadzenie i realizowanie projektów, zdobywanie partnerów i zachęcanie uczestników do brania udziału w warsztatach czy prezentacjach firm – to wszystko nie było takie proste jeszcze przed pojawieniem się wirusa, a co dopiero teraz. Rozpoczynając od procesu zarządzania projektami, a kończąc na samym zainteresowaniu tego rodzaju inicjatywami. Sam proces rekrutacji do organizacji będzie ciekawym wyzwaniem dla studentów. Paradoksalnie, nauka zdalna może okazać się również szansą dla organizacji i SKN’ów. W końcu, gdzie studentom będzie najłatwiej poznać nowe osoby, jeśli właśnie nie tam?

Czy takie nauczanie ma w ogóle sens?

Skupiając się, wydawałoby się z punktu widzenia uczelni, na najważniejszym – jakie dydaktyczne konsekwencje będzie miało prowadzenie zajęć w formie zdalnej? Odpowiedź na te pytanie nie jest prosta. Możemy postawić kilka tez, ale bez ich potwierdzenia bądź obalenia na niewiele się zdadzą. W przypadku wielu uczelni proces weryfikacji różnych rozwiązań i problemów okazuje się być chwilowo wstrzymany. Z jednego prostego powodu – część uczelni uznało, że na czas pandemii, aż do powrotu do „normalności” i „normalnego” trybu prowadzenia zajęć, zawieszają ewaluację procesu kształcenia. Co to realnie oznacza?

Warto zajrzeć do stanowiska Parlament Studentów RP. Rozpoczynając od prawnych aspektów takiego rozwiązania – takie podejście uczelni jest niezgodne z art. 128 ust. 4 ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Według niego uczelnie mają obowiązek umożliwić studentom i doktorantom ocenę nauczycieli akademickich w zakresie wypełniania przez nich obowiązków związanych z kształceniem co najmniej raz w roku akademickim. W tym momencie studentom odebrane zostałoby to prawo. Straciliby jeden z ważniejszych instrumentów kształtowania systemu edukacji na swojej uczelni, ale nie tylko systemu kształcenia. Poza oceną zajęć i nauczycieli akademickich, studenci powinni mieć także możliwość oceny systemu wsparcia studentów w procesie kształcenia, współpracy z otoczeniem społeczno-gospodarczym, infrastruktury oraz jakości informacji o studiach. Stanowisko Parlamentu Studentów RP zostało podzielone również przez Radę Główną Nauki i Szkolnictwa Wyższego kilka dni po publikacji dokumentu.

Eksperyment społeczny w skali globalnej

Abstrahując jednak od prawnych aspektów takiego rozwiązania. Zawieszenie weryfikacji procesu kształcenia w tak kluczowym momencie i przy tak dużych zmianach pozbawia nas opinii i wyników w trzech obszarach. W pierwszym obszarze – tego jak szybko proces edukacji wyższej jest w stanie przystosować się do nagłych zmian. W drugim – tego jak proces edukacji radzi sobie z nauką zdalną, czy jest efektywny i czy naukowcy (wykładowcy) są w stanie przekazać swoje doświadczenie oraz wiedzę w odpowiedni sposób. Ostatnim polem jest ujęcie skali. Semestry realizowane zdalnie na większości uczelni w kraju i na świecie to sytuacja bezprecedensowa. Nikt nigdy nie miał szansy przeprowadzić i zbadać takiego „eksperymentu” na tak dużej próbce uczestników, którzy chcąc nie chcąc, muszą poddać się jego przebiegowi. A zarówno uczelniom, jak i studentom zależeć powinno na faktycznej nauce, realizowaniu programu oraz zdobywaniu wiedzy i umiejętności praktycznych, szczególnie w tym trudnym czasie. Poza tym co oznacza sformułowanie o powrocie do ewaluacji procesu kształcenia dopiero w momencie powrotu do „normalności”? Czy ta rzeczywistość, w której obecnie się znajdujemy, nie jest już naszą „normalnością”?

Bezpieczeństwo to podstawa

Biorąc pod uwagę te wszystkie fakty i wydarzenia, warto postawić również sobie pytanie – czy to dobre posunięcie uczelni? Skutki tak poważnych decyzji są ciężkie do przewidzenia, ale dobrze zwrócić uwagę na najważniejsze. Pandemia dalej trwa. Dla jednych jest to już druga fala COVID-19, dla innych kontynuacja pierwszej w wyniku porażki w wypłaszczaniu krzywej zachorowań. Niezależnie od tego, po której stronie się opowiemy, uczelnie wyższe w odróżnieniu od szkół podstawowych i licealnych, muszą podjąć decyzje same. A następnie same wziąć na siebie odpowiedzialność za skutki własnych decyzji. Czy uczelnie zamykałyby szczęśliwe swoje budynki czy oddziały po kilku dniach lub tygodniach prowadzenia zajęć w wyniku pojawienia się osób chorych na COVID-19? Z pewnością nie. Taka sytuacja nie byłaby pozytywna w skutkach zarówno w ujęciu wizerunkowym, jak i przede wszystkim dydaktycznym. Przygotowanie programów dydaktycznych, planów zajęć itp. – to wszystko wymaga czasu i zaprzyjaźnienia się z decyzją. Nagła zmiana organizacji roku mogłaby oznaczać chaos, a tego każdy chce uniknąć. Można to zauważyć spoglądając na sytuację w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych. Po tylko 3 dniach od rozpoczęcia roku szkolnego 45 placówek przeniosło się całkowicie w zdalny tryb działania, a 35 prowadziło naukę mieszaną. Co więc mogłoby się stać po otwarciu uczelni liczących sobie nie dziesiątki czy setki uczniów, a tysiące studentów.

Wyjazdy zagraniczne

A co z zagranicą? Dotychczas co roku z programu Erasmus+ korzystało około 15 tys. polskich studentów. Obecnie nie do końca wiadomo, co dalej. Wydaje się, że program ma szansę być przeprowadzonym bez zakłóceń, ale czy pojawienie się nowej fali zachorowań nie będzie oznaczać przeniesienia zajęć w tryb zdalny? Do tego dochodzą zamknięte granice między państwami czy ograniczenia w ruchu osób między krajami o zwiększonym ryzyku (np. Polska). Wiele osób nie zdecyduje się również na udział w programie ze strachu przed najbliższymi miesiącami. Jest wiele niepewności, ale jedno jest pewne – sytuacja związana z wirusem dotknie całej międzynarodowej społeczności studentów. A przecież program Erasmus+ pozwalał studentom nie tylko uczyć się na najlepszych uczelniach w Europie, ale i podróżować, poznawać nowe osoby czy doświadczać różnego rodzaju kultur, które niejednokrotnie pozwalały nabrać „nowego spojrzenia” na otaczający nas świat.

Z drugiej strony warto obserwować tę sytuację. Bo może się okazać, że ograniczenie w mobilności wpłynie na unowocześnienie uczelni i wprowadzenie możliwości pobierania nauki spoza granic danego kraju. Takie kursy od wielu lat oferują m.in. uczelnie australijskie. Może być to krok w kierunku uczenia się na takich uczelniach jak Oxford bez ruszania się z kraju i wydawania tysięcy funtów na mieszkanie poza Polską – a niestety nie każdego na to stać, nawet gdy jest się bardzo uzdolnionym studentem.

Każda sytuacja ma jakieś pozytywy

Nie ma sytuacji, w której nie można znaleźć pozytywnych stron. I tak też jest z zajęciami prowadzonymi w formie zdalnej. Wiele osób już w poprzednim semestrze zauważyło, że taki tryb prowadzenia wykładów i ćwiczeń magicznie sprawia, że studenci mają znacznie więcej czasu dla siebie. Nie traci się przecież czasu na przejazdy między uczelnią i domem. Nie ma również mowy o bezmyślnym spędzaniu „okienek” między zajęciami, nie mając na nie pomysłu. Ten czas można teraz wykorzystać w pełni dla siebie. Na rozwój swoich pasji, na odpoczynek, na myślenie o sobie, o swoich planach, po prostu na „wyluzowanie”. Po wejściu całkowicie w dorosłe życie znalezienie takich chwil dla siebie może nie być takie proste.

Co dalej…?

Jedno jest pewne – sytuacja studentów przez kolejne semestry w Polsce, ale i na całym świecie, nie będzie najłatwiejsza. Bo choć na razie mówi się tylko o semestrze zimowym, to jest on dość krótki i zajęcia zdalne mogą przeciągnąć się na kolejny semestr – letni. Co więc pozostaje nam studentom zrobić? Przede wszystkim nie załamać się. Lockdown w takiej skali, w jakiej był przeprowadzony w okresie wiosennym, wydaje się być niemożliwym do zrealizowania. Jako studenci jesteśmy jedną z najciekawszych, najzdolniejszych i najłatwiej dostosowujących się do zmian ludzi. Pomimo zajęć prowadzonych w formie zdalnej wiele wskazuje na to, że życie wróciło do częściowej „normy”. Jesteśmy w tym razem. Pamiętajmy o kontakcie z bliskimi nam osobami, o uprawianiu sportu, o dbaniu o swoją psychikę, która w okresie pandemii jest narażona na wiele ataków. I apel w szczególności do osób rozpoczynających studia na 1. roku – pierwsze miesiące na uczelni nie będą najłatwiejsze, ale starsi koledzy na pewno nie zostawią Was samych.