Nowy koronawirus uderzył we wszystkich niespodziewanie, jak grom z jasnego nieba. Zmiana życia nie ograniczyła się jedynie do rzadszego wychodzenia z domu i powiększenia garderoby o kolekcję maseczek. Dla studentów i wykładowców praktycznie całe uczelniane życie przeniosło się do sfery wirtualnej. Czego nauczył nas semestr nauki online? Co dobrego, a co złego może przynieść następny?

Milena Mindykowska

Test dyscypliny

Nie trzeba umieć czytać z fusów, aby wywróżyć sobie wizję czasu podwójnego nakładu pracy. Nauka zdalna z pewnością wymaga większego wkładu własnego. Nie chodzi tu wyłącznie o prace pisemne, od których w dużej części może zależeć ocena końcowa, co wcześniej było na uczelni rzadkością. Studenci muszą być przygotowani na to, że niektórzy wykładowcy nie będą prowadzić wykładów w czasie rzeczywistym ani nie będą udostępniać nagrań. Dlaczego? Czasami przez niewystarczające umiejętności technologiczne, innym razem przez brak niezbędnego sprzętu. Jeszcze inni mogą uważać, że samodzielna praca studenta może w istocie przynieść lepsze efekty niż wykład, który nie będzie tak samo dobry, będąc oglądanym na komputerze.

Z drugiej strony prowadzącemu może podobać się idea wykładu, w czasie którego niezbędnym elementem jest dyskusja ze słuchaczami, czyli tak zwane konwersatorium. O ile w czasie zajęć w małych grupach może się to sprawdzić, wykład w takiej formie dla ponad 200 osób jest awykonalny. Czego się zatem spodziewać? Wnioskując po ubiegłym semestrze jest kilka możliwych opcji. Jedna z nich jest taka, że wykładowca może wysyłać materiały, z którymi trzeba będzie się zapoznać (prezentacje, handouty, fragmenty książek itp.). Następną możliwością jest sporządzanie takich materiałów samodzielnie – na podstawie wysyłanych przez prowadzącego zagadnień.

Opinie o wykładowcach obrócone o 180°

Semestr zdalny jest jak błądzenie po nieznanym korytarzu – tak jak nie wiadomo, dokąd zaprowadzą nas drzwi na jego końcu, tak też nie wiadomo, jaki system obierze wybrany prowadzący. Błogosławione SGH Wiki niestety nie będzie aż tak pomocne w czasie następnego semestru. W trakcie pandemii niektórzy z najbardziej wymagających wykładowców wybierali najprostszą metodę zaliczenia przedmiotu. Za to z pozoru „mniej ambitne” opcje okazały się tymi spędzającymi studentom sen z powiek. Zapewne część osób wspomina spokojne zajęcia ze statystyki, które zakończyły się egzaminem przyprawiającym o zawał serca. Z kolei niektórzy odetchnęli z ulgą, zaliczając makroekonomię wymyślaniem oryginalnych, autorskich zadań.

Znajomi

Inne ciekawe pomysły wykładowców mogą ponadto pomóc w nawiązaniu nowych kontaktów. Przykładowo projekty grupowe dają studentom szansę by poznać kogoś, z kim prawdopodobnie na uczelni nie zamieniłoby się nawet zdania. Jednak trzeba przyznać, że pandemia sama w sobie nie ułatwia nawiązywania znajomości.

W możliwie najgorszej sytuacji znajdują się studenci, którzy dopiero zaczynają pierwszy semestr. Jak poznać nowych znajomych i poczuć klimat uczelni, nie wychodząc z domu? Problem dotyka też starszych studentów. Studia przed ekranem komputera mogą często wpędzać w poczucie samotności. Zamiast auli spadochronowej, grupek czekających na zajęcia, pomieszczenia ulubionej organizacji studenckiej i legendarnej kolejki do dziekanatu, pozostaje Messenger i grupy na Facebooku. W wolnych chwilach można popisać czy też umawiać się na spotkania w mniejszych grupach, ale dla niektórych to i tak nie będzie proste – przykładowo dla studentów zamieszkałych poza Warszawą.

Pułapka „współpracy”

Studenci w czasie semestru zdalnego częściej wspierają siebie nawzajem. Przykładem są wirtualne grupy z przedmiotów, na których każdy może rozwiać swoje wątpliwości związane z trudnymi zagadnieniami lub też uzyskać pomoc w rozwiązywaniu zadań. Jest to niezwykle przydatne do momentu, gdy nauka zmienia się w bezmyślne przepisywanie treści od innych studentów. Prowadzący najpewniej zauważy takie nieuczciwe zachowanie. Szczególnie, gdy grupa osób wysyła zadanie zrobione w większości niepoprawnie, ale zakończone dobrym wynikiem. Złe końcowe rozwiązanie, ale prawidłowe i samodzielne rozumowanie w tej sytuacji daje często o niebo lepsze wyniki.

Biblioteka

Innym problemem w czasie semestru w trybie zdalnym może być ograniczony dostęp do profesjonalnych materiałów. Biblioteka SGH, mimo że funkcjonuje teraz jedynie jako wypożyczalnia, prowadzi dodatkowo akcję skanowania fragmentów książek i czasopism ze swoich zbiorów. Oczywiście nie można tego robić bez limitów – studenci i doktoranci SGH mogą skanować do 50 stron na tydzień.

Stypendia socjalne

Zmianie nie tylko uległa praca biblioteki, lecz także sposób w jaki ustala się wysokość stypendium socjalnego w czasie pandemii. Komisja Stypendialna SGH podała informację, że kwota, o jaką można by było go zwiększyć z tytułu zamieszkania w miejscowości, z której codzienny dojazd i powrót z zajęć jest niemożliwy lub znacznie utrudniony, czy też zamieszkiwanie w domu studenta, nie przysługuje w okresie prowadzenia zajęć w formie zdalnej.

Tę zmianę można było przewidzieć dzięki samej logice. Niestety, to co przyniesie kolejny semestr zdalny stoi pod znakiem zapytania. Taka forma nie jest już dla uczelni nowością. Gdy spotyka się z taką samą sytuacją po raz drugi, można sobie z nią lepiej poradzić. Bez większego chaosu czy też egzaminów, w czasie których student musi poprawnie odpowiedzieć na 20 pytań w 16 minut.