Krótka znajomość, długie wspomnienia

The Waiting Years Fumiko Enchi już pierwszego dnia mnie zachwyciło. Masks było drugim szokiem. Czasami znalezienie jednej książki jest niepowtarzalnym przeżyciem. Tym razem udało mi się znaleźć dwie. Mam nadzieję, że poniższym tekstem uda mi się was zachęcić do wypłynięcia na jeziora niecodziennej literatury i doświadczenia jej samemu.

Tekst: Krzysztof Zegar

Nie mam pojęcia, jak znaleźć dobrą książkę. Rekomendacje znajomych w mojej opinii nie są do tego odpowiednią ścieżką. Albo ktoś poleci tę, która jemu się podobała, albo taką, która według niego spodoba się mnie. Tymczasem to dobre książki umożliwiają dialog. Ten między jednym czytelnikiem danego dzieła a drugim, oraz (co w mojej opinii jest o wiele ważniejsze) ten z samym sobą. Dlatego staram się czytać wszystko, co mnie nie znudzi. Wiele klasyków sobie odpuściłem po kilkunastu stronach. Uważam, że z niektórymi książkami nie ma sensu się męczyć. Ale innym, także tym zupełnie nieznanym, warto dać szansę, bo mogą niespodziewanie zaskoczyć.

The Waiting Years

Kilka tygodni temu kupiłem powieść The Waiting Years japońskiej pisarki Fumiko Enchi. Czytałem ją po angielsku, gdyż polskie tłumaczenie (na chwilę obecną) nie istnieje. Nikt mi jej nie polecił. W polskim internecie byłem w stanie znaleźć tylko jeden za krótki tekst na jej temat. Za japanofila też się w żadnym stopniu nie uważam. Prawda, ogromnie doceniam filmy Kurosawy, które do tej pory udało mi się obejrzeć, jednak jakikolwiek inny mój kontakt z wytworami tej kultury graniczy z nieistniejącym. Czemu zatem akurat ją wybrałem? Odpowiedź jest niestety agonizująco nudna. Podobała mi się i okładka kolekcji „Vintage” od Penguin Random House i fakt, że sama książka rozmiarowo była wręcz idealnie nie za długa.

Na odwrocie znajdowała się informacja, że książkę zdobi rysunek wzorowany na starym japońskim pudełku na zapałki. Także dosyć lakoniczny opis początku powieści oraz wycinek recenzji Japan Times sprzed prawie pięciu lat. Wycinek, którego mocy deskryptywnej nie jestem w stanie przebić. Niestety. Po polsku brzmiałoby: „Opowieść o biernych modlitwach, The Waiting Years Fumiko Enchi to elegia o służalczości, która kiedyś nawiedzała japońskie kobiety”. Nie miałem ogromnych wymagań. Jednak teraz czuję się całym doświadczeniem lekko poturbowany.

Książka przedstawia krajobraz zmieniającej się Japonii od końca wojny Boshin, która przywróciła realną władzę cesarzowi, do ostatnich lat drugiej dekady XX w. z perspektywy żony urzędnika dziewiętnastowiecznego ancien regime’u. Protagonistka imieniem Tomo rozpoczyna akcję, poszukując konkubiny dla swojego męża. Ten przez większość powieści objawia się jako rozpustny i szorstki Shirakawa. I nie będzie to też ostatnia kobieta (według współczesnych standardów nieletnia), którą żona wprowadzi do domu swojego męża. Ta konkubina zostanie jedną z trzech kochanek jej współmałżonka. Nie pierwszą, która uświadomi Tomo, że jej nadzieje na „prawdziwy związek” są płonne. Coś mnie fascynuje w osobie, która w brutalnym absurdzie swojego życia jest w stanie wytrwać tak bezlitosną, permanentną utratę jednej ze stron ludzkiego życia – satysfakcjonującej i bliskiej relacji. W jakiś niejasny sposób przypomina mi to Mersault z Obcego Alberta Camus, który otwierając się na obojętność świata, zaczyna czuć radość.

I, o ile całość w formie nie przypomina w żadnym stopniu elegii, tak już w swojej „esencji” wręcz oddaje jej typową atmosferę idealnie. Zostawia nas z tą samą niepewnością, co Elegia o… [chłopcu polskim]. Nie jest to opowieść o dzielnych samurajach, tylko o czymś wymagającym dużo większej odwagi niż ślepa wiara w teoretycznie już zniesiony kodeks bushido. O wytrwaniu z nadzieją, że w przyszłości nadejdzie lepszy świat. O tym uczuciu bycia „w połowie drogi” przez całe życie.

Masks

No i się zadurzyłem. The Waiting Years przeczytałem w dwa dni i czułem niedosyt. Nie był to więc koniec mojej znajomości z pisarką. Widziałem w księgarni jeszcze inną jej powieść o tytule Masks z tej samej kolekcji, tego samego wydawnictwa. Okładkę zdobiła maska, jak nietrudno się domyślić, jeden z centralnych motywów jeszcze szczuplejszej (141 stron) opowieści. Opis z tyłu obiecywał opowieść o tajemniczej więzi dwóch kobiet i wielkiej manipulacji. Stwierdziłem, że warto zaryzykować.

To, co znalazłem na stronach tej książki, nadal mnie przerasta. Nie będę kłamał. Dojście do sedna wymaga niebagatelnego wysiłku. Lwia część powieści opiera się na aluzjach do XI-wiecznego klasyka japońskiej literatury – Opowieści o Genjim. Samo Masks zawiera w sobie rozprawę, której nawet częściowe zrozumienie tylko pomaga w rozwiązaniu zagadki, jaką są prawdziwe uczucia dwóch kobiet – młodej wdowy Yasuko i jej teściowej, Mieko – oraz pary mężczyzn, bliskich przyjaciół (Ibukiego, który pożąda młodej wdowy i Mikame, planującego się z nią ożenić). Byłoby grzechem zdradzić coś więcej, gdyż czytanie Masks opiera się na badaniu, w jaki sposób autorka maskuje wewnętrzne przyczyny intryg oraz losy „aktorów tej sztuki”. Tutaj jednak relacja czytelnika z książką jest dzięki temu bardziej intymna, przez co może nie przypaść każdemu do gustu.

Za 344. stroną

Moja znajomość z dziełami Enchi była stosunkowo krótka. Niezamierzona ani nie spowodowana wyższymi pobudkami pokroju rozszerzenia swojego spojrzenia na świat. Bez wątpienia też mój zachwyt spowodowany jest w dużym stopniu faktem „niespodziewaności”. Starałem się przedstawić te książki w sposób lakoniczny. Szczerze wierzę, że wystarczy ich istnienie naświetlić, by dla każdego zalety pisarki stały się ewidentne. Są to unikalne dzieła, których celem jest ukazanie realiów życia kobiet, które w narracji historiograficznej swojego kraju zostały pominięte. I o ile jest on pod względem faktografii tak samo fikcyjny jak ten z Opowieści Podręcznej, to The Waiting Years nie musi uciekać ze świata rzeczywistego, by pokazać horror instrumentalizacji kobiet. W Masks fikcja ma „urzeczywistniać” świat przedstawiony. Cytując Oscara Wilde’a: Człowiek jest najmniej sobą, kiedy przemawia we własnym imieniu. Daj mu maskę, a wtedy powie ci prawdę.

Nadal nie mam pojęcia, jak znaleźć dobrą książkę. Ale jestem w stanie zdać sobie sprawę, że znalazłem dobrą. Albo i dwie. I chciałbym w cudowny sposób móc przeczytać je po raz pierwszy od nowa. Wejść w tę intymną relację ponownie. Jednak dopóki to się nie wydarzy, będę szukał dalej.