Nekrologi – debiuty lat 90.

Współczesna poezja polska to nekrologi. Mrowie nekrologów. Wśród nich te mocno uderzające w istotę naszej natury. Świeże, witalne, ukazujące inną perspektywę tego, na co palce nestorów poezji wskazywały od wieków.

Tekst: Antek Trybus

Współczesny polski poeta jak powietrza potrzebuje czytelnika. Obecni (może poza Świetlickim) giną w cieniach dawnych mistrzów. Człowiek głodny poezji, mogąc wybierać między Leśmianem, Tuwimem, Miłoszem, a Bogumiłą-Kielar, Pułką, Siwczykiem, zadaje pytanie: Kim są właściwie, do cholery, ci drudzy?

To nie jest tak, że współczesnym twórcom brak talentu. Przyszło im po prostu pisać w zupełnie innych warunkach, zdecydowanie mniej sprzyjających recepcji liryki. Obecna polska rzeczywistość poetycka jest niesamowicie rozedrgana. Stoi przed nią najwięcej przeszkód i wyzwań. W porównaniu do tego cenzura z czasów zaborów czy PRL-u jest niewinną igraszką. Przyczyny trudno dopatrywać w złowieszczych mocach, lecz w samym środowisku poetyckim, rozdętym wręcz do bełkotliwych rozmiarów. Potencjalny odbiorca postawiony przed tak nieczytelnym bałaganem, który w żadnym razie nie jest dla niego intuicyjny, woli wrócić do poetyckiej strefy komfortu, aniżeli zadać sobie trud przekopania się przez niego. Wchodząc na jakikolwiek z internetowych magazynów twórczości, trudno nie dostać zawrotu głowy niczym na odpuście parafialnym. Przychodzą na myśl słowa Różewicza – pisanie wierszy nie jest jednoznaczne z byciem poetą. Będąc porażonym feerią tak różnorakich perspektyw, trudno nie odnieść wrażenia, że cenzusy poetyckie praktycznie zanikły. Dziś dochodzimy więc do pewnego rodzaju nielogiczności.

Trudno ten stan rzeczy określić jako wyłącznie negatywny, jednak jeszcze daleka droga przed badaczami, by wskazać przodujących twórców, którzy z perspektywy czasu odcisną wymierne piętno na polskiej literaturze. By w pewnym stopniu ułatwić zainteresowanemu czytelnikowi poruszanie się po gąszczu polskiej poezji współczesnej, powstał ten skromny wybór poetów, mających swoje debiuty w latach 90.

Marzanna Bogumiła-Kielar

Rzeczywistość pośmiertna to jeden z kluczowych elementów naszej egzystencji. Liczba zwią- zanych z nią teorii jest wręcz onieśmielająca. Wyjątkowo zbliża nas do niej poezja Marzanny Bogumiły-Kielar. Jest ona niczym podniesienie do rąk grudki ziemi i uświadomienie sobie, że owa materia kiedyś oddychała, odczuwała cierpienie, jak i przyjemność. Praktycznie nie różniła się od nas. Ta perspektywa, aż nazbyt rzeczywista, pozwala nam do- strzec nas samych. Śmierć w owej liryce jest jednym z najczęściej pojawiających się motywów. To ona rysuje się jako góry lodowe, przez które przeciska się szpitalne łóżko ciężko chorego, to ona jest naszymi palcami gotowymi, by zmiażdżyć mrówkę; jesteśmy nią spowici. Gdy uświadomimy to sobie pod- czas lektury, nie poczujemy przygnębienia, a zgoła coś odwrotnego, nieśmiertelność nas jako cząstek i ich wieczną wędrówkę.

Fenomen Marzanny Bogumiły-Kielar polega na tym, że w zwięzłe zdania i formy potrafi zamknąć zapach lasu, zachodzące słońce czy mazurskie jeziora, nad którymi się wychowywała. W połączeniu z głębokimi relacjami rodzinnymi miały one nieoceniony wpływ na kształtowanie się jej wrażliwości poetyckiej. Liryka poetki jest nasycona obrazami przyrody, staje się odbiciem człowieka. Trudno nie mówić tu o unikatowości co najmniej na skalę kraju. Zachwyt nad artystką znajduje potwierdzenie w licznych tłumaczeniach i nagrodach przyznanych jej zarówno w Polsce, jak i poza granicami kraju. Są to jednak tylko formalności, gdyż wielkość tej poezji tkwi w ponadczasowej kontemplacji natury.

Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki

Filary twórczości Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego tworzą swoistą triadę, na którą składają się śmierć, cielesność oraz codzienność prowincjonalna. Pierwszy z elementów kreślony jest w ciemnych, gnilnych barwach, szczególnie gdy w utworach zostaje poruszony temat choroby zarówno fizycznej, jak i psychicznej u bliskich członków rodziny. Powolne odchodzenie z tego świata matki poety pozbawione jest jakiejkolwiek godności. Umieranie krzyżuje się na stronach książek poetyckich Tkaczyszyna-Dyckiego z poszukiwaniem identyfikacji seksualnej syna, miłości, pożądliwości wobec ciał – męskich, żeńskich. Ucieczka od predestynacji kończy się jej pukaniem do drzwi, narodzinami nowej śmierci, płaczącej w powijakach. Wszystko to osadzone jakby w realiach pro- wincji, która ulepiła takiego poetę. Nazwiska osób dawno już zmarłych, niegdyś zamieszkujących Ziemię Lubaczowską, kształtują jej odmienny wymiar. Pod Gąśniewskimi, Dzieduszyckimi, dalszy- mi ciotkami i stryjami skrywają się dzieje wsi z polsko-ukraińskiego pogranicza.

Jedyna w swoim rodzaju poetyka Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego polega na świadomym czerpaniu z barokowej tradycji. Szczególnie dotyczy to operowania symboliką, tj. trumnami, czaszkami, gnijącym ciałem – frenezją romantyczną. Ujęty w wypracowanym przez lata języku poety człowiek sprawia wrażenie kruchego, słabowitego, a przede wszystkim idealnie nadającego się do gnicia.

Krzysztof Siwczyk

Debiutujący w 1995 r. tomikiem Dzikie Dzieci osiemnastoletni poeta z Gliwic przyprawił o zawrót głowy polskie środowisko, z marszu zgarniając Główną Nagrodę I Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jacka Bierezina. Od początku nie było wątpliwości, że mamy do czynienia z niemałym potencjałem. W debiutanckiej książce Siwczyk przedstawia kwestie zaprzątające głowy młodzieńców wchodzących w dorosłość – Boga oraz seksualność. Do ich opisu używa dojrzałego języka poetyckiego, rzadkiego nawet u poetów debiutujących we względnie starszym wieku. Sytuacje liryczne kipią, w dobrym tego słowa znaczeniu, szczeniactwem. Jeden z wierszy opisuje posypywanie piaskiem chodnika, podczas gdy ludzie wraz z dziećmi zmierzają do kościoła. Jednak podmiot liryczny po skończonej pracy zamiast nawiedzić świątynię, woli poznać się bliżej z sympatią czekającą na niego w mieszkaniu. W pewnym sensie będzie to intymniejsze obcowanie z Bogiem. Właśnie te momenty składają się na tomik Dzikie dzieci. Jest on swoistym dziennikiem dojrzewania, zapisem pierwszych kontaktów seksualnych, procesem zyskiwania umiejętności obserwowania Boga w swym otoczeniu.

Krzysztof Siwczyk znany jest również z roli Rafała Wojaczka z filmu Lecha Majewskiego, opowiadającego o ostatnich dniach wybitnego powojennego poety. Jest on ściśle związany z dziedzictwem Tego, który był, a jako pracownik Instytutu Mikołowskiego przekuwa Rafała Wojaczka w tego, który jest, czyniąc spuściznę po nim wciąż żywą i istotną w polskiej kulturze. Ostatnio nakładem wydawnictwa a5 ukazała się jego nowa książka poetycka Osobnikt.

Przedstawieni autorzy to jedynie fragmencik czubka góry lodowej współczesnej polskiej poezji, której poznawanie jest intrygującą wyprawą w nieodkryty jeszcze teren. To droga ku odsłonięciu jakby drugiej przestrzeni polskich serc – nekrologów, różnych bardziej niż kiedykolwiek.