Jak rozmawiać z pomnikami?

Zatopiony w morzu, Zrzucony z piedestału, Powalony wraz z koniem. Monumenty porządku społecznego i utrwalonej hierarchii leżące na ziemi – co znaczyły i dlaczego stały się celem ataku?

Tekst: Alicja Wieteska

W maju, kiedy w Polsce nadal dyskutowaliśmy o odwołanych wyborach, poniesionych kosztach i niewyciągniętych konsekwencjach, w Stanach Zjednoczonych działo się coś o wiele bardziej przerażającego. 25 maja w Minneapolis w stanie Minnesota policjant Derek Chauvin przez 8 minut 46 sekund miażdżył kolanem kark czarnoskórego George’a Floyda, doprowadzając do jego śmierci.

Wydarzenie, niebędące odosobnionym przypadkiem (w 2019 r. było zaledwie 12 dni, w których policja amerykańska nie doprowadziła do niczyjej śmierci), stało się iskrą zapalną do dyskusji o systemowym rasizmie i brutalności policji oraz początkiem protestów pod hasłem black lives matter (czarne życia mają znaczenie). Ze względu na towarzyszące im kradzieże, dewastacje mienia i napady na sklepy, dyskusje zaczęły dotyczyć także samego sposobu prowadzenia demonstracji. Tego, co powinno być dozwolone, kiedy podejmuje się obywatelską walkę o własne prawa. Środowiska niepowiązane z ruchem Black Lives Matter dokonywały prób eskalacji zniszczeń – zamaskowani napastnicy dokonywali aktów wandalizmu, by stworzyć w opinii publicznej obraz niebezpiecznych czarnoskórych terrorystów. Wart uwagi jest jednak sam fakt wprowadzenia aktów dewastacji do środków podejmowanych przez walczących o równość.

Poza problemami politycznymi, społecznymi i ekonomicznymi, na fali protestów pojawił się jeszcze jeden, szczególnie interesujący z punktu widzenia historyka sztuki. Mianowicie ataki wymierzone w pomniki.

Pomniki rasizmu

W tym miejscu warto przyjrzeć się debacie już od kilku lat toczącej się wokół pomników Konfederacji w Stanach Zjednoczonych. Stanowią one upamiętnienia przywódców, generałów i żołnierzy, którzy podczas wojny secesyjnej w latach 60. XIX stulecia stanęli do walki po stronie dążącego do dokonania secesji Południa (Skonfederowanych Stanów Ameryki). Głównym przedmiotem sporu w wojnie było utrzymanie instytucji niewolnictwa, za czym opowiadało się Południe, opierające swoją ekonomiczną siłę na pracy czarnych niewolników na roli. Z tego powodu symbole takie jak flaga czy pomniki przedstawiające Konfederatów mogą być uważane za hołd składany rasizmowi.

W taki sposób są postrzegane przez obywateli od wielu lat nawołujących (z różnym skutkiem) do usunięcia pomników Konfederacji z przestrzeni publicznej. Jak często zdarza się w kwestiach dotykających tak czułych punktów jak historia własnego narodu, nie wszyscy są w tym temacie zgodni. Zwolennicy zachowania monumentów podkreślają, że Konfederacja to część tradycji i historii Ameryki, a próby zniesienia pomników odbierają jako atak na własną tożsamość narodową i próbę ingerencji w dzieje kraju.

Choć interpretacje bywają różne, intencje stojące za wzniesieniem niektórych pomników Konfederacji nie pozostawiają wiele wątpliwości. Największy z nich – monumentalna płaskorzeźba o wysokości ponad 500 metrów, wykuta na zboczu granitowej góry Stone Mountain w Georgii, przedstawia pierwszoplanowe postaci związane z Konfederacją – prezydenta Jeffersona Davisa oraz generałów Roberta E. Lee i Thomasa Jacksona na koniach. Warto zwrócić uwagę na lokalizację monumentu, która nieprzypadkowo stanowi także kolebkę reaktywowanego w 1915 r. Ku Klux Klanu. Dzieło przez lata było oficjalnym obiektem gloryfikacji ze strony KKK.

Konserwatyści opowiadają się za zachowaniem pomników jako niezmazywalnych znaków historii. Mają do nich sentymentalny stosunek jako do symboli dziedzictwa przodków, którzy przystąpili do wojny po stronie Konfederacji. Występują z pozycji tradycjonalistów, poddających pomnik fetyszyzacji jako obiekt sztuki, który powinien niezmiennie trwać na swoim miejscu bez względu na postępujące dookoła zmiany.

Jednak pomniki stawiane właścicielom niewolników, walczącym po stronie Południa, dla wielu czarnych Amerykanów stanowią bolesne wspomnienie cierpienia ich własnych przodków, a także symbol zniewolenia i okrucieństwa wymierzonego w ludzi konkretnej rasy. Jakie argumenty mogą być przeciwstawiane bólowi tego rodzaju?

Głos kamieni

Mamy zatem do czynienia z kwestią obecną w debacie publicznej od wielu lat, jednak w ostatnich miesiącach wybrzmiewającą z niespotykaną wcześniej siłą. Trudno oszacować liczbę pomników, które zostały uszkodzone podczas protestów po zabójstwie George’a Floyda w Stanach Zjednoczonych. Jednym z nich jest pomnik Alberta Pike’a w Waszyngtonie pochodzący z 1901 r. Upamiętnia masona, jednego z generałów Konfederacji, który w czasie wojny secesyjnej dowodził wyjątkowo okrutnym oddziałem rdzennych Amerykanów, a ponadto był podejrzewany o członkostwo w Ku Klux Klanie. Wokół monumentu od dekad toczyły się dyskusje w sprawie jego usunięcia, a w czerwcu tego roku figura Pike’a została zrzucona z postumentu i podpalona. Towarzyszącą pomnikowi Pike’a, siedzącą na schodach cokołu figurę bogini masonerii zdewastowano, pokrywając jej twarz czerwoną farbą i hasłami ruchu na rzecz równości.

W Stanach Zjednoczonych w wyniku protestów usunięto około 218 pomników. Wśród nich 127 upamiętniało Konfederację (25 z nich w samej Virginii), 14 – sprawców ludobójstwa na rdzennej ludności kontynentu. Usunięto także aż 36 pomników przedstawiających Krzysztofa Kolumba, który zapoczątkował europejską kolonizację obu Ameryk. W Bostonie ścięto mu głowę, w Baltimore zrzucono z cokołu i utopiono w porcie.

W ślad za Stanami poszły także inne kraje. W Wielkiej Brytanii usunięto 17 pomników związanych z kolonializmem i o rasistowskim przesłaniu. Podobnie postąpiła Belgia, a pojedyncze przypadki usuwania pomników zaobserwowano w Nowej Zelandii, Afryce Południowej, Indiach, Słowenii (gdzie podpalono pomnik pochodzącej z tego kraju Melanii Trump) oraz Irlandii.

W Polsce pierwszą „ofiarą” stał się pomnik Tadeusza Kościuszki w Warszawie. Na jego cokole w nocy z 2 na 3 sierpnia pojawił się namalowany czarnym sprayem napis Black Lives Matter. Po zmyciu farby 6 czerwca ponownie naniesiono napis, tym razem: Black Lives Matter. Still. Warszawski pomnik Kościuszki to młodsza o 100 lat kopia znajdującego się w Waszyngtonie monumentu wzniesionego według projektu Antoniego Popiela w 1910 r. Jako że i waszyngtoński pomnik został oszpecony przez graffiti zaledwie kilka dni wcześniej, uznaje się, że polska akcja była aktem solidarności wobec protestujących w Stanach. Ciekawe, że akurat na pomniku Kościuszki umieszczono napis znaczący czarne życia mają znaczenie. Choć trudno wymagać od zmarłego 200 lat temu rewolucjonisty zajęcia stanowiska w bieżących sprawach, nie można zignorować faktu, że we własnym testamencie z 1798 r. Tadeusz Kościuszko przekazał pozostawione w spadku pieniądze na wykupienie, zapewnienie godnych warunków życia i edukację tylu amerykańskich niewolników, na ilu wystarczy funduszy. Testament nie doczekał się realizacji, jednak przekonanie Kościuszki o niezbywalnej wolności człowieka jest zgodne z hasłem black lives matter.

To jest szturm! To tęcza

Miejsce pomnika jest i zawsze będzie w przestrzeni publicznej, która charakteryzuje się dynamizmem i odzwierciedla nastroje społeczeństwa, które zmienia nastawienie wobec postaci historycznych, poglądów i ruchów społecznych, niegdyś powszechnie uznawanych za słuszne. Dlatego trudno jest zrozumieć surowe konsekwencje prawne i polityczne, wymierzone w ingerujących w przestrzeń pomników polskich aktywistów.

W nocy z 28 na 29 lipca członkowie kolektywu Stop Bzdurom wywiesili tęczowe flagi na warszawskich pomnikach: Jezusa przed kościołem Świętego Krzyża, Syrenki Warszawskiej, Mikołaja Kopernika na Krakowskim Przedmieściu i Józefa Piłsudskiego na placu jego imienia. Dołączone do każdego pomnika manifesty To jest szturm! To tęcza. To atak! (…) To miasto jest też nasze jasno określały intencje kolektywu. Umieszczenie flag LGBT+ na pomnikach nieodłącznie związanych z Warszawą, polską tożsamością narodową i religijną, odwołujących się do dorobku naukowego, kulturowego, legend związanych z miastem i patriotyzmu, pokazuje, że osoby nieheteronormatywne i niecisgenderowe, tak samo jak reszta społeczeństwa, mają prawo do polskości. Że nie będą się ukrywać, nie będą pozwalać, by je uciszano ani zastraszano. Że walczą o swoje prawa.

Mimo prób zastraszenia aktywistów, akcję kontynuowano także w innych miastach. W Szczecinie na początku sierpnia tęczowe flagi zawisły na pomnikach Lecha Kaczyńskiego i Jana Pawła II. Warto zwrócić uwagę na to, że choć można doszukiwać się znieważenia uczuć religijnych w powieszeniu flagi LGBT+ na pomniku Chrystusa, bardzo trudno przywołać ten argument w przypadku krakowskiego pomnika Smoka Wawelskiego.

Tęcza nie obraża

W tym miejscu należy zwrócić uwagę na problem toksycznego podejścia do symboli, który choć od dawna był w Polsce obecny, od czasów pandemii i związanego z nią lockdownu wydaje się narastać. W ostatnim czasie coraz częściej podważa się symbole i niesione przez nie wartości, a poprzez to zmienia także widzenie rzeczywistości. Można wymienić tu, wywołujące olbrzymie kontrowersje, włączanie motywu tęczy w znak Polski Walczącej. Prawicowe środowiska patriotyczne zawłaszczają symbole związane z historią Polski, nie dopuszczają grup mniejszości jak LGBTQIA+ do udziału we wspólnym dziedzictwie. Odmawiając innym prawa do stosowania symboli narodowych, uzurpują sobie prawo do decydowania o tym, kto może ich używać. Pogłębia się okrutna i brzemienna w skutki polityka wykluczenia.

Pomniki jako część przestrzeni publicznej nie są nieme. Ich celem jest – i zawsze było – przemawianie do widzów. Do poddanych królewskich, niewolników reżimu, wywoływać podziw wobec bohaterów walczących o niepodległość. Nie powinniśmy ich uciszać, zamieniać w zwykły obiekt, sprowadzać do roli rzeźby, podziwianej ze względu na artystyczny kunszt. Powinniśmy słuchać, co mają nam do powiedzenia i rewidować nasze poglądy.

Z punktu widzenia sztuki warto spojrzeć na sprawę jeszcze w jeden sposób: jeśli siła pomnika jest tak wielka, że mimo upływu stuleci zatrzymujemy się, by spojrzeć w górę na jego kamienną twarz, jeśli pomnik nas obraża, atakuje, czy nie świadczy to o ogromnej wartości zawartej w mocy sztuki? Czy jeśli pomnik aspiruje do bycia czynną częścią społeczności, do uczestnictwa w debacie publicznej, to nie mamy prawa do odpowiedzi? Czy wreszcie najlepszym, co może spotkać pomnik w jego długim, kilkusetletnim życiu nie jest przewrócenie go, kiedy przyjdzie na to właściwa pora?