Zasymulować marzenia

Dążeniem ludzkości od zamierzchłych czasów było podbicie mórz, dróg i przestworzy. W momentach, gdy dla zwykłych śmiertelników było to niemożliwe bądź niedostępne, uciekano się do wyobraźni. Zwykłej, dziecięcej wyobraźni. Żyjemy w czasach, w których możemy wzmocnić te złudzenia bodźcami graficznymi i dźwiękowymi. Witajcie w epoce symulatorów. 

Autor: Sebastian Muraszewski

Ja lecę, nie spadam – wypowiedzenie tych słów grającym w Microsoft Flight Simulator nie przyjdzie zbyt prędko, chyba że włączą opcję autopilota. Produkcja Microsoftu pozwalała przemierzać niebo od 1982 r., gdy powstał Microsoft Flight Simulator 1.0. Do pierwszych edycji symulatora dodawano instrukcje obsługi grubsze od dwóch tomów Lalki razem wziętych – seria od zawsze stawiała na realizm. Najnowsza wersja, wydana w sierpniu bieżącego roku oprócz autentycznej fizyki lotu stawia również na grafikę. Na podstawie zdjęć satelitarnych pochodzących z innej usługi amerykańskiego giganta czyli Binga, zdecydowano się na odwzorowanie całego globu. Efekt działania algorytmów stojących za przeniesieniem płaskich zdjęć na trójwymiarową powierzchnię czasami jest zaskakujący, o czym może świadczyć 212-piętrowy budynek w centrum Melbourne, który w rzeczywistości ma jedynie dwie kondygnacje. Nie zdecydowano się na tworzenie animacji katastrof lotniczych, rozbicie maszyny skutkuje tylko komunikatem na ekranie. Wrażenie robią ręcznie stworzone obiekty, jak na przykład Pałac Kultury i Nauki.

Latanie (nie) dla każdego

Chęć podziwiania pięknych widoków skłoniła do wiele osób, w sporej części nie będących fanami gatunku symulatorów. Microsoft chwali się milionem graczy, którzy uruchomili produkcję dwa tygodnie po premierze – do komfortowej gry niezbędne jest szybkie połączenie internetowe, 16 GB RAM, procesor z wysokiej półki cenowej i dobra karta graficzna.

Najtańsza wersja Microsoft Flight Simulator kosztuje prawie 300 zł, jednak nie oznacza to, że za grę trzeba płacić tak wysoką cenę. MFS znalazł się od razu w ofercie Xbox Game Pass PC, a dostęp do tej usługi można uzyskać za znacznie mniejsze pieniądze. Tym, którzy nie mają tyle miejsca na twardym dysku bądź którym konfiguracja komputera nie pozwala na płynne loty, musi wystarczyć Microsoft Flight Simulator X. Do największych konkurentów amerykańskiej produkcji należy X-Plane 11. Osobom, które nie chcą wydać ani grosza na ćwiczenie pilotażu, poleca się symulator lotu w Google Earth lub GeoFS. Jeśli chcemy latać „na poważnie”, warto zainwestować w oddzielny sprzęt, czyli joystick. W tym przypadku musimy jednak liczyć się z kosztem rzędu kilkuset złotych.

żródło: commons.wikimedia.org

Wsiąść do pociągu byle jakiego

Wielu studentom dojeżdżającym na uczelnię z odległych rejonów Polski może w tym semestrze brakować jazdy pociągiem, szczególnie że większość szkół wyższych decyduje się na prowadzenie zdalnego trybu nauczania. Pustkę tę mogą wypełnić symulatory maszynisty. Który program nadaje się najlepiej do podróży na ekranie komputera między jednym a drugim wykładem na MS Teams? Moim zdaniem, Train Sim World lub Train Simulator. Obie produkcje ukazują się rokrocznie, obie aktywnie rywalizują w jak najwierniejszym oddaniu zawodu maszynisty oraz w kategorii „najdroższa gra komputerowa w historii”. Wybór tras i nowych parowozów oraz lokomotyw sprzedawanych oddzielnie jako dodatki liczony jest w setkach. Oczywiście wszystko w swojej cenie. Train Simulator 2020 w ostatecznej wersji, z wszystkimi płatnymi dodatkami (z ang. wydanymi przez producenta kosztuje 33 tys. złotych, Train Sim World 2020 z całą zawartością to koszt „tylko” 9 tys. złotych.

Oczywiście, tak jak w przypadku aeroplanów, można oddać się szaleństwu w pojazdach szynowych zupełnie za darmo. Albo przynajmniej ich namiastce. MaSzyna to polski symulator pociągów. Dwudziestoletnia produkcja opiera się praktycznie na pracy pasjonatów kolejnictwa. To oni tworzą nowe lokomotywy, wagony i trasy, nie pobierając za to żadnego wynagrodzenia. Gra zawiera około 150 scenariuszy opartych na prawdziwych zadaniach motorniczego – ukończenie niektórych potrafi zająć nawet sześć godzin. Dla również znajdzie się coś wyjątkowego – możliwość zmiany pory roku. Oprócz MaSzyny, ci, którzy nie chcą wydawać ani złotówki na pociągowe symulacje, mogą wybrać Train Drivera 2.

A co, jeśli z szyn chcemy przerzucić się na drogi? Tutaj też się coś znajdzie. Bus Simulator 18 pozwala na zwiedzenie kilku miast za kierownicą Mercedesa, Setry, MANa czy IVECO. Oczywiście napotykają nas wyzwania, z jakimi codziennie stykają się kierowcy autobusów komunikacji miejskiej, takie jak niesforni pasażerowie, puszczający zbyt głośną muzykę uczniowie lub jadący na gapę. Królem gatunku na polskim rynku pozostaje jednak Der Omnibussimulator 2. Nazwa może budzić u niektórych grozę i niemiłe wspomnienia z lektoratów, dlatego częściej używa się skrótowca OMSI 2. Podstawowa wersja niemieckiego symulatora miała na celu wierne odwzorowanie komunikacji autobusowej z lat 1986–94 z berlińskiej dzielnicy Spandau. Dodatkowo pojawiły się DLC z innymi niemieckimi miastami i autobusami – kupno ich wszystkich może kosztować nawet ok. 3 tys. zł. Ale prawdziwą popularność w naszym kraju gra zyskała dzięki społeczności pasjonatów. Podobnie jak w przypadku MaSzyny, hobbyści zaczęli tworzyć w symulatorze polskie miasta i pojazdy znane z naszych dróg. Kilka ruchów myszki i już możemy jeździć po poszczególnych liniach w takich miejscowościach, jak Warszawa, Szczecin czy Wrocław.

Moja wielka ciężarówka ma 48 ton

Pozostajemy na drogach, jednak zamiast przewozu ludzi zajmiemy się teraz przewozem towarów – i to po całej Europie. Nic nie jest w stanie tak oddać wrażeń z jazdy ogromnym pojazdem jak Euro Truck Simulator 2. Zaczynamy, zarabiając pieniądze drobnymi przewozami, by potem móc sobie pozwolić na kupno własnej ciężarówki oraz założenie firmy transportowej. Relaksująca, odprężająca zabawa potrafi się w jednym momencie zamienić w nerwowe klikanie przycisku bądź kręcenie kierownicą w trakcie manewrów na parkingu. W podstawowej wersji gry dostępne są trzy polskie miasta, ale po wykupieniu dodatku Going East można rozszerzyć mapę o 15 innych. Inne DLC poświęcone są krajom bałtyckim, terenom Morza Czarnego i Półwyspowi Iberyjskiemu. Ceny nie są tak wygórowane jak w przypadku wcześniej wymienionych symulatorów. Jeśli potrzebujemy jeszcze więcej realizmu, zawsze możemy ściągnąć dodatek Promods, które dodaje trasom lokalnego kolorytu. SCS Software wydał również coś dla entuzjastów tras za oceanem. American Truck Simulator jest kalką ETS2, tyle że zamiast europejskich krajów przemierzamy kolejne stany.

Części czytających ten artykuł jazda z ogranicznikiem prędkości i zgodnie z przepisami ruchu drogowego może się wydawać nużącą aktywnością. Na to też jest metoda: simracing. Sporty motorowe zdobyły dużą popularność w naszym kraju po sukcesach Roberta Kubicy. Obecnie ta dyscyplina przeżywa renesans po jego powrocie do wyścigów na torach. Tutaj drobna uwaga: do symulatorów nie zaliczają się takie produkcje jak Need for Speed, Forza Motorsport/Horizon, Gran Turismo czy oficjalna gra Formuły 1, seria F1 od Codemasters. Powyższe gry mają na celu jak najlepszą rozrywkę, a nie realizm. Najpopularniejszym symulatorem jest Assetto Corsa. Stworzona przez włoskich programistów, w podstawowej wersji kosztuje 15 zł. Najlepiej od razu kupić edycję Ultimate z wszystkimi DLC za 30–40 zł. Solą gry jest realistyczny model jazdy i multum modów, czyli zewnętrznych dodatków. Na stronie RaceDepartment można znaleźć nowe tory (w tym Tor Poznań) oraz samochody. Z tej zawartości niejednokrotnie korzystają ligi on-line, w których odnajdzie się każdy, niezależnie od swojego poziomu czy ilości wolnego czasu. Poza tym warto pobrać Content Manager i SOL, czyli dodatek z efektami pogodowymi stworzony przez internautów. i burze znalazły się z kolei w Assetto Corsa: Competizione. W przypadku tej gry wymagany jest lepszy komputer, o zewnętrznych dodatkach również możemy zapomnieć. Ale nigdzie indziej nie znajdziemy tak dobrze odwzorowanych samochodów wyścigowych z kategorii GT3 (i GT4, jeśli dopłacimy za dodatek).

rFactor pozostaje legendą wśród grona polskich simracerów. Symulator wydany za czasów pierwszej “kubicomanii” cały czas znajduje grono swoich miłośników. Licząca 15 lat produkcja może być odpychająca pod względem grafiki, jej następca nie zdołał jednak podbić serc w tym samym stopniu co gra z bolidem BMW lub Renault na okładce. Dobrą darmową opcją jest Raceroom Racing Experience, gdzie bez wydania ani grosza można przejechać się kilkoma samochodami na paru trasach, z kolei reszta zawartości gry dostępna jest wyłącznie w dodatkach, jak chociażby sezon 2020 serii DTM, gdzie obecnie jeździ Robert Kubica. Na drugim końcu skali mamy iRacing. Nie dość, że co miesiąc trzeba opłacać abonament w wysokości 12 dolarów, to w podstawowej wersji gry aut mamy jak na lekarstwo – podobnie jak torów. Bez dodatkowych opłat weźmiemy jedynie udział w serii Mazda MX5. Każdy pojazd kosztuje 12 dolarów a tor 15. Jeśli skoncentrujemy się na wzięciu udziału w zawodach GT3, musimy poświęcić na to 700–800 zł, nie licząc abonamentu. Ale możliwość spotkania na serwerach kierowców takich jak Lando Norris czy Max Verstappen przyciąga do tej produkcji bez względu na koszt.

Za jakość trzeba płacić

Co prawda do symulacji można używać klawiatury i myszki lub gamepada, ale pełnia wrażeń jest możliwa do uzyskania tylko przy pomocy kierownicy. Najtańszy sensowny model, Logitech Driving Force GT nie jest już produkowany, a używane egzemplarze można kupić za jedynie 300 zł. Dobrym wyborem są Logitech G29 i Thrustmaster T150/TMX. Oba modele mają swoich sympatyków, jednak bardziej skomplikowany mechanizm zastosowano w Thrustmasterze. Dodatkowo w przypadku tej kierownicy bardziej opłaca się kupić wersję Pro z pedałami T3PA. Normalna cena sprzętów to około 1000 zł, ale na przecenach na Amazonie, na przykład z okazji Czarnego Piątku, sprzedawane są po 600–700 zł. Powyżej 1000 zł kosztują Logitech G293 i Thrustmaster T300. Wyższa półka cenowa to już modele firmy Fanatec. Przy zakupie kierownicy warto zwracać uwagę na jej kąt obrotu (co najmniej 360 stopni) i Force Feedback, który pozwala oddać wrażenia z jazdy pojazdem poprzez ruchy i wibracje.

Na początku naszej przygody z symulatorami nie musimy ponosić żadnych kosztów, jednak wraz z rozwojem hobby szybko może się okazać, że potrzebujemy lepszego sprzętu bądź nowszej gry. Mimo wszystko ewentualne koszty będą ułamkiem tego, ile wydalibyśmy w rzeczywistości. Kto wie, być może symulatory pomogą nam w zostaniu pilotem, maszynistą lub kierowcą zawodowym w przyszłości? Spełnienie marzeń i zwykła życiowa radość jest bezcenna.