Za wolność naszą i waszą

W ostatnich miesiącach oczy całego świata zwróciły się na Białoruś. Obserwując zachodzące tam wydarzenia, warto pamiętać o tym, że wielu wschodnich sąsiadów od lat mieszka w Polsce. Dlaczego Białorusini podejmują taką decyzję? Co czują po przyjeździe? I jak można im pomóc?

Tekst: Jan Kroszka         Zdjęcia: Albert Demidziuk / @demidziukphoto.pl

Przez lata w świadomości polskiej opinii publicznej pozostawali w cieniu swoich południowych sąsiadów. Mimo że od lat stanowili jedną z najliczniejszych mniejszości narodowych w Polsce, a z Warszawy za granicę najbliżej jest do białoruskiego Brześcia, skojarzenia przeciętnego mieszkańca stolicy z Białorusią można było streścić w kilku słowach. Sierpniowe wydarzenia to zmieniły. Sfałszowane wybory prezydenckie oraz wielotygodniowe protesty przeciwko ich wynikom sprawiły, że Białoruś stała się w ostatnich miesiącach medialnym tematem numer jeden. Warto w tej sytuacji oddać głos samym zainteresowanym, którzy od kilku lat mieszkają nad Wisłą, a także pokazać, jak polskie organizacje starają się im pomagać.

Od razu wiedziałem, że chcę tu trafić

Alex ma 21 lat, pochodzi z Mińska. Do naszego kraju przyjechał w 2016 r., na studia. Pierwszy raz w Polsce byłem na początku 2016 r. – w podróży z ojcem do Białegostoku. Od początku mi się tu spodobało: kultura i język, które są podobne do białoruskich, ale także nastawienie ludzi. Dlatego od razu powiedziałem ojcu, że chcę tu trafić – tłumaczy powody swojej decyzji Alex i dodaje – Widziałem też, jak wyglądają możliwości studiowania na Białorusi. Moi starsi o 5–10 lat koledzy opowiadali historie, od których włosy stają dęba. Jedną z największych wad studiów na Białorusi – oczywiście obok braku wolności słowa – jest konieczność ich późniejszego odpracowania. W zamian za stypendium i możliwość bezpłatnej nauki absolwenci po ukończeniu studiów zostają skierowani do zakładu pracy, w którym muszą spędzić kilka kolejnych lat. O miejscu realizacji tych obligatoryjnych „praktyk” decyduje reżim, dlatego wielu studentów jest wysyłanych do pracy z dala od dużych miast. Alternatywę stanowi płacenie za studia, ale, jak podkreśla Alex, nauka na publicznej białoruskiej uczelni kosztuje więcej niż w niejednej prywatnej placówce w Polsce.
W związku z tym młodzi Białorusini często podejmują decyzję o wyjeździe na Zachód. Mają wtedy – tak jak w przypadku Alexa – zaledwie 17 lat, ponieważ rozpoczynają studia po ukończeniu 11-klasowej szkoły. Większość moich znajomych przyjeżdża z Kartą Polaka. Ja jej niestety nie mam, ponieważ nie znaleźliśmy w rodzinie polskich przodków – mówi Alex – Bez Karty trudno o zdobycie stałego pobytu, muszę odnawiać pobyt czasowy. Wymusza to dużo formalności, urząd ciągle zmienia szczegóły, ale zazwyczaj nie ma z tym problemu. Ostatnio jednak odrzucili mój wniosek, dlatego napisałem odwołanie i teraz muszę czekać na decyzję polskich władz.
Zapytany o pierwsze wrażenia po przyjeździe do Polski, Alex przywołuje pozytywne wspomnienia. Od początku widziałem, że Warszawa jest nowoczesnym miastem, rozwija się, nie stoi w miejscu. Patrzyłem na transport, możliwości spędzania wolnego czasu, liczne wydarzenia i bardzo mi się to podobało. Ale nie czułem przeskoku kulturowego. Po przyjeździe zamieszkał w wynajmowanym mieszkaniu z czterema studentami z Ukrainy, ale, jak sam przyznaje, starał się nawiązywać kontakty także z Polakami, nie trzymać się jedynie w środowisku diaspory. Po czterech latach studiów na Uczelni Łazarskiego i podejmowania się różnych, typowo studenckich zawodów, planuje teraz zmianę uczelni i znalezienie pracy związanej z kierunkiem.

Przywileje dla potomków

Wspomniana przez Alexa Karta Polaka jest wydawanym od 2008 r. dokumentem potwierdzającym przynależność do Narodu Polskiego. O jej otrzymanie ubiegać mogą się obywatele innych państw, którzy wykażą polskie pochodzenie oraz podstawową znajomość polskiego języka i tradycji. Oprócz pozwolenia na pobyt, posiadacze Karty zyskują m.in. możliwość darmowego studiowania na polskich uczelniach. Według informacji, które Ministerstwo Spraw Zagranicznych przekazało dziennikarzom „Rzeczpospolitej”, do września 2019 r. dokument otrzymało ponad 130 tys. obywateli Białorusi.
Dane Urzędu ds. Cudzoziemców wskazują, że 15 tys. z nich posiada w związku z tym aktualne zezwolenie na pobyt stały w Polsce (stan na wrzesień 2020 r.). Łącznie Białorusinów posiadających ważne dokumenty uprawniające do pobytu w Polsce jest 28 tys., a ich liczba stale rośnie. Jeszcze w 2016 r. wynosiła ona blisko cztery razy mniej. Większość przyjeżdżających do Polski stanowią osoby w wieku 20–35 lat, a na nowe miejsce pobytu zazwyczaj wybierają województwo mazowieckie. Do tego doliczyć należy kilkadziesiąt tys. mniejszości białoruskiej (wg Spisu Powszechnego z 2011 r. ponad 43 tys. osób), która w większości zamieszkuje tereny południowego Podlasia.

Początkowo to był szok

Tanya ma 22 lata, pochodzi z Nowogródka, 30-tysięcznego miasta w zachodniej Białorusi. Nie posiada Karty Polaka, ale dzięki polskiemu pochodzeniu mogła bez problemu trafić nad Wisłę. Przed studiami byłam za młoda, żeby samodzielnie zgłosić się do Konsulatu i wyrobić Kartę, a mój tata z powodu pracy w urzędzie także nie mógł tego zrobić – tłumaczy – Kiedy byłam w 10. klasie, pierwszy raz dowiedziałam się, że mogę dostać się na studia do Polski i początkowo to był szok. Dzięki polskim korzeniom wystarczyło w trakcie ostatniego roku szkoły zgłosić w Konsulacie chęć nauki za granicą, złożyć wszystkie dokumenty i zdać egzaminy.
Latem 2015 r. Tanya napisała w Białymstoku wymagane egzaminy z języka polskiego oraz historii. Wkrótce wraz z innymi nastolatkami ze Wschodu rozpoczęła roczny kurs przygotowawczy organizowany przez Centrum Języka Polskiego i Kultury Polskiej dla Cudzoziemców „Polonicum” na Uniwersytecie Warszawskim. Mieliśmy wybór. Część osób – szczególnie z Ukrainy – decyduje się na rozpoczęcie studiów od razu, ale ja wolałam poduczyć się języka. Mogłam dzięki temu także dostawać stypendium opłacane przez polskie władze.
Podczas kursu Tanya musiała brać udział w zajęciach z języka polskiego, kultury polskiej (polegających na oglądaniu filmowej klasyki) oraz wiedzy o społeczeństwie – przedmiotu związanego z kierunkiem, który wybrała. Po roku rozpoczęła studia na stosunkach międzynarodowych na UW. Miałam nadzieję, że trafię na uniwersytet we Wrocławiu, ponieważ moja rodzina mieszka niedaleko, ale nie organizowano tam wtedy kursów, dlatego nie miałam takiej możliwości. Teraz tego nie żałuję, bardzo dobrze się ułożyło – mówi.
Na początku bardzo nie lubiłam Warszawy. Pochodzę z małego miasta, dlatego wszystko było dla mnie nowe, to był taki zawrót głowy. Pierwsze dwa lata spędziłam w akademiku na Ochocie. Transport stamtąd był fatalny. Dopiero po przeprowadzce na Grochów Warszawa stała się dla mnie bardziej przyjazna. Teraz, po pięciu latach, traktuję ją już jak swoje miasto. Obecnie Tanya łączy pracę w grochowskiej klubokawiarni z obsługą klienta w jednej z sieci odzieżowych, gdzie zajmuje się rosyjskim rynkiem. Od nowego semestru planuje także rozpoczęcie studiów w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW.

Wsparcie uczelni

Większość studentów z Białorusi przyjeżdża do nas dzięki polskim korzeniom w ramach programu organizowanego przez Konsulat (jak Tanya) lub samodzielnie, za własne pieniądze (jak w przypadku Alexa). Polskie uczelnie starają się dodatkowo ułatwić studentom ze Wschodu przyjazd, czego najlepszym przykładem jest Program Stypendialny im. Konstantego Kalinowskiego.
Podstawę utworzenia tego programu stanowi list intencyjny podpisany w 2006 r. przez ówczesnego premiera RP Kazimierza Marcinkiewicza, kandydata na prezydenta Białorusi Aleksandra Milinkiewicza oraz przedstawicieli Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich. Jego głównym celem jest pomoc białoruskim studentom, którzy z powodów politycznych zostali wyrzuceni z rodzimych uczelni. Co ważne, polskie korzenie ani znajomość języka nie są tutaj warunkami koniecznymi. Dzięki wsparciu naszego rządu stypendyści otrzymują szansę kontynuacji nauki na polskich uczelniach. Do ubiegłego roku z tej możliwości skorzystało ok. tysiąca białoruskich studentów. W 2016 r. utworzono tzw. II Program Kalinowskiego, który przyznaje stypendia represjonowanym pracownikom naukowym, aby mogli w Polsce zrealizować roczny staż.
Biuro programu stypendialnego mieści się w Studium Europy Wschodniej UW. W sierpniu br. z powodu aktualnej sytuacji politycznej oraz przewidywanego wzrostu liczby represjonowanych osób Uniwersytet zdecydował o otwarciu dodatkowego naboru do obu programów.

Studencka Inicjatywa

Wydarzenia towarzyszące wyborom prezydenckim na Białorusi w 2006 r., które przyczyniły się do utworzenia Programu Kalinowskiego, stały się także zapalnikiem dla powstania ruchu probiałoruskiego w Polsce. Jednym z jego przejawów było stworzenie przez środowisko studenckie Inicjatywy Wolna Białoruś. Po tym, jak zaczęły się protesty na Białorusi, wiele osób zaangażowało się w ten ruch. To było środowisko studenckie, osoby z różnych kręgów, m.in. z Klubu Inteligencji Katolickiej. Cel, który od początku sobie stawiała organizacja, stanowiła pomoc ruchom prowolnościowym za naszą wschodnią granicą. Wiele akcji odbywało się spontanicznie, jak np. demonstracje, Łańcuch Solidarności czy zaklejanie ust pomnikom w Warszawie, żeby pokazać, że na Białorusi nie ma wolności słowa. Poza tym, Inicjatywa wspierała studentów, którzy zostali wyrzuceni z uczelni i w ramach Programu Kalinowskiego trafiali do Polski – opowiada jeden z członków Inicjatywy, Maciek Wilczyński.
W 2006 r. studiował filologię białoruską na UW i jako wolontariusz zaangażował się w pomoc przyjeżdżającym do Polski studentom zza wschodniej granicy. Później dołączył do Inicjatywy jako sekretarz stowarzyszenia. Pierwsze wydarzenia, które organizowaliśmy, były bardzo polityczne, pojawiali się na nich znani polscy politycy. Później jednak ten temat zaczął tracić na popularności, dlatego odbywało się więcej projektów edukacyjnych, nastawionych na rozwój niezależnego dziennikarstwa czy samorządności na Białorusi. W pewnym momencie Inicjatywa zaczęła współtworzyć z dwoma innymi organizacjami Pracownię Duży Pokój, w której była przestrzeń do organizowania przedsięwzięć stricte kulturalnych i społecznych.
Najbardziej medialny projekt realizowany przez Inicjatywę to koncert Solidarni z Białorusią, który od 2006 r. corocznie odbywa się w Warszawie. Od samego początku uczestniczyło w nim wielu znanych artystów z polskiej i białoruskiej sceny muzycznej. Tegoroczna edycja odbyła się 26 września na PGE Stadionie Narodowym, a koncertowi towarzyszyła zbiórka pieniędzy prowadzona przez Fundację Białoruski Dom i Inicjatywę Wolna Białoruś. Zebrane środki zostaną przeznaczone na pomoc obywatelom Białorusi, którzy działają na rzecz pokojowych zmian, oraz na pomoc prawną, medyczną i żywnościową dla poszkodowanych – mówił w oficjalnej zapowiedzi wydarzenia przedstawiciel nazywanej często „niezależną ambasadą Białorusi” Fundacji Białoruski Dom, Aliaksandr Zarembiuk.

Ścieżki pomocy

To właśnie we wspomnianej Pracowni Duży Pokój odbyło się pod koniec sierpnia otwarte spotkanie Inicjatywy. Podczas niego członkowie stowarzyszenia przedstawili swoje obecne działania, a także otworzyli pole do dyskusji na temat kolejnych pomysłów. Wśród zgromadzonych na sali osób – zarówno Polaków, jak i Białorusinów – można było wielokrotnie usłyszeć pytanie: jak pomagać?. Ludzie mówili o chęci pomocy, potrzebie znalezienia kogoś, kto pokaże im, co mogą zrobić.
Z odpowiedziami na te pytania przychodzą organizatorzy wydarzenia. Inicjatywa wraz z Białoruskim Domem oraz innymi, większymi organizacjami pozarządowymi (m.in. Fundacją Batorego, Amnesty International, Helsińską Fundacją Praw Człowieka) stworzyły cztery grupy robocze mające wspierać Białorusinów. Ich zadaniami mają być kolejno: informowanie opinii publicznej o sytuacji na Białorusi, dokumentowanie świadectw przemocy, pomoc dla Białorusinów przyjeżdżających do Polski oraz oddziaływanie na organy władzy i przedsiębiorstwa w Polsce. Inicjatywa Wolna Białoruś koordynuje działania pierwszej grupy. W jej ramach powstała strona na Facebooku Białoruś2020LIVE, na której na bieżąco pojawiają się informacje o wydarzeniach za wschodnią granicą, a także – we współpracy ze Studium Europy Wschodniej UW – portal Białoruś2020Studium, mający zapewnić bardziej pogłębione analizy tamtejszej sytuacji politycznej i społecznej.
Z kolei w ramach ostatniej z grup, polskim NGO udało się, dzięki petycji oraz wsparciu posłów, przekonać sieci telefoniczne do obniżenia opłat za rozmowy telefoniczne na Białorusi, co miało szczególne znaczenie w momencie odcięcia Internetu przez reżim. Spotkanie w Dużym Pokoju przyniosło także wiele nowych pomysłów na działania, ale przede wszystkim było kolejnym świadectwem tego, że zainteresowanie sytuacją na Białorusi w polskim społeczeństwie znacząco wzrosło.

Solidarność zamiast wrogości

Myślę, że sam fakt, że teraz o tym rozmawiamy, potwierdza tą tezę. – Maciek śmieje się – Po zainteresowaniu naszą stroną i wiadomościami, które wrzucamy, widać, że temat jest teraz bardzo aktualny i zauważany przez ludzi. Alex dodaje: Czuć pozytywne nastawienie Polaków. Kiedy widzisz na meczach normalne flagi twojego kraju [biało-czerwono-białe – historyczne flagi Republiki Białorusi, oficjalnie używane w latach 1918–19 i 1991–95, obecnie będące głównym symbolem opozycji – przyp.red.] słyszysz, że mówią o tym w radiu, to od razu czujesz się lepiej; widzisz, że o tobie nie zapomnieli. Podobne odczucia ma Tanya: Dostałam dużo wsparcia od Polaków, słów, że trzymają za nas kciuki. Moi znajomi chodzą razem ze mną na wszystkie marsze.
Alex i Tanya przez większość pobytu w Polsce mieli kontakt głównie z miejscowymi, mimo to nie przypominają sobie prawie żadnych niemiłych sytuacji. Badania pokazują, że do Białorusinów Polacy są rzadziej negatywnie nastawieni niż do innych wschodnich sąsiadów. Alex wspomina: Kiedyś zdarzyło mi się, że ktoś źle reagował na język rosyjski, ale kiedy przechodziłem na polski, problem znikał.
W rozmowach z Białorusinami często pojawia się temat solidarności. I to nie tylko tej pisanej małą literą. Polacy czterdzieści lat temu przeszli przez coś podobnego, dlatego teraz mogą odczuć nasz ból, rozumieją nas – mówi Tanya – Dlatego najważniejsze w tej chwili jest tłumaczenie i rozpowszechnianie informacji o tym, co dzieje się na Białorusi, tak, żeby trafiło to do jak największej liczby osób.
Naturalnie każda rozmowa schodzi także na tematy bieżącej sytuacji w kraju. W wypowiedziach Alexa i Tanii słychać, co prawda delikatny, optymizm. W 2010 r. wszystko skończyło się po jednym dniu, a teraz trwa to już kilka tygodni. Myślę, że to już coś, nastawiony jestem pozytywnie, wierzę, że będzie „pieramoha” [biał. zwycięstwo – przyp.red.] – mówi Alex. Tanya dodaje: Wydaje mi się, że jesteśmy na dobrej drodze. Jestem bardzo dumna z tego, co się działo, że nie było rozlewu krwi z naszej strony, że wychodzimy z kwiatami. Ale to jest długa droga, żeby pochować ten system; to się nie zdarzy z dnia na dzień. To będzie zupełnie inne tempo zmian niż na Ukrainie.

Drugi dom

W ostatnich miesiącach na ulicach Warszawy odbyło się kilka demonstracji solidarności z Białorusią, a ich uczestników można było liczyć w setkach. W przeciwieństwie do innych zgromadzeń, które w podobnym czasie organizowano w stolicy, nawet policjanci byli w ich trakcie przychylni demonstrującym. Nad głowami zgromadzonych powiewały biało-czerwono-białe flagi oraz transparenty z polsko-białoruskimi napisami: Solidarne z Białorusią!, Za wolność naszą i waszą!, Жыве Беларусь. W środę 26 sierpnia w geście solidarności Pałac Kultury i Nauki został podświetlony w kolory tradycyjnej, białoruskiej flagi. Takie działania pozwalają Białorusinom czuć się mniej obco. Jak mówi Tanya: Po pięciu latach w Polsce czuję się spokojnie. Wiem, że jest tu bezpiecznie. Jak w domu.