Kruchy ład

Dzieje kurdyjskie nie są zbyt rozpowszechnionym tematem w Polsce, co może dziwić, bo między naszym narodami jest wiele podobieństw. Swoje pięć minut Kurdowie mieli ostatnio w związku z wycofaniem wojsk amerykańskich z Rożawy, co pozwoliło na interwencję wojsk tureckich i rozlew krwi. O co jednak chodzi z Rożawą?

Autonomiczna Administracja Północnej i Wschodniej Syrii jest (lub może była) realizacją fragmentu marzeń o Kurdystanie. Rożawa to region zarządzany w sposób bardzo liberalny, na którym jeszcze jakiś czas temu panował względny spokój.

Jak to się zaczęło?

Kurdowie byli obecni w Rożawie jeszcze zanim w Europie zapanowała moda na wyprawy krzyżowe – ich historia sięga aż starożytności. Jest to mniejszość etniczna, która od dawien dawna walczy o możliwość samostanowienia. Ich obecność została znacząco zwiększona na terenach dzisiejszej Syrii w okresie Imperium Osmańskiego, kiedy to grupy Kurdów albo dobrowolnie się tam osiedlały, albo zostały na siłę przetransportowane. Od 1926 r. do Rożawy przybywały kolejne fale Kurdów uciekających z Turcji po nieudanej próbie buntu szejka Saida. Otrzymywali oni obywatelstwo od francuskich włodarzy tego terytorium. Wkrótce Rożawa przeszła jednak z rąk francuskich do syryjskich, co było dla Kurdów dużą zmianą.

W arabskiej Syrii

Co łączy Kurdów syryjskich w trakcie rządów partii Baas i kobiety w konserwatywnych społecznościach arabskich? Bardzo wiele czynników, które skrótowo można nazwać: dyskryminacja. W Syryjskiej Republice Arabskiej Kurdowie byli i są wykluczani pod wieloma względami. W życie weszło dużo przepisów, które traktowały Kurdów niesprawiedliwie w takich sferach, jak własność nieruchomości, prowadzenie pojazdów, swoboda zatrudnienia czy tworzenie partii politycznych. Konfiskata nieruchomości przez rząd, zakaz nauczania języka ojczystego, zmiany nazw miejscowości z języka narodowego na państwowy. Brzmi znajomo? Jak Polska pod zaborami? Tak, a jeśli dodamy do tego cięcia budżetowe na szpitale kurdyjskie otrzymamy sytuację Kurdów pod rządami Baasu. Oczywiście kwestia dyskryminacji Kurdów była poruszana na arenie międzynarodowej wielokrotnie. Chociażby podczas dwunastej sesji Rady Praw Człowieka ONZ Wysoki Komisarz do spraw Praw Człowieka stwierdził, że Kurdowie są w różnych aspektach wykluczani z życia politycznego, społecznego i gospodarczego przez nacjonalistyczny rząd.
Dwa przypadki nadużyć do dziś szczególnie bolą ludność kurdyjską w Rożawie. Pierwsza sytuacja sięga 1962 r., kiedy władze syryjskie urządziły powszechny spis ludności. Jego celem było de facto pozbawienie Kurdów obywatelstwa. Z dnia na dzień w Syrii znalazło się 120 tys. kurdyjskich apatrydów, a liczba ta rosła, ponieważ dla rządu centralnego status „bezpaństwowca” był dziedziczny.
Drugi przypadek zdarzył się w roku 1973, kiedy władze syryjskie skonfiskowały 750 km2 żyznych gruntów, które były kurdyjską własnością. Tereny przekazano rodzinom arabskim przesiedlonym do Rożawy z innych prowincji. Ruch powtórzono w roku 2007, kiedy to 600 km2 ziem Rożawy przekazano arabskim Syryjczykom. Tym razem kurdyjskich mieszkańców pobliskich wiosek eksmitowano.

Vive l’autonomie!

Marzec 2011 r. W Syrii wybuchła wojna domowa, na której wieść cały świat zamarł. To ta wojna przyniosła powstanie tak zwanego Państwa Islamskiego czy fali uchodźców, z którą do tej pory Europa nie wie co zrobić. Bardzo szybko po wybuchu wojny przedstawiciele Partii Unii Demokratycznej, czyli PYD, obwieścili rozpoczęcie walki o wyzwolenie narodowe oraz budowę społeczeństwa w oparciu o ideę demokratycznego konfederalizmu na terenach północno-wschodniej Syrii. Powszechne Jednostki Obrony, czyli w skrócie YPG – tak nazywają się bojówki PYD, 1 prowadzące działania wojenne na terenie Rożawy. W trakcie wojny, w październiku 2011 r., powstała partia o nazwie Kurdyjska Rada Narodowa, która wspólnie z PYD powołała w lipcu kolejnego roku Najwyższy Kurdyjski Komitet. To właśnie on pełnił w Rożawie funkcję egzekutywy.
Niemniej Kurdowie nikogo nie dyskryminowali i równolegle powołali Radę Ludową Zachodniego Kurdystanu, która była organizacją ochronną dla różnych grup etnicznych, politycznych i religijnych z terenów kontrolowanych przez YPG. To właśnie ona stała się areną swobodnej wymiany myśli i nieskrępowanej partycypacji politycznej. Już od listopada następnego roku działania PYD, YPG i Kurdyjskiej Rady Najwyższej przyniosły wymierny efekt – Rożawa stała się faktyczną autonomią, proklamowano ją oficjalnie 9 stycznia 2014 r.

Zachód na wschodzie

Społeczność Rożawy oparta jest na zasadach bezpośredniej oraz partycypacyjnej demokracji, równości płci i poszanowania praw mniejszości deklarowanych w imieniu zamieszkujących ten obszar Kurdów, Arabów, Syryjczyków, Turkmenów, Ormian i Czeczenów.
Kurdowie od zawsze byli postępowi, świadczy o tym chociażby to, że już od lat 80. ubiegłego stulecia Partia Pracujących Kurdystanu walczyła o równouprawnienie kobiet i mężczyzn. W 2005 r. w Rożawie powstał Kongres Star (Kongreya Star). Było to zrzeszenie organizacji kobiecych z Syrii, które organizowało gminy kobiece pomagające obywatelkom rozwijać się ekonomicznie oraz podnosić umiejętności samoobrony.
Na obszarze Rożawy w każdej instytucji obowiązuje parytet reprezentacji kobiet, która nie może wynosić mniej niż 40 proc. Przypomnijmy, że w Polsce taka zasada obowiązuje dopiero od 2011 r. i tylko przy układaniu list do sejmu i do europarlamentu, gdzie udział kobiet na jednej liście nie może być mniejszy niż 35 proc. W DFNS istnieje również zasada „dwuprzywództwa”, która mówi, że każda funkcja przywódcza, w tym głowy regionu, powierzana jest dwóm osobom – kobiecie i mężczyźnie.
Umowa społeczna, bo tak Kurdowie nazywają swoją konstytucję, przewiduje również zakaz poligamii, swobodę wyznania, równość wszystkich grup etnicznych oraz zakaz tortur i kary śmierci. Wspomniane zasady realizuje powołana pod koniec 2015 r. Syryjska Rada Demokratyczna (SDC), która pełni funkcję federacyjnego organu legislacyjnego oraz przedstawiciela Rożawy na arenie międzynarodowej. Instytucja ta składa się z 101 osób, będących reprezentantami praktycznie wszystkich grup etnicznych, religijnych, politycznych czy ekonomicznych zamieszkujących Rożawę. Na współprzewodniczących wybrano Haytham Manna – mężczyznę, oraz Îlham Ehmed – kobietę, zgodnie z zasadą dwuprzywództwa.
SDC powołuje Radę Wykonawczą, której obszar zainteresowań stanowią zarówno gospodarka, rolnictwo, zasoby naturalne, jak i sprawy zagraniczne. Rada w momencie powołania składała się z dwudziestu „ministerstw”. Wybory parlamentarne zaplanowane na 2014 i 2018 r. musiały zostać odroczone ze względu na walki toczące się na terenie Syrii. Tym, co jednak udało się zrealizować, było urzeczywistnienie parytetu płci.

Życie w Rożawie…

Od początku uzyskania autonomii administracja Rożawy zdecydowanie szła w stronę polepszenia warunków bytowych obywateli na tyle, na ile było to możliwe w trakcie wojny. Kładzie ona bardzo duży nacisk na promocję bibliotek i placówek edukacyjnych oraz upowszechnianie dostępu do oświaty, czego dowodzą założone odpowiednio w 2015 i 2016 r. Centrum Rozwoju Talentów Dziecięcych Nahawand w Amuda oraz Biblioteka Rod Rod û Perwîn w Kobanî. Również szkolnictwo wyższe nie uciekło uwadze władz Rożawy. Zaznaczyć trzeba, że na początku syryjskiej wojny domowej nie było w tym rejonie praktycznie żadnej znaczącej uczelni wyższej. Zmieniło się to od czasu uzyskania autonomii przez region; od tamtej pory demokratycznie rządzący włodarze Rożawy otwierali i dofinansowywali kolejne instytucje edukacji wyższej.
Rożawa stanowi jeden z niewielu regionów Syrii, gdzie dziennikarze mogą cieszyć się swobodą poruszania, co umożliwia im regulare relacjonowanie wydarzeń z regionu. Największym problemem w kwestii wolności mediów są tutaj… powolne połączenia internetowe! Wynikają z prozaicznej przyczyny: braku odpowiedniej infrastruktury.

… brutalnie przerwane

Wszystko, co zostało napisane powyżej, łączy się z jeszcze jednym czynnikiem: obecnością wojsk amerykańskich w Rożawie. Dzięki Amerykanom Kurdowie czuli się w swojej autonomii bezpiecznie. Donald Trump uznał jednak, że skoro Kurdowie nie pomagali Ameryce, to Stany Zjednoczone nie muszą pomagać Kurdom.
I tak z dnia na dzień prezydent Stanów Zjednoczonych odwołał swoje wojska z regionu. Jak tylko żołnierze amerykańscy rozpoczęli wycofywanie się, na Rożawę padł grad pocisków ze strony tureckiej. Było to dokładnie to, na co czekał Recep Tayyip Erdoğan, prezydent Turcji. Erdoğan jest postacią wielce zniesławioną wśród Kurdów, a teraz tylko zwiększa ich niechęć do siebie. I to w bardzo krwawy sposób.
Już w trakcie wymiany ognia zawarto porozumienie, które w praktyce mówi, że Kurdowie mają odejść od granicy na 32 km, czyli opuścić swoje domy, które zajmą Turcy. Erdoğan zasłania się chęcią stworzenia „strefy bezpieczeństwa” na granicy. Trzeba podkreślić, że porozumienie zostało zawarte bez jakichkolwiek konsultacji ze stroną kurdyjską, która mimo wielu zasług w zwalczaniu ISIS została potraktowana jak powietrze.

Cisi zwycięzcy

Świat bardzo szybko zauważył głośny triumf Erdoğana, który w końcu mógł wkroczyć na kurdyjskie tereny; dziwaczne piruety Trumpa, który po zostawieniu Turcji zielonego światła na atak zaczął mówić, że zniszczy ją gospodarczo; czy też tragedię Kurdów – z dnia na dzień stracili w najlepszym wypadku pewność egzystencji, w najgorszym – życie. Są jednak tacy, którzy cieszą się z takiego stanu rzeczy.
Największym wygranym amerykańskiego odwrotu i tureckiej ofensywy jest ekstremizm islamski objawiający się w formie terroryzmu. ISIS zostało pokonane wyłącznie terytorialnie – nikt nie przezwyciężył jego sposobu myślenia. Teraz, kiedy najspokojniejsze dotychczas terytorium wojny, znów stanie w chaosie, ISIS będzie miało niczym nieskrępowane pole do popisu.

Pogranicza w ogniu

„Niech Kurdów broni Rosja, Chiny albo Napoleon Bonaparte, jesteśmy na dystans 7 tys. mil.” Tego tweeta prezydenta Trumpa powinni sobie wydrukować i powiesić na ścianie ministrowie obrony i spraw zagranicznych wszystkich krajów sojuszniczych USA, z krajami NATO na czele – uważa Konstanty Gebert, od 2011 r. dyrektor biura Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych. Trudno się z nim nie zgodzić. Wielu z nas jest pewnych, że w razie inwazji amerykańskie wojska stacjonujące w Polsce pomogą nam odeprzeć napastników. Kurdowie też byli pewni. Wielu z nas nie wyobraża sobie, że Amerykanie mogliby ot tak nagle z Polski zniknąć. Kurdowie też sobie nie wyobrażali.
Stany Zjednoczone zacieśniają więzi z Rosją, Erdoğan triumfuje, ekstremizm islamski przeżywa swój renesans, Kurdom zawalił się świat, jaki przez lata zbudowali. Gdzie w tym wszystkim jest nasze miejsce? Zamyka się ono w zdaniu, że historia magistra vitae est. Nawet historia najnowsza, a może właśnie zwłaszcza ona.

TEKST: Wojciech Godlewski