Marzę o lepiej wyedukowanych Polakach – wywiad z Olafem Deriglasoffem

Legenda polskiej sceny alternatywnej. Jego bas możemy usłyszeć na dwóch najlepszych płytach Apteki, niepowtarzalnym P.O.L.O.V.I.R.U.S.-ie Kur czy Piosenkach Toma Waitsa Kazika Staszewskiego. Obecnie koncertuje ze swoim zespołem Cyrk Deriglasoff. Grał z prawie każdym. O tym, z kim nie grał, a chciałby, jak łączy rock’n’roll z przynoszeniem chleba do domu oraz z jakim hasłem wyszedłby na ulice, opowiada MAGLOWI Olaf Deriglasoff.

Rozmawiał: Jakub Płecha

fot. Ralf Lotys (Sicherlich), CC BY 4.0

MAGIEL: Co wkurza Cię w tym obecnym cyrku?
Olaf Deriglasoff: Rozmowę o współczesnym cyrku należy zacząć od tego, że niewiele się on różni od tego towarzyszącego ludzkości od jaskini. To jest zawsze gra emocji, gra relacji międzyludzkich. Czasem ta zabawa jest trudna i może się nawet skończyć tragicznie. W utworach, które tworzę, staram się zachowywać odniesienia do rzeczywistości, ale lubię też zwracać uwagę na kondycję człowieka. Być może, przy tak banalnych piosenkach, brzmi to buńczucznie i nieadekwatnie, ale człowiek zawsze jest dla mnie ważnym elementem tej układanki. Moim zdaniem w społeczeństwie zmieniają się jedynie dekoracje i narzędzia – człowiek ze swoimi emocjami niezmiennie poszukuje złotego środka.

Mówisz, że nie lubisz atmosfery wielkich miast.
Tak. To jest coś, co mi zawsze przeszkadzało. Wielkie miasto bardzo często koncentruje w sobie pomieszane energie. Można to nazwać filozofią pośpiechu. Ludzie udowadniają swoim postępowaniem, że działają w sposób chaotyczny, rozdygotany. Dla mnie to nie jest okej. W moim życiu pośpiech oznacza destrukcję. Jako dojrzały człowiek wolę poukładane życie. Zawsze mam plan A, B, itd.

Jak łączysz rolę muzyka z byciem głową rodziny i ojcem dwóch córek?
Bycie rock’n’rollowcem, a jednocześnie ojcem i szefem firmy, kłóci się z etosem muzyka, który uważany jest za niebieskiego ptaka. Zabawia ludzi, podróżując tylko od miasteczka do miasteczka. Nie stroni przy tym od rozrywek wszelkiego rodzaju. Jest w tym pewien dysonans, ale w życiu ważne jest osiągnięcie balansu. Nie można iść na całość tylko w jednym kierunku. Wielu moich kolegów, którzy poszli na całość w rock’n’rolla, już dawno zakończyło swoją ziemską drogę.

Jakie miałeś swoje wyobrażenie na temat rocka i bycia muzykiem, gdy zaczynałeś tę przygodę?
Moje wyobrażenie z dzieciństwa niewiele odbiegało od tego, z czym faktycznie przyszło mi się mierzyć. Ale wówczas nie wiedziałem jeszcze za dużo o podłości ludzkiej. Show-biznes rządzi się bardzo twardymi prawami i zdecydowanie nie jest to romantyczna podróż. Z drugiej strony, trudno wyrazić uczucie towarzyszące mi, gdy stoję z gitarą i patrzę w oczy słuchaczy, którzy znają teksty, rozumieją je i identyfikują się z myślą przewodnią. Tak, to jest piękne. Wyobrażenie dziecka ma naiwny charakter, ale dosyć szybko zderzyłem się z „prawdziwym” obliczem życia. Cierpienie jest nieodłącznym elementem bytu człowieka. Byłem już w pewnym stopniu przygotowany na to, że show-biznes da mi kopa, aczkolwiek zaskoczyło mnie to, jak daleko posunięta jest nieuczciwość i wyzysk.

Miałeś momenty zawahania i zwątpienia?
Myśli na temat zakończenia tej nierównej gry, rzucenia wszystkiego w diabły i wyjechania w Bieszczady przytrafiają mi się do dziś. Nigdy nie zwątpiłem w muzykę, kontakt między ludźmi. Sam lubię słuchać ludzi, którzy mają coś mądrego do powiedzenia i potrafią przekazać ideę, która im przyświeca. Chociaż ludzie za mało czytają książek, poezji, nie potrafią otwierać się na obce i nie potrafią formułować myśli. Musimy potrafić ze sobą rozmawiać. Warto uczynić z tego pewnego rodzaju sztukę. Dialog jest ważny. Wróćmy do momentów zawahania… Zawód, który uprawiam to bez wątpienia powołanie, ale wymaga on poświęcenia. Często rozpadają się rodziny, bo muzyk poddawany jest najróżniejszym ekstremalnym sytuacjom i pokusom. To nie jest środowisko, które sprzyja prowadzeniu życia rodzinnego.
Zespół to też mimo wszystko firma, która musi zarabiać. Gdy ekonomicznie jest źle, to po paru latach przestaje on istnieć. Sam byłem świadkiem rozpadów świetnych kapel, które nie podołały wyzwaniom finansowym. Były to fantastyczne projekty muzyczne, estetyczne i odkrywcze zjawiska, a po prostu zniknęły bezpowrotnie.

Nie uważasz, że w dzisiejszym świecie pojęcie groteski, mrocznej wizji literackiej jest obce polskiemu społeczeństwu? Ponad 60 proc. społeczeństwa nie przeczytało w ubiegłym roku ani jednej książki. Jak się z tym czujesz, że Cyrk Deriglasoff w pewnym względzie już zawsze pozostanie niszowym zespołem?
Schlebianie gustom przeciętnego słuchacza jest po prostu słabe. Nie interesuje mnie to. Nawet jeżeli ceną jest niszowość i trudności finansowe z tego względu, to dla mnie bardzo istotnym elementem twórczości jest szczerość i wiara w to, że słuchacz zrozumie, co się do niego mówi. Rozumiem, że jest wiele zespołów, które za pomocą prostych tekstów docierają do mas, ale zaniżają przez to swój poziom intelektualny. Słyszałem o zespołach disco polo, które składają się z wytrawnych muzyków i trzeźwo myślących ludzi, nawet można pokusić się o stwierdzenie – intelektualistów. W imię kasy poszli ścieżką prostackiej muzyki i prostackiego przekazu. Nie chcę tego oceniać, rozumiem to. Dla mnie też jest ważne utrzymanie domu, ale nie jest to dla mnie najważniejsze, jeśli chodzi o twórczość, bo potrafię zarabiać też na inne sposoby. To dzięki temu, że wychowałem się w twardych warunkach na Wybrzeżu. Wszyscy męscy członkowie mojego rodu byli marynarzami, po nich odziedziczyłem umiejętność radzenia sobie w trudnych warunkach ekonomicznych.

Gdybyś mógł wybrać, to z którym współczesnym polskim artystą chciałbyś razem wystąpić, tworzyć muzykę?
Bez wątpienia z Lechem Janerką, ale trudno jest z nim cokolwiek tworzyć, bo jest niechętny do tego typu współpracy. Znamy się osobiście. Jest bardzo interesującą postacią. Nie możesz go rozczytać od razu, zaskakuje. Ta tajemnica powoduje, że chciałbyś go poznać.
Zaskoczę cię: ja nie do końca jestem osobnikiem, który chciałby z kimś tworzyć wielkie duety. Gdy chcę coś z kimś tworzyć, to po prostu to robię. Tak jest w przypadku Grzegorza Nawrockiego. Jest liderem zespołu Kobiety, a prywatnie moim przyjacielem z Trójmiasta. Tak jak ja, jest niszowym twórcą; po prostu idzie swoją ścieżką bez względu na to, czy przyniesie mu to sukces. Chciałbym z nim zrobić coś dobrego. Nawet jeżeli śpiewam piosenki banalne i piszę teksty, które są z pozoru nieskomplikowane, to pod spodem jest ukryty ból istnienia i głęboka refleksja. Grzegorz Nawrocki ewidentnie to ma, podobnie jest w przypadku Arka Jakubika.
Jeżeli chodzi o muzyków z naszego podwórka to bardzo cenię też Wojtka Waglewskiego, czy chociażby Łonę i Webbera. Gdybym dostał propozycję współpracy z nimi, na pewno bym nie odmówił.

Cyrk Deriglasoff, fot. Ralf Lotys (Sicherlich), CC BY 4.0

Jaki był najbardziej hardkorowy wybryk Olafa Deriglasoffa?
Myślę, że każdy ma w sobie takiego chuligana, bez względu na to, czy jest dobrze wychowanym człowiekiem, intelektualistą itd. Każdemu zdarza się czasem pójść tą zwierzęcą ścieżką, gdzie C2H5OH wyzwala te najgorsze instynkty. Napisałem kiedyś piosenkę Siedzę, siedzę – to opis pewnej eskapady z opłakanym skutkiem. Wylądowaliśmy z kolegami najpierw w izbie wytrzeźwień, a później na komisariacie, gdzie byliśmy zamknięci w celach przez dwa dni. To chyba ten najbardziej spektakularny wybryk w moim wykonaniu, ale mogę go też określić jako skondensowaną karmę, gdy negatywne działania spotykają się od razu z negatywnymi skutkami. Takie sytuacje najbardziej lubię w życiu, bo kretyńskie działania towarzyszą wszystkim – bez względu na to, czy jesteś oczytany. Możesz skończyć filozofię i robić debilne rzeczy. Zawsze warto jednak dostać po łbie, gdy zrobisz coś głupiego czy nawet szkodliwego. Możesz coś sprawdzić w ramach eksperymentu, ale gdy przekroczysz granice, musisz ponieść konsekwencje.

Gdy mówisz o życiu, patrzeniu na świat, to używasz jedynie ciemnych barw. Można u ciebie odnaleźć biel?
Jestem bez wątpienia człowiekiem, który wielokrotnie mierzył się z mrokiem i też stąd ten cały cyrk. To rodzaj jaśniejszej części mojej twórczości – nie tylko rozrywka dla innych, ale również i dla mnie. Z jednej strony jest on lekko zabarwiony tym ciemnym spojrzeniem na życie, ale potrafimy się tym bawić. Tańczymy, tupiemy, krzyczymy, śpiewamy. Jednak umiem w tym wszystkim odnaleźć równowagę. W ludziach jest pełno fantastycznych, szlachetnych uniesień i nie wolno o nich zapominać. U mnie nadzieja i wiara w człowieka sąsiaduje ze zwątpieniem. Widać to, gdy np. czytamy Baudelaire’a. W jego twórczości również widzimy zachwyt nad obserwacją świata na równi z przerażeniem. Negatywne uczucia muszą nam towarzyszyć, gdy zaczniemy obserwować człowieka bardziej wnikliwie. Jestem realistą, ale szukam piękna.

A co cię zachwyca, a co przeraża w nas, Polakach?
W poczuciu zagrożenia potrafimy się zjednoczyć i zapomnieć o podziałach, które na co dzień są wśród nas bardzo widoczne. Jesteśmy waleczni, jeżeli chodzi o umiejętność wytrwania na placu boju – nawet gdy z góry jesteśmy skazani na porażkę. To są te cechy, które mnie fascynują i jestem z nich dumny. Z drugiej strony, przeraża mnie ta małostkowość. Kompleks niższości połączony z kompleksem wyższości to bardzo ciekawa cecha z punktu widzenia psychologicznego. Chociaż niewątpliwie jest to nasza największa narodowa wada.
Przeraża mnie też ta specyficzna moda, która zawładnęła ludźmi. Polacy nie czytają książek, nie interesują się kulturą, nie interesują się zagadnieniami intelektualnymi i, o zgrozo, są z tego dumni. Nie przeczytałem żadnej książki i jestem z tego dumny. Dziwne, prawda? Nawet kiedyś czytałem jakiś artykuł w Internecie i z ciekawości rzuciłem okiem na komentarze internautów i znalazłem taki wpis – Szczepan Twardoch? A kto to w ogóle jest? Nie znam tego człowieka i nie mam zamiaru go znać. Bycie dumnym z braku własnego rozwoju intelektualnego jest przerażającą cechą, czy nawet: tendencją. Ludzie nie interesują się niczym głębszym, niż tylko jak zarobić kasę, jak wyrwać dziewczynę i jak się „nawalić” piwami z kolegami w sobotę na grillu. To mnie uwiera, ale rozumiem, że doszliśmy do takiego momentu historycznego.

Jesteś patriotą?
Jestem patriotą. To dosyć nietypowe wynurzenie, ze względu na to, co się dzieje obecnie w Polsce. Bardzo często patriotyzm łączony jest z bezmyślnym wykrzykiwaniem haseł na wiecach. Chciałbym jednak, żeby moja miłość do ojczyzny była po prostu mądra, a nie jedynie pustą gadaniną i powtarzaniem popularnych obecnie hasełek. To bardzo złożone zagadnienie. Definicja patriotyzmu jest bardzo trudna, ale ja ograniczę się do tego, że jest to rozumienie miejsca, w którym jestem. Zbieram śmieci w lesie – to jest także Polska i chciałbym, żeby była czysta. Chciałbym zostawić to miejsce odrobinę lepszym, niż je zastałem.
Tworzę wyłącznie w języku polskim, a Cyrk jest stworzony na modłę słowiańską. Nie podoba mi się, gdy ludzie mówią o polskiej kinematografii, że jest beznadziejna. Szkodzimy tym naszej rodzimej kulturze. Dla mnie najważniejsza jest tożsamość.

Obecnie ciągle mamy jakieś manifestacje i kontrmanifestacje. Z jakimi hasłami ty byś wyszedł na ulice?
Nie widzę opcji politycznej dla siebie. Mało jest ludzi, którzy mają podobne spojrzenie na prowadzenia państwa. Ja bym sobie życzył, żeby Polacy byli lepiej wyedukowani. Pragnę żyć w Polsce, w której szukamy rozwoju. Chcę kraju, gdzie ludzie próbują odkryć swoje zdolności. Marzę o systemie edukacji, który młodych ludzi rozwija w dziedzinie, w której naprawdę są mocni. W domach nie uczy się ludzi ani kultury, ani miłości do drugiej osoby. Gdy widzimy kogoś, kto leży na ulicy, to po co od razu zakładać, że jest pijany? Należy podejść, bo może zasłabł. O takiej kulturze, wychowaniu człowieka marzę. Ilu Polaków pamięta, że kiedyś byliśmy potęgą, jeśli chodzi o artystyczne plakaty? To samo dotyczy polskiego jazzu – kiedyś był ceniony na całym świecie. Nie obraziłbym się, gdyby każdy mieszkaniec naszego kraju postawił sobie nieco wyżej poprzeczkę.
Wracając do pytania: niestety nie ma takiego hasła! Nie widziałem w każdym razie. „Więcej literatury!”, „Czytajcie poezję!”. O mam, jest jedno fajne hasło – „Nie czytasz książek, nie idę z Tobą do łóżka”. Niby odnosi się do prozaicznej czynności, czyli ruchów „niegodnych filozofa”, ale czy znajdzie się kiedykolwiek partia, która wyniesie to na sztandary?