Sekret mrocznego r&b

Ciemne brzmienia R&B miały swój początek w Toronto. Na początku były zaledwie cichym szeptem w chórze mainstreamowych wokali popu, dzisiaj zdaje się, że ich mrok zdołał pochłonąć scenę w całości, okrywając miliony słuchaczy na całym świecie.

Autor: Tymoteusz Nowak

Wszystko zaczęło się w Toronto w 2011 r., dzięki mixtape’owi House of Balloons, którego nasycone mroczną elektroniką utwory i okładka wyrwana rodem z grafik Tumblra wprawiły internet w osłupienie. Lata 10. XXI w. były czasem dużych zmian dla muzyki. Klasyczna alternatywa ostatni raz podbiła wtedy listy przebojów, a Justin Bieber wraz ze swoją cudowną, dziecięcą grzywką ukazał się światu, debiutując w notowaniach z Baby.

We are happy here

House of Balloons było za to czymś zupełnie świeżym, odmiennym na rynku. Społeczność muzyczna, która od dawna pożądała czegoś nowego, w końcu to uzyskała.
Jednak, co kluczowe, nikt nie wiedział, kto jest odpowiedzialny za produkcję, a jedyną informacją pozostawał pseudonim artystyczny muzyka
i powiązania z Drake’em, który już wtedy posiadał status lokalnej gwiazdy. W szybkim tempie anonimowość i nieuchwytność, które trwały prawie dwa lata, stały się głównymi atrybutami artysty, a internet jak wrzał, tak wrzał – tym razem przy akompaniamencie „muzyki z ciemnego klubu nocnego”. Wokalista utrzymywał jednak kontakt z fanami za pomocą Twittera, a wszyscy jednogłośnie zastanawiali się: kim jest The Weeknd?

In a happy house

Abel Tesfaye urodził się w 1990 r., na obrzeżach Toronto, w dzielnicy Scarborough. Był jedynym dzieckiem etiopskich imigrantów, którzy zamieszkali w Kanadzie we wczesnych latach 80.
Od małego uczył się tradycyjnego etiopskiego języka od babci oraz mamy, po tym jak ojciec pewnego dnia wyszedł i już nie wrócił.
W 2016 r. podczas wywiadu z The Guardianem powiedział: Nie miałem w domu postaci ojca (…). W pobliżu nie było chłopców. Tylko ja i moja mama. Mimo trudnej sytuacji w domu rodzinnym, nigdy nie zarzucał ojcu niczego złego: Jestem pewien, że jest świetnym facetem. Nigdy go nie oceniałem. Nie był wulgarny, nie był alkoholikiem, nie był dupkiem. Po prostu go nie było.
Tesfaye uczęszczał w sumie do dwóch lokalnych gimnazjów, z których koniec końców nie uzyskał dyplomów i tym samym zakończył swoją edukację w 2007 r. To wtedy doszło do pierwszych, wielkich zmian w jego życiu, które rozpoczęły historię rozwoju muzycznego obecnego zwycięzcy trzech nagród Grammy.
Jeszcze w tym samym roku siedemnastoletni Abel zdecydował się na ucieczkę z domu. Zamieszkał wówczas w jednopokojowym mieszkaniu z bliskim znajomym. Po szybkiej przeprowadzce dwójka oddawała się niekończącym imprezom oraz wielokrotnie okradała lokalne supermarkety, prowadząc młodzieńcze życie bez większych pieniędzy, za to w towarzystwie alkoholu oraz innych, „ciekawszych” specyfików. Wtedy też zaczęły się pierwsze prace nad przyszłymi projektami muzycznymi Kanadyjczyka.
W 2010 r. poznał Jeremy’ego Rose’a, który został jego pierwszym, prawdziwym wspólnikiem. Rose był współodpowiedzialny za produkcję trzech pierwszych anonimowych numerów Tesfayego, które tajemniczo zostały wrzucone do sieci, pojawiając się na YouTubie oraz na stronie Drake’a. W skład ich wchodziło między innymi The Morning, które można było usłyszeć w zeszłorocznym filmie Uncut Gems braci Safdie. Tak świat po raz pierwszy usłyszał pseudonim The Weeknd.

High for this

Chwilę później już całe House of Balloons ujrzało światło dzienne. Tym razem za produkcję odpowiedzialni byli głównie Doc McKinney, który już wcześniej pracował m.in. z Maroon 5, a niedługo pózniej z Drake’em (Take Care) oraz Illangelo, który towarzyszy Kanadyjczykowi aż do dzisiaj (After Hours), a swój wkład miał także m.in. w I Fall Apart Post Malone’a.
Media takie jak Pitchfork, VIBE czy The New York Times prześcigały się w prawieniu komplementów na temat mixtape’u, a krytycy głowili się, do jakiego gatunku zaliczyć muzykę, w której delikatne indie przechodzi w gwałtowną muzykę elektroniczną. Produkcja wybiegła zdecydowanie w przyszłość i futurystyczne dźwięki, zaproponowane przez The Weeknda, teraz są już chlebem powszednim dla całej branży muzycznej.

It’s like poetry, it rhymes

A więc jak brzmiała ta muzyka? Były to tajemnicze, kontrowersyjne dźwięki R&B, których wizualizacją mogłaby na pewno zostać nietrzeźwa domówka, z amerykańskimi kubeczkami i tytułowymi balonami w tle. Wszystkie utwory również pasowały do siebie tematyką – w słowach utworów przewijają się „dziwne” poranne 1 opowieści o pożądaniu czy zranieniu, które w całość łączy mistyczna, czasem przygnębiająca muzyka.
Słowa poszczególnych utworów również pozostają po dziś dzień wielkim atrybutem House Of Balloons. Smutne, melancholijne sentencje i historie, z którymi każdy z nas może się utożsamić, nadały mixtape’owi prawdziwą, ciemną duszę. Do tego wszystkiego dodać trzeba czarującą, niepokojącą anonimowość autora. Trudno stwierdzić bowiem czy fantazje snute przez niego są wyjęte z prawdziwego życia, czy może pozostają jedynie wyobrażeniami – przecież go nie znamy.
Cała składanka tak naprawdę nie pozostawiła innego wyboru niż zanurzenie się w odmętach wersów Abela Tesfaye. To wszystko sprawiało, że znudzone mainstreamowymi popowymi brzmieniami społeczeństwo obrało nowy kurs, a na jego czele znaleźli się m.in. pierwotni hipsterzy czy fascynaci muzyki alternatywnej.

Saint trilogy

Po wydaniu dwóch kolejnych mixtape’ów w tej samej formule na przełomie 2011 i 2012 r. (Thursday oraz Echoes of Silence), w 2012 r. Tesfaye zdecydował się wydać album kompilacyjny – Trilogy. Co ciekawe, album ten składał się ze wszystkich poprzedzających mixtape’ów, których utwory zostały ponownie zremasterowane, a dodane zostały trzy nowe kompozycje: Twenty Eight, Valerie oraz Till Dawn. Krytycy przyjęli album ciepło, oceny były podobne do wcześniejszych, debiut zaliczył odpowiednio piątą i czwartą pozycję na listach przebojów w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych, a wrap up wydawnictwa stanowiła trasa koncertowa pomiędzy wrześniem a listopadem tego samego roku, w ramach której The Weeknd wystąpił m.in. na popularnym festiwalu Coachella.
Wydawcą albumu zostało amerykańskie Republic Records, z którym Weeknd podpisał chwilę wcześniej pierwszy profesjonalny kontrakt, a prace nad jego własnym labelem XO zostały rozpoczęte. Później było już tylko lepiej.

Groza w japońskim stylu

W maju 2013 r. premierę miał tytułowy utwór z jego debiutanckiego albumu, Kiss Land, który zdołał osiągnąć drugie miejsce na amerykańskich czartach.
Jak zaznaczył w wywiadzie Tesfaye, odsłuchując Kiss Land, powinniśmy czuć się jak w horrorze: Kiss Land symbolizuje życie w trasie, ale to świat, który stworzyłem w swojej głowie. (…) Kiedy myślę o Kiss Land, myślę o przerażającym miejscu. To miejsce, w którym nigdy nie byłem, które jest dla mnie obce. (…) Kiss Land jest jak horror.
The Weeknd zawsze inspirował się wszechobecną popkulturą i w tym wypadku nie było inaczej, jako że, co sam przyznał w wywiadzie, pełen grozy motyw albumu zaczerpnięty został z produkcji filmowych Davida Cronenberga czy Ridleya Scotta. Co więcej, udostępnione w internecie grafiki zapowiadające Kiss Land, jak również teledyski i wreszcie scenografia trasy koncertowej promującej album, były utrzymane w dalekowschodniej estetyce. Japońskie litery, neonowe światła i stylizowany wizerunek kota do dziś są wspominane przez fanów jako jedna z najlepszych identyfikacji wizualnych albumów.

Legacy

Późniejsze wydawnictwa Kanadyjczyka, Beauty Behind the Madness oraz Starboy, a także My Dear Melancholy, zapewniły mu sławę oraz dużą ilość nagród, a w tym m.in. trzy statuetki Grammy. Co jest jednak najważniejsze, Tesfaye swoimi brzmieniami wpłynął znacząco na kierunek rozwoju rynku muzycznego. Siła dark R&B nigdy nie była większa, a impakt stylistyki oraz muzyki popularnego House of Balloons widać po dzień dzisiejszy, co potwierdzają największe magazyny muzyczne.
W momencie pisania tego tekstu, Abel po raz kolejny stoi na czele The Hot 100 Billboardu, a jego najnowszy album, After Hours, nadal pozostaje na pierwszej pozycji najczęściej słuchanych albumów. Również singiel Blinding Lights zajmuje pierwsze miejsce w kategorii pojedynczych utworów. XO till we overdose!