Jazz rumuński… rumuński, węgierski, a może jednak amerykański?

Tłumiony aż do połowy lat sześćdziesiątych rumuński jazz pozostaje niekiedy swoistą zagadką, skutecznie zagłuszonym fenomenem. Wiemy co nieco, że istniał. Wiemy też, że żył, choć nie jesteśmy w pełni świadomi, gdzie się ukrywał.

Tekst: Aleksandra Marszałek

Stosunek do rumuńskiego folkloru w muzyce wzbudza niekiedy skrajne emocje – asymetria rytmów czy agresywne brzmienie instrumentów smyczkowych nie zawsze bywają przyjemne dla niewprawionego ucha. Pomimo fascynującej budowy i rytmów, na które nie bez wpływu pozostaje tradycyjna muzyka romska, kompozycje ludowe Rumunii nie pretendują zwykle do miana potencjalnej bazy dla współczesnych gatunków muzyki rozrywkowej. Sam rozwój jej jako takiej pozostaje w dwudziestym wieku dla Rumunii w jakimś sensie problematyczny. Najtrudniej jest z jazzem, którego w nowoczesnym wydaniu niemal do 1965 r. praktycznie grać nie można.

Jedno imię, wiele obliczy

Jancsy Körössy – bądź też Ianscy, János, Jancy czy Iansci, w zależności od perspektywy – na świat przychodzi jako rodowity Węgier pod sam koniec 1926 r. w miejscowości Cluj w Rumunii. Jego pierwszym instrumentem są skrzypce, na których młody muzyk grywa w orkiestrze ludowej. Dzięki temu doświadczeniu, ma szanse dogłębnie przeanalizować strukturę zarówno rumuńskiej, jak i węgierskiej muzyki ludowej – zwrócić uwagę na liczne podobieństwa, dostrzec subtelne różnice, a przede wszystkim, odnaleźć osobistą inspirację, do której sięgać będzie do końca swojej artystycznej działalności. W połowie lat 40. odkrywa powołanie – grze na fortepianie – w konsekwencji czego rozpoczyna muzykowanie w Electrode Ensemble – orkiestrze należącej do najważniejszej państwowej wytwórni płytowej w Rumunii. Nieusatysfakcjonowany działalnością grupy mężczyzna porzuca ją, aby ostatecznie poświęcić się fascynującemu wówczas jazzowi z Ameryki.

Ile wersji jego imienia, tyle różnych wpływów przejawiać będzie Körössy w całokształcie swojej twórczości. Pierwsze nagrania pianisty, zarejestrowane na terenie kraju jeszcze w drugiej połowie lat 50., prezentują jednak nieszczególnie wymagające kompozycje fortepianowe, niekiedy własne adaptacje rumuńskiej klasyki. Artysta swoje muzyczne skrzydła rozwinąć może dopiero w czasie pobytu w Czechosłowacji, gdzie środowisko jazzowe jest w tym czasie relatywnie mniej skrępowane. Nie tylko nagrywa tam kilka płyt, ale regularnie muzykuje jako członek licznych praskich formacji. Pianistę fascynuje, z jaką łatwością Czesi potrafią zaadaptować styl grania amerykańskich mistrzów.

Swego nie znacie

W 1961r. jako jedną z płyt dla Supraphonu nagrywa Körössy dziesięciocalowy album Jazz Recital, gdzie prezentuje głównie standardy jazzowe zza oceanu. Zaledwie rok później pojawia się na festiwalu Jazz Jamboree w Warszawie. W tym czasie nagrane zostaje poświęcone w całości występowi pianisty (z akompaniamentem m.in. Romana Dyląga na kontrabasie oraz Bernta Rosengrena na trąbce) Jazz Jamboree 1961 nr 5 – można na nim usłyszeć aż sześć utworów tego znakomitego kompozytora i instrumentalisty. W Polsce ma szansę nagrać jeszcze jedną skromną, niezobowiązującą muzycznie siódemkę. Tutaj postrzegany jest jako niezwykle utalentowany, tajemniczy geniusz fortepianu. Swoje nagrania wydaje Jancsy również nakładem węgierskiego Qualitonu. Na Węgrzech komponuje ponadto ścieżki dźwiękowe do filmów. Przede wszystkim jednak, w 1964 r. pojawia się jego pierwsza płyta dwunastocalowa – János Kőrössy es Együttese – na której artysta podejmuje się własnej interpretacji amerykańskich standardów, a także sięga do dorobku współczesnych sobie węgierskich twórców.

Seria Jazz

W kolejnym roku powraca do kraju, aby tam zainicjować powstanie Seria Jazz, czyli serii albumów z nagraniami rumuńskich (i nie tylko!) zespołów jazzowych. Okres ten jest niezwykle pamiętny dla rozwoju nowoczesnego rumuńskiego jazzu – właśnie wtedy słuchacze w Rumunii słyszą po raz pierwszy audycję stacji radiowej nadającej zakazaną dotychczas muzykę. Pierwsza pozycja z Seria Jazz nagrana zostaje wraz z kontrabasistą (i również pianistą) Johnnym Răducanu, któremu około 1967 roku Jancsy Körössy towarzyszyć będzie na kilku utworach znajdujących się na albumie Jazz In Trio (czyli czwartego woluminu wspomnianego płytowego cyklu). W 1969 roku pianista rozpoczyna eksperymenty z awangardowym jazzem wolnej formy, nagrywając kolejny album, tym razem w RFN. Niedługo potem definitywnie opuszcza Rumunię na rzecz przeprowadzki do Stanów Zjednoczonych. Umiera w 2013 r. – choć ceniony przez Polaków i Czechów, w swoim kraju pozostaje relatywnie mało uznanym muzykiem.