Ostatni Irlandczyk

Widowiskowy styl walki, oparty na nokautującym ciosie. Poza oktagonem charakterystyczny chełpliwy wizerunek. Conor McGregor to bez wątpienia najbardziej wyrazisty i najpopularniejszy zawodnik MMA w historii.

Tekst: Tomasz Dwojak

Conor McGregor urodził się 14 lipca 1988 r. w Dublinie, w dzielnicy Crumlin. Jak wspomina w jednym z wywiadów: tam skąd pochodzę, gdzie się wychowałem trzeba być czujnym, zdolnym do obronienie siebie. Z początku Irlandczyk trenował boks, później przerzucił się na MMA. W międzyczasie dorabiał jako hydraulik. W wieku 18 lat stoczył pierwszą zawodową walkę. McGregor szybko stał się postrachem przeciwników i lokalną gwiazdą. Po zawodnika zgłosiła się największa federacja MMA na świecie – Ultimate Fighting Championship (UFC).

Od zera do dżentelmena

Już w pierwszej walce dla UFC „The Notorious” dał pokaz umiejętności i zwyciężył przed czasem, nokautując Marcusa Brimage’a po 67 sekundach. Następny pojedynek wygrał już na punkty przez jednogłośną decyzję. A potem trzy kolejne starcia, trzy nokauty i trzy nagrody za Występ Wieczoru. Walki Irlandczyka gwarantowały emocje i widowiskowe akcje. W zawodowej karierze spośród 22 zwycięstw 20 odniósł przed czasem, w tym 19 przez nokaut. McGregor szybko wyrósł na gwiazdę federacji. Zaczął pojawiać się na głównych galach, jego nazwiskiem reklamowano kolejne wydarzenia.

Zmieniał się także pozaringowy wizerunek McGregora. Do oktagonu zaczął wychodzić przy dźwiękach Foggy Dew, pieśni irlandzkich powstańców, płynnie przechodzącej w Hypnotize, eastcoastowym klasyku autorstwa amerykańskiego rapera Notoriousa B.I.G., z którym Irlandczyk dzielił pseudonim. Łysinę jak u futbolowego chuligana zastąpiła bujna, zazwyczaj zaczesana czupryna i przystrzyżona broda. Na klatce piersiowej Irlandczyk sprawił sobie potężny, sięgający aż po szyję ekspresyjny tatuaż przedstawiający głowę goryla w koronie pożerającego serce. Na konferencjach prasowych pokazywał się zaś często w gustownych retrogarniturach, niczym postać z serialu Peaky Blinders. McGregor stworzył wizreunek, trochę w międzywojennym stylu, pyszałkowatego gangstera-inteligenta wywodzącego się z klasy robotniczej, który oprócz tego, że umie się modnie ubrać potrafi także mocno przywalić. Być może stąd niesamowita popularność Irlandczyka. McGregor łączy etos pracy i dumę, wręcz arogancję (białej) klasy robotniczej z wyszukanym wizerunkiem brytyjskiego dżentelmena. Archetyp, którego cechy coraz częściej zaczyna się kwestionować.

Jeden cios

Walka o pas była jedynie kwestią czasu. Aby zostać mistrzem UFC w kategorii piórkowej McGregor musiał wygrać z José Aldo. Brazylijczyk był niepokonany od dziesięciu lat. Mistrzowski pas UFC posiadał od pięciu. Do tej pory musiał go bronić siedem razy. Każdego z pretendentów odprawiał z kwitkiem.

Walkę Aldo z McGregorem zaplanowano na galę UFC 189. Niestety Brazylijczyk doznał kontuzji. Władze federacji znalazły dla Irlandczyka nowego przeciwnika. Był nim Amerykanin Chad Mendes. Zwycięzca pojedynku miał otrzymać tytuł tymczasowego mistrza, a potem zmierzyć się z Aldo w walce unifikacyjnej. Z walki z tarczą wyszedł McGregor. Choć nie bez problemów. Amerykanin obalił Irlandczyka kilka razy i celnym ciosem łokciem rozbił mu łuk brwiowy. Mendes był jednak bezradny wobec siły ciosów McGregora i na kilka sekund przed końcem drugiej rundy dał się znokautować.

Irlandczyk miał skrzyżować rękawice z Aldo na gali UFC 194. McGregor gierki rozpoczął już przed walką. Wywiady i inne wydarzenia promocyjne, w których zawodnicy okazują sobie „szczerą nienawiść” nie są oczywiście czymś nadzwyczajnym we współczesnym, skrajnie skomercjalizowanym świecie sportów walki. McGregor swoją charyzmą i arogancją wyniósł jednak utarczki przed starciem na wyższy poziom. Szczytem okazała się konferencja prasowa w jego rodzinnym Dublinie, która bardziej niż medialne wydarzenie przypominała pyskówkę w barze. McGregor oczywiście miał za sobą publiczność, reagującą dzikim aplauzem na wszelkie zaczepki i inwektywy rzucane w stronę Aldo. Szef UFC – Dana White skrzętnie wykorzystał wizerunek irlandzkiego zawodnika do promowania pojedynku. Gala UFC 194 stała się wówczas drugim najchętniej oglądanym wydarzeniem w historii federacji.

Rozbrzmiewa gong rozpoczynający walkę. Przez pierwsze kilka sekund zawodnicy wyprowadzają zachowawcze ciosy, nie chcą ryzykować na początku. Nagle Aldo postanawia szybko przełamać impas i agresywniej zaatakować. I nadziewa się na kontrę McGregora. Pada jak rażony piorunem. Koniec walki. Wszystko trwało trzynaście sekund. Aldo, który na porażkę musiał czekać ponad dekadę leży teraz przerażony na macie przytrzymywany przez sędziego. A McGregor podekscytowany skacze po oktagonie i samemu dziwi się, że trwało to tak krótko.
Walka szybko stała się viralem. W końcu starcie trwało tyle, że można było je nagrać na Snapchacie, a potem udostępniać, pokazywać znajomym w szkole czy w pracy.

Mistrz nad mistrzami

„The Notorious” nie zatrzymywał się. Postanowił zostać pierwszym w historii mistrzem UFC w dwóch kategoriach jednocześnie. Zdobył już pas w wadze piórkowej, teraz połakomił się na mistrzostwo wagi lekkiej. McGregor miał zawalczyć o ten tytuł z Rafaelem dos Anjosem. Niestety jego przeciwnik doznał kontuzji, co ponownie uniemożliwiło mu pojedynek z mistrzem. Walka o pas w wadze lekkiej musiała poczekać. Władze UFC na kilkanaście dni przed galą zakontraktowały McGregorowi nowego przeciwnika – Nate’a Diaza. Problem w tym, że pojedynek miał się odbyć nie w wadze lekkiej – i tak zresztą za wysokiej dla Irlandczyka – a w półśredniej. Mimo to bukmacherzy stawiali na zwycięstwo Irlandczyka.

McGregor niespodziewanie doznał pierwszej porażki w UFC. Irlandczyk zdawał się mieć pojedynek pod kontrolą, jednak w drugiej rundzie Diaz wyprowadził cios, który kompletnie zmienił dynamikę walki. Przejął inicjatywę, by ostatecznie pokonać Irlandczyka przez duszenie zza pleców.

Nieoczekiwany obrót walki, zakończony porażką ulubieńca publiczności, aż prosił się o rewanż. Nie trzeba było czekać długo. Panowie starli się ponownie po pięciu miesiącach od pierwszej walki. Pięć rund morderczego pojedynku (McGregor do tej pory tylko raz walczył dłużej niż dwie) przyniosło zwycięstwo Irlandczyka na punkty. Po wyrównaniu rachunków z Diazem, McGregor mógł skupić się na głównym celu – mistrzostwie w dwóch kategoriach wagowych. W międzyczasie, pas w kategorii lekkiej zmienił właściciela. Znajdował się on teraz w rękach Eddiego Alvareza, pokonał on bowiem wcześniej dos Anjosa.

Alvarez nie miał w pojedynku z Irlandczykiem nic do powiedzenia. McGregor kontrolował walkę przez cały jej przebieg, kończąc ją w drugiej rundzie, a jakże by inaczej, efektowną kombinacją ciosów. Irlandczyk dokonał historycznego wyczynu. Po zdobyciu kolejnego pasa stał się większy niż UFC. Sportowo i finansowo MMA nie miało mu już nic do zaoferowania

“The Money Fight”

McGregor był, bez wątpienia, najbardziej rozpoznawalnym zawodnikiem MMA. Sytuacja podobnie przedstawiała się w boksie, gdzie najjaśniej świeciła gwiazda Floyda Mayweathera. To czy Amerykanin jest najlepszym pięściarzem w historii to kwestia dyskusyjna. Bez wątpienia jest jednak najbogatszym i najbardziej przedsiębiorczym. Przydomek „Money” nie wziął się znikąd. Amerykanin za wszystkie mistrzowskie walki otrzymywał astronomiczne sumy. Największą wypłatę dostał po walce z Mannym Pacquiao. Mayweather miał zagwarantowane 120 mln dolarów, podobno zarobił około 180. Dla porównania, kontrakty McGregora w jego najbardziej dochodowych walkach – z Alvarezem i rewanżowej z Diazem gwarantowały mu jedynie 3 mln.

Mayweather wydawał się pięściarzem spełnionym. Miał już 40 lat, nie musiał się martwić o finanse, a jego pięściarską ścieżkę wypełniało wiele wygranych mistrzowskich pojedynków. Jeśli była jednak jedna rzecz, która mogła zmotywować Mayweathera do kolejnej walki był to, oprócz ogromnych pieniędzy, legendarny wyczyn Rocky’ego Marciano. Marciano w swojej karierze wygrał 49 walk, ani razu przy tym nie przegrywając. Żaden z pojedynków nie zakończył się również remisem. . Mayweather wyrównał jego rekord i potrzebował już tylko jednego zwycięstwa, aby go przebić.
McGregor wydawał się idealnym kandydatem. Walka z Irlandczykiem wywołałaby ogromny szum medialny, a co za tym idzie, ogromne pieniądze dla obu zawodników. Ponadto dla Mayweathera byłoby to jedno z łatwiejszych starć w całej karierze. Mimo, że McGregor dysponował silnym ciosem to brakowało mu ringowego doświadczenia. Nigdy nie stoczył zawodowego pojedynku na zasadach bokserskich. I tak zawodnicy, jak i ich specjaliści od marketingu, wprowadzili w ruch potężną komercyjną machinę.

O samej walce nie warto się rozpisywać. McGregor pokazał się z dobrej strony w pierwszych rundach, jednak doświadczony Mayweather szybko przejął inicjatywę i do końca pojedynku kontrolował jego przebieg. Sędzia ringowy przerwał walkę w 10 rundzie, po tym jak Irlandczyk przestał odpowiadać na ciosy Amerykanina.

Po walce wszyscy mogli czuć się zadowoleni. Mayweather pobił rekord Marciano i otrzymał najwyższą wypłatę nie tylko w karierze, ale w całej historii sportu – ok. 275 mln dolarów. McGregor mimo zerowego doświadczenia na zawodowych ringach otrzymał za swój debiutancki pojedynek ok 100 mln. Pieniądze o jakich w MMA mógł tylko pomarzyć.

McGregor postanowił odpocząć od sportu i skupić się na życiu prywatnym. Został ojcem, a jego konta na portalach społecznościowych zaczęły zapełniać rodzinne zdjęcia. W międzyczasie założył również własną markę irlandzkiej whiskey – Proper No. Twelve.

Chabib vs McGregor

Przerwa McGregora od sportu trwała ponad rok, od MMA niecałe dwa. Jego rywalem na gali UFC 229 miał być nowy król MMA, niepokonany dotąd Chabib Nurmagomiedow. W przeciwieństwie do „The Notoriousa” specjalista od zapasów, i przy okazji równie barwna postać – pokorny, religijny muzułmanin, prywatnie dobry znajomy Ramzana Kadyrowa, popieranego przez Putina przywódcy Czeczenii. Do oktagonu zazwyczaj wychodzi ubrany w papachę – tradycyjne kaukaskie nakrycie głowy. Starcie nie potrzebowało większej promocji, choć McGregor i tak zadbał o medialny rozgłos.

Po konferencji prasowej przed galą, na której Rosjanin miał zawalczyć z Alem Iaquintą, McGregor wraz ze swoją bandą zaatakował busa wiozącego zawodników. Irlandczyk rzucił w kierunku pojazdu metalowy wózek, rozbijając szybę w drobny mak. Do końca nie wiadomo czy było to wyreżyserowane. Z późniejszych wydarzeń wynika, że raczej nie. Z powodu obrażeń od potłuczonego szkła, z gali musiało wycofać się dwóch zawodników – Micheal Chiesa i Ray Borg. Nic dziwnego, że po takich mniej lub bardziej planowanych akcjach promocyjnych i oczywiście dzięki sportowym umiejętnościom McGregora i Nurmagomiedowa gala UFC 229 była najchętniej oglądaną w historii federacji.

W walce Chabib skutecznie obnażył zapaśnicze braki Irlandczyka. Rosjanin umiejętnie zneutralizował bokserskie umiejętności McGregora, co chwilę sprowadzając pojedynek do parteru, gdzie konsekwentnie obijał przeciwnika. Ostatecznie Chabib wygrał przez poddanie w czwartej rundzie. Po zakończeniu walki wywiązała się regularna bójka. Rosjanin nie wytrzymał ksenofobicznych prowokacji, które Irlandczyk i jego narożnik uskuteczniali już na długo przed starciem. Wyskoczył z oktagonu i ruszył w stronę trenera McGregora. Obydwaj zawodnicy zostali później ukarani finansowo. Niesmak pozostał. Kilka miesięcy po walce McGregor ogłosił zakończenie kariery.

Irlandczyk wrócił jednak ze sportowej emerytury i w styczniu tego roku skrzyżował rękawice z doświadczonym Donaldem „Cowboyem” Cerrone. McGregor pokonał Amerykanina w swoim stylu, już po 40 sekundach. Ma dopiero 31 lat, przed nim 5-10 lat sportowej kariery. Być może doczekamy się rewanżu z Chabibem? W końcu panowie mają „niewyrównane rachunki”.

Sport, a szczególnie MMA, to poszukiwanie realności i prawdziwych emocji w czasach, gdy wszystko jest produktem albo materiałem sponsorowanym. W końcu gdy leje się krew albo ktoś pada półprzytomny po nokautującym ciosie to dzieje się to naprawdę. Nawet jeśli zawodnicy otrzymali za walkę po kilka milionów. W czasach, w których coraz częściej mówi się o toksycznej męskości jednym z niewielu względnie akceptowalnych miejsc, gdzie można realizować atawistyczne popędy stają się gale MMA. A to wszystko w jakości HD, za jedyne 65 dolarów.