Grać czy nie grać?

Z powodu pandemii koronawirusa ucierpiały niemal wszystkie branże współczesnego świata. Nie inaczej jest ze sportem. Lockdown nastąpił gwałtownie i gruntownie. Amatorskie zawody biegowe, Premier League czy pierwsze Grand Prix w nowym sezonie Formuły 1 – w drugim tygodniu marca wiadomości o przełożeniu, zawieszeniu lub odwołaniu różnorakich imprez dochodziły z różnych części kuli ziemskiej. Ramówki stacji sportowych wypełniły się programami publicystycznymi bądź powtórkami starych spotkań. Pytanie: kiedy sport na żywo powróci? I czy jest tego sens?

Tekst: Sebastian Muraszewski

fot. wikipedia commons

Jednego nie da się ukryć. Wydarzenia sportowe były czynnikiem, który przyczynił się do rozwoju pandemii. Według WHO mecz Ligi Mistrzów Atalanta Bergamo–Valencia rozgrywany w Mediolanie 19 lutego sprawił, że wirus rozprzestrzenił się po całej Lombardii oraz dotarł do Hiszpanii. 35 proc. pracowników zespołu gości zachorowało w późniejszym czasie na koronawirusa. W sytuacji, kiedy wiadomo było, że pandemia jest poważnym zagrożeniem dla Europy, rozegrano spotkanie Liverpool–Atletico Madryt z udziałem kibiców na trybunach. Beztroskie podejście brytyjskich władz symbolizują zawody jeździeckie w Cheltenham. Podczas gdy na całym świecie zamykano szkoły i miejsca rozrywki, takie jak kina czy teatry, na torze pojawiło się około 70 tys. widzów. Wielu znalazło się później w szpitalach.

Na świecie uchowało się trochę miejsc, gdzie cały czas, jak gdyby nigdy nic, sportowa karuzela się kręci. Najbardziej znanym z nich jest Białoruś. Prezydent tego kraju, Alaksander Łukaszenka, ma, delikatnie mówiąc, nietypowe podejście do pandemii. Rozgrywki pierwszej ligi piłkarskiej, czyli Wyszejszej Lihi w sezonie 2020 rozpoczęły się 19 marca. W zasadzie zmieniła się jedna rzecz – mecze zaczęły cieszyć się znacznie większym zainteresowaniem, także firm bukmacherskich, które w obliczu zmniejszenia się liczby oferowanych przez nie zakładów o 80–90 proc. zaczęły mocno promować obstawianie tych spotkań. W grę zaczęły wchodzić ogromne kwoty, co stało się problemem również dla szwedzkich amatorskich klubów, które w marcu i w kwietniu rozgrywały między sobą sparingi. Piłkarze zaczęli otrzymywać pogróżki od hazardzistów, a presja nałożona na zawodników, którzy chcieli pokopać amatorsko piłkę, była zbyt wielka. Ostatecznie zdecydowano się na rezygnację z tych spotkań.

Centrum izolacji

Pomysły na kontynuację rozgrywek Ekstraklasy pojawiły się tuż po ich przerwaniu. Z odważną inicjatywą jako pierwszy wyszedł Michał Świerczewski, prezes Rakowa Częstochowa. Plan miał składać się z trzech faz. Pierwsza polegałaby na izolacji członków klubu przez dwa tygodnie. Kolejne dwa tygodnie trwałaby faza druga, z tym że drużyny zostałyby ulokowane w odizolowanych hotelach. Trzecia to dogranie sezonu na czterech–pięciu stadionach, oczywiście bez publiczności. Koszty? Mniej niż 25 mln złotych. Potencjalny zysk – ponad cztery razy tyle. Brzmi dobrze? Pewnie, tylko ryzyko jest spore. Wystarczy, że zachoruje choć jedna osoba biorąca udział w projekcie i wszystko idzie do kosza. Niezbędni do gry są nie tylko piłkarze i sędziowie. Nie można zapominać o sztabach szkoleniowych, operatorach kamer, kierowcach autokarów, obsłudze hotelowej i tak dalej. Każde zakażenie, powstałe w wyniku rozgrywania ligi, byłoby skandalem i rysą na jej wizerunku. Metodami zapobiegawczymi byłyby izolacja i wykonywanie ogromnej liczby testów każdego dnia. Problem w tym, że testów nie jest za dużo – pokazuje to odrzucenie ustawy o cotygodniowym profilaktycznym badaniu pracowników służby zdrowia. Niepotrzebne wykonywanie testów w sytuacji, gdy społeczeństwo boryka się z ich niedoborem, nie byłoby dobrze postrzegane przez opinię publiczną. Jednakże, pomysł być może stanie się podstawą do wznowienia sezonu na przełomie maja i czerwca.

Wygląda na to, że ryzyko podejmą wcześniej w Niemczech. Politycy z Bawarii i Nadrenii Północnej-Westfalii zgodzili się na powrót Bundesligi od 9 maja. 36 klubów najwyższej klasy rozgrywkowej w Niemczech i jej zaplecza koniecznie chcą dokończyć sezon. Kilku zespołom grozi bankructwo, jeśli nie uzyskają pieniędzy z ostatniej transzy za prawa transmisyjne do rozgrywek. Strategia? Izolacja, wykonywanie trzech tys. testów dziennie i rozgrywanie spotkań bez publiczności. Drużyny zza Odry i Nysy Łużyckiej rozpoczęły już treningi. Z dylematami borykają się również w Anglii. Sezon Premier League miałby się skończyć albo na Wembley albo w Chinach. We Włoszech i w Hiszpanii, ze względu na poważną sytuację epidemiczną, nie ogłasza się jeszcze szczegółów powrotu lig narodowych. System izolacyjny jest już wdrożony na Tajwanie, gdzie w poprzednim miesiącu rozpoczął się nowy sezon lig popularnych w azjatyckich państwach baseballa oraz piłki nożnej. Niestety nie wszędzie się to udaje. Wznowienie chińskiej ligi koszykówki zostało przeniesione na czerwiec, a część japońskich meczów siatkówki zostało przerwanych ze względu na stwierdzenie u graczy gorączki bądź kaszlu.

fot. wikipedia commons

Podobne plany mają za oceanem. Do przerwania rozgrywek NBA doszło w kuriozalny sposób – decyzja została podjęta po otrzymaniu informacji o zakażeniu jednego z graczy Utah Jazz, Rudy’ego Goberta. Gobert kilka dni wcześniej kpił z choroby, dotykając mikrofonów wszystkich dziennikarzy na sali. Oprócz Francuza zachorowało jeszcze kilku graczy, w tym Kevin Durant z Brooklyn Nets. Rozgrywki przerwano w decydującym momencie sezonu zasadniczego, a władze ligi chcą dokończyć je w Las Vegas, gdzie od 2004 r. jest organizowana liga letnia. Teraz koszykarze mieliby dograć tam play-offy. Pierwsza runda do trzech wygranych, półfinały i finały konferencji w formie pojedynczych spotkań, a ostateczna rozgrywka również do trzech wygranych meczów. NBA dopiero planuje, podczas gdy Euroliga już rozpisała dokładny terminarz. Sezon zasadniczy ma zostać dokończony, a faza finałowa odbędzie się według zasady „przegrywający odpada”. Jedna hala, mecze od 4 do 26 lipca. Jedni głowią się nad tym, o ile opóźnią się rozstrzygnięcia w ich ligach, z kolei inni starają się je przyspieszyć. Liga BIG3 funkcjonuje od 2017 r. i stawia głównie na widowisko. Drużyny składają się z trzech koszykarzy, rywalizujących na połowie boiska, mecz toczy się do zdobycia 50 punktów przez jedną z nich. Turnieje w tym roku mają odbyć się miesiąc wcześniej niż było to pierwotnie zaplanowane, a dodatkowo każdy krok koszykarzy ma być rejestrowany przez kamery. Jak w Big Brotherze.

Centrum gier

Jedynymi arenami, na których może toczyć się jakakolwiek bezpieczna rywalizacja, są te wirtualne. Oprócz typowych rozgrywek e-sportowych, zaczęto organizować również zmagania gwiazd znanych z realnych imprez. Premier League, Ekstraklasa, NBA, Bundesliga, La Liga porozumiały się nawet z telewizjami w sprawie ich transmisji. Najbardziej jednak zyskała ta dyscyplina, która wymagała najmniej uproszczeń – czyli sporty motorowe. Dzięki odpowiednim symulatorom, jak Assetto Corsa Competizione, iRacing czy rFactor 2 oraz możliwości zainstalowania odpowiedniego sprzętu, czyli kierownic i skrzyń biegów, wirtualne tory wypełniły się kierowcami. Simracing, bo tak nazywa się ta dziedzina gier, wciągnął między innymi Maxa Verstappena, Lando Norrisa, George’a Russela czy Charlesa Leclerca. Ten pierwszy nie wystartował jednak w zawodach organizowanych przez Formułę 1, czyli Wirtualnych Grand Prix, tłumacząc swoją decyzję tym, że oficjalna gra serii, czyli F1 2019 nie jest wierną symulacją. Do rozrywki skory był Norris, jednak zabawę utrudniła mu sama gra, wyłączając się podczas każdego wyścigu.

W najlepsze toczą się również zakłady bukmacherskie. Poszczególne firmy pozwalają na obstawianie meczów, których wynik ustala algorytm. Można się tylko domyślać, co odpowiada za poszczególne wyniki. Ci niechętni na śledzenie wirtualnych sportów mogą obstawiać pogodę. Tak, pogodę. Temperatura, zachmurzenie, ciśnienie atmosferyczne czy wilgotność powietrza – wszystkie te wartości można przewidywać i typować. Zjawisko to jest szczególnie popularne w Stanach Zjednoczonych.

A jak sobie radzą media sportowe? Wszak wydarzenia sportowe są ich sednem – nie można sobie wyobrazić weekendowych pustek na kanałach sportowych bądź poniedziałkowych gazet bez wyników ligowych. Media zmuszone były sięgnąć do ogromnej skarbnicy archiwów. Tak, przypomnienie sobie najważniejszych meczów, imprez z czasów dzieciństwa bądź zobaczenie niepokazywanych od dawna spotkań może sprawić, że na krótki czas oderwiemy się od smutnej rzeczywistości. Idea pokazywania filmów dokumentalnych o sporcie szczególnie teraz zasługuje na uznanie; powinny stać się one częścią ramówek telewizyjnych również po ustąpieniu pandemii. Jednak historia jest skończona, a jej wyniki znane. Sport oglądamy w końcu dla emocji i jego nieprzewidywalności. Dla urozmaicenia ramówki pojawiły się więc również programy z udziałem widzów, którzy mogli dzwonić na antenę i zadawać pytania dziennikarzom bądź sportowcom. Każda forma kontaktu z kibicami pozwala na utrzymanie ich więzi ze sportem. Z jeszcze większymi niż dotychczas problemami boryka się również prasa sportowa. „Przegląd Sportowy” obniżył cenę cyfrowej prenumeraty, a w mediach społecznościowych pojawiła się inicjatywa #PSChallenge. W ramach akcji czytelnicy wstawiali swoje zdjęcia z pismem, które towarzyszyło im przez wiele lat, a inicjatywę wspierało wielu aktorów, polityków i sław polskiego sportu.

Centrum Emocji

Kiedyś sportowcy wrócą na areny. Ale nie będą to te same zmagania co przed pandemią. Część klubów upadnie, część lig i rozgrywek będzie borykało się z problemami. Dla niektórych okażą się one śmiertelne, jak dla ligi XFL. Miliarder Vince McMahon, przewodniczący World Wrestling Federation, po raz drugi postanowił zainwestować w futbol amerykański. Przed dziewiętnastoma laty zbyt luźne podejście i parodystyczne wręcz zarządzanie organizacją sprawiło, że XFL zostało zamknięte zaledwie po jednym sezonie. Tym razem było inaczej. Rozgrywki były poważniejsze, oglądalność na stadionach i przed telewizorami spora. Amerykanie łyknęli wizję rozgrywek futbolowych organizowanych wiosną. Z wiadomych względów skończyło się na pięciu kolejkach. Liga została zamknięta, a XFL ogłosiło bankructwo. Tak samo jak osiem klubów, które zatrudniały setki pracowników.

fot. wikipedia commons
MetLife Stadium – fot. wikipedia commons

Nawet po wznowieniu gry na boiskach i halach sytuacja nie wróci do normy. 71 proc.Amerykanów stwierdziło, że nie pojawi się na trybunach, dopóki nie będzie dostępna szczepionka przeciwko COVID-19. Trzeba przemyśleć na nowo modele biznesowe, sposoby prowadzenia transmisji i sprzedawania do nich dostępu. Pozostało tylko marzyć o tym, że sport wróci. Będziemy się nim cieszyć najpierw przed telewizorami, a potem, kiedy koronawirus pozostanie wyłącznie wspomnieniem, na wyciągnięcie ręki na licznych arenach. Jedno jest najważniejsze: oby wszyscy byli w dobrym zdrowiu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *